Wysoka cena pychy

Wysoka cena pychy

Po 21 kwietnia obrońcy praw konsumentów za Odrą domagają się jeszcze głośniej odszkodowania dla klientów w Niemczech. – Jeśli VW płaci poszkodowanym w USA 5 tys. dol., jest to tym większa niesprawiedliwość wobec klientów niemieckich. Oni też chcą nieskomplikowanego rozwiązania – mówi Klaus Müller, szef Federalnego Zrzeszenia Organizacji Konsumenckich (VZBV). Z kolei instytucje państwowe nad Wisłą działają w tej sprawie jeszcze nieco opieszale, ale polscy właściciele mogą już teraz się domagać indywidualnych odszkodowań, np. przystępując do pozwów zbiorowych. – Klienci będą mogli uzyskać odszkodowanie na zasadzie ugody. Pozew grupowy jest zaś doskonałą możliwością jej wymuszenia. Im więcej osób do niego przystąpi, tym większa presja. Jesteśmy członkiem UE, niemiecki koncern nie może nas ominąć – uważa Karolina Zalewska-Zbiciak z Kancelarii Prawnej Świeca i Wspólnicy w Warszawie.

Lider upokorzony

Niezależnie od kompromisu niemiecki potentat strzelił sobie nie tyle w stopę, ile w marketingowy kręgosłup. Rozmiaru klęski nie zmniejsza fakt, że VW nie jest na świecie jedynym, który dopuścił się takich działań. Japoński koncern Mitsubishi przyznał się ostatnio do podawania nieprawdziwych danych dotyczących poziomu spalania.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Niemców ta afera boli szczególnie. Zależy im przecież na tym, by niemal w każdej dziedzinie świecić przykładem. I nagle nadchodzi feralny wrzesień 2015 r., kiedy to wypływa skandaliczna informacja, że największy niemiecki producent samochodowy manipuluje pomiarami emisji spalin, aby dostosować się do ekologicznych wytycznych USA. Volkswagen, ojciec garbusa i golfa. Marka, z którą identyfikują się od kilku pokoleń miliony ludzi na świecie. Sama nazwa firmy wskazuje, że to wytwórca aut dla ludu. Jeszcze bardziej boli to, że karygodne praktyki nie zostały ujawnione przez jakąś ważną niemiecką instytucję, nie przez cieszącą się powszechnym uznaniem fundację Stiftung Warentest czy WWF albo Greenpeace. Manipulacje odkryli sami Amerykanie, którzy zdaniem Niemców chcą zalać Europę pestycydami (TTIP) i których niemieccy ekodziałacze od lat krytykują za zaniedbania klimatyczne. USA w dotkliwy sposób upokorzyły niemieckiego lidera, który niegdyś chciał im pokazać, jak się produkuje małe i ekologiczne pojazdy.

Warto zapytać, dlaczego akurat amerykańskie instytucje odkrywają niedoskonałości w spółkach niemieckich perfekcjonistów. Od afery finansowej w Siemensie poczynając, poprzez brudne sztuczki w Deutsche Banku, na oszustwach Volkswagena kończąc. I dlaczego zarząd VW tak długo udawał, że nic się nie dzieje, podczas gdy pierwsze informacje o skandalu zostały opublikowane w biuletynie Międzynarodowej Rady ds. Czystego Transportu (International Council on Clean Transportation, ICCT) już w 2014 r. Czy ta instytucja nie utrzymuje swoich biur także w Berlinie?

Ciąg dalszy w czerwcu

Media kipiące oburzeniem uprawdopodobniają tezę, że wszystko to jest wynikiem niemieckiego pragnienia bycia prekursorem i prymusem w każdej dziedzinie. Tymczasem zdarza się, że perfekcjoniści są po prostu uczniami popełniającymi błędy. Jak pokazują główne punkty wstępnego porozumienia między VW a EPA, nasi ambitni sąsiedzi potrafią również przestać moralizować i przyznać się do błędów. Z każdego upadku można wyciągnąć wnioski na przyszłość. Czy VW wykorzysta tę szansę? W zgodnej opinii branżowców raczej nie.

Gorycz porażki Niemcy zawsze osładzali sobie wzmacnianiem przekonania o własnej wielkości. Warto przytoczyć słowa Nikolausa Blomego, który w wypowiedzi dla portalu Politico pokazuje niemiecki sposób myślenia. „Volkswagen nie umarł. Wróci silniejszy, niż był dotąd”, pisał redaktor „Spiegla” krótko po ujawnieniu skandalu. Bo kiedy w sytuacjach kryzysowych Niemcy krzepią się przypominaniem, że są potęgą, widać szczególnie wyraźnie, że są także mistrzem świata w zaciętości. Tyle że nawet jeśli niemiecki spryt pozwala skutecznie wyciszać potknięcia wielkich koncernów, to szczelin w lśniącej fasadzie jest coraz więcej. I jak już coś zaczęło się kruszyć, to prędzej czy później fasada runie. Ciąg dalszy w czerwcu.

AP Photo/Nick Ut

Strony: 1 2

Wydanie: 18/2016

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. oska
    oska 18 maja, 2016, 10:16

    Nie od dziś wiadomo, że za błędy się płaci.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy