Wyrwać, ile się da

Wyrwać, ile się da

Bój o PZU podzielił AWS-owską ekipę. Wiadomo, kto walczy. Trudniej ustalić, jakie konkretnie łupy przypadną zwycięzcom

Dwa wrogie obozy to, z jednej strony, minister skarbu, Andrzej Chronowski, który wspiera prezesa PZU Życie, Grzegorza Wieczerzaka (obaj należą do SKL) oraz jego przyjaciela, Władysława Jamrożego (byłego prezesa PZU Życie i PZU SA, obecnego szefa Totalizatora). Ten ostatni, dziś w drużynie AWS, wcześniej występował jako człowiek PSL (pomagał mu marszałek Józef Zych). Po ich stronie jest też minister spraw wewnętrznych, Marek Biernacki oraz pos. Zygmunt Berdychowski z sejmowej Komisji Skarbu.
Obóz drugi to prezes PZU SA, Jerzy Zdrzałka, popierany przez Eureko – udziałowca zagranicznego PZU SA. Ze Zdrzałką sympatyzują niektórzy członkowie Porozumienia Centrum z sen. Adamem Glapińskim. Eureko i Zdrzałka są wspierani dyskretnie przez Mariana Krzaklewskiego (mimo że oficjalnie oświadczył on, że akceptuje poczynania min. Chronowskiego).
Granice między wrażymi obozami są nieco zatarte. Wszyscy to AWS, ale zdarzało im się przechodzić z jednych szeregów do drugich. Dziś Grzegorz Wieczerzak, szef PZU Życie, razem z min. Chronowskim zarzuca Eureko, że nie chce inwestować w rozwój PZU. Wcześniej jednak popierał sprzedaż PZU temuż Eureko, bo Eureko obiecało ówczesnym szefom PZU nadzwyczaj wysokie apanaże i możliwości atrakcyjnego awansu w europejskich strukturach firmy. Potem jednak okazało się, że przebicie ze strony Deutsche Banku było mocniejsze i Władysław Jamroży, szef PZU SA, zgodził się na sprzedaż Niemcom akcji BIG BG. Było to oczywistą nielojalnością wobec Eureko i oszukany pracodawca nie chciał dalej pracować z takim zarządcą. Od tego czasu członkowie dawnych władz PZU powtarzają więc, jak złym i szkodliwym pomysłem była sprzedaż PZU dla Eureko.

Awantura o kasę

Taki właśnie, wyłącznie prywatno-finansowy, wymiar ma cała wojna o PZU. Chodzi o konkretne interesy bardzo wielu ludzi. Grupa PZU to około 12 tys. osób zatrudnionych w całej Polsce. To dużo stanowisk. Przejęcie PZU oznacza więc możliwość realizacji oczekiwań wielu posłów i senatorów, którzy mają rozmaite zobowiązania i chcą zatrudnić swych kolegów na niezłych posadach. PZU to również potężna kasa, która za sprawą decyzji Zarządu towarzystwa może spowodować wzbogacenie określonych osób. Wystarczy, że PZU np. ulokuje w jakiejś firmie druk kalendarzy, innej powierzy realizację swych inwestycji budowlanych, a jeszcze innej – naprawę służbowych aut. Drobni przedsiębiorcy mogą raptem zbić fortunę, za co z pewnością zechcą odwdzięczyć się odpowiednią prowizją życzliwym osobom z władz PZU. Towarzystwo dokonuje też rozmaitych inwestycji kapitałowych i wybiera banki obsługujące interesy towarzystwa. Taki klient jak największe towarzystwo ubezpieczeniowe jest łakomym kąskiem, więc szefowie banków chętnie odwdzięczają się komu trzeba.
PZU ma również możliwości zapewnienia wielu wysokopłatnych stanowisk urzędniczych w Narodowych Funduszach Inwestycyjnych. I właśnie dlatego PZU SA i PZU Życie stały się największymi udziałowcami w II NFI oraz IV NFI (w każdym mają ponad 20% udziałów). Przy tak wielkiej instytucji jak PZU ogrzać się więc może wielu. A ponieważ porażka wyborcza AWS jest coraz bliższa, więc chętnych do szukania ciepłych posad przybywa.

Pomożecie? Pomożemy!

PZU, oczywiście, włączy się do walki po stronie prawicy. Tu nie chodzi tylko o ewentualne wpłaty na fundusze wyborcze, lecz i o sprawy drobniejsze, ale bardzo ważne dla kandydatów – np. o wynajęcie odpowiedniej sali za bardzo umiarkowaną sumę, czy pomoc pracowników PZU w zorganizowaniu spotkania przedwyborczego. PZU może też dać dotację na jakiś cel – np. na miejską sygnalizację świetlną – zyskując wdzięczność obywateli dla jakiegoś AWS-owskiego samorządu.
Z wyborami wiąże się też uruchomienie AWS-owskiej Telewizji Familijnej, którą wspiera wiele spółek skarbu państwa. To, że rozmaite przedsiębiorstwa muszą finansować polityczne inicjatywy ekipy rządzącej państwem, jest już polską normą i nikogo nie dziwi. Jedną z przyczyn determinacji, z jaką min. Chronowski walczył z prezesem Zdrzałką, było właśnie pragnienie zapewnienia swobodnego, bez ewentualnego stawiania warunków przez Eureko, przepływu środków z PZU SA na “familijne” konta.
Z PZU Życie, kierowanym przez Grzegorza Wieczerzaka, sojusznika Andrzeja Chronowskiego, żadnych problemów tego rodzaju, oczywiście, nie było. Jak się dowiedzieliśmy, PZU Życie za ponad 220 mln zł kupiło certyfikaty inwestycyjne w tajemniczym Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych TDA, o którym nikt wcześniej nie słyszał. TDA ma się zajmować, jak enigmatycznie stwierdza jego prospekt emisyjny, “zarządzaniem powierzonymi aktywami”, przy czym jest “obarczony wyższym od przeciętnego ryzykiem inwestycyjnym”. Nieoficjalnie zaś mówi się, że owe powierzone aktywa mają wesprzeć przede wszystkim jedno przedsięwzięcie – właśnie uruchomienie Telewizji Familijnej.

Z rewolwerem
na Zarząd

Słowem, PZU ma pieniądze oraz możliwość załatwienia wielu spraw – i dlatego jest tak cennym łupem. W walce o towarzystwo wykorzystywano zatem wszelkie metody, z podsłuchem włącznie. Zdrzałka zarzucił Jamrożemu zamontowanie “pluskiew” w ścianach, ten – oczywiście – zaprzeczył. Członkowie Zarządu w PZU SA, zwalczani przez paru ministrów, otrzymywali różne dziwne SMS-y, podobno kontrolowano ich konta bankowe.
– To jest pewna tradycja – mówi prof. Jan Monkiewicz, były prezes PZU SA z czasów, gdy prezesem PZU Życie był Władysław Jamroży. – Ja, będąc w sporze z panem Jamrożym, też miałem dziwne telefony, jacyś nieznani ludzie interesowali się moimi sprawami uczelnianymi. Mam wrażenie, że w jakimś stopniu mogły tu być używane służby specjalne, a przynajmniej usiłowano stworzyć takie wrażenie. Władysław Jamroży miał podobno dobre kontakty. Sam zresztą z nimi chadzał uzbrojony i mówiło się, że niekiedy obrady Zarządu PZU rozpoczynał, kładąc rewolwer na stole…
Pytanie, gdzie w tym wszystkim jest interes milionów ludzi, których pieniędzmi tak ochoczo manipuluje PZU? Tym, oczywiście, nie przejmuje się żadna ze stron, ale też interesy klientów w krótkim czasie nie są zagrożone, bo pilnują ich tysiące szeregowych pracowników operacyjnych PZU. Sytuację towarzystwa można przyrównać do statku, którym nikt nie kieruje, bo trwa kłótnia kapitana i oficerów. Statek płynie bezpiecznie, dopóki nie wpadnie na rafy, ale jest trochę czasu, by zmienić ster. Jeżeli jednak paraliż decyzyjny i poczucie tymczasowości będą dłużej uniemożliwiały kierowanie PZU, zderzenie stanie się nieuniknione.

Wydanie: 2/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy