Z wysokiego piętra

Z wysokiego piętra

Wyjście prezesa Kaczyńskiego z szafy miało wyraźny związek z „inwazją uchodźców”. Poczuł instynkt narodowy. Nie wytrzymał i wybiegł z szafy, ponieważ wyczuł zapach obcego. I że większość Polaków może żywić niechęć wobec Arabów, a na tym da się coś ugrać. Gdyby to byli uchodźcy z jakiegoś europejskiego kraju, powszechny stosunek do nich byłby zupełnie inny. Arabowie kojarzą się teraz z terroryzmem i z trudną do pokonania ,dramatyczną odmiennością. A z odmiennością mentalną rzeczywiście nie ma żartów. Czasami jednak trzeba zachować się przyzwoicie i na to nie ma rady.

Jak zwykle ostry, ale celny w opiniach Waldemar Kuczyński pisze na Facebooku: „Świat Kaczyńskiego składa się z bezwzględnie poddanych i wrogów. Poddanych niewielu i niepewni. Wrogowie są więc wszędzie i będą tropieni. Zły czas dla niewinnych. Jak w latach 2005-2007. Styl kierowania państwem obowiązujący na górze zawsze przenosi się w dół. I świat wrogów tropionych na górze szybko znajdzie swoje mikroświaty na wszystkich szczeblach władzy – do starosty, a może i wójta włącznie. Każdy znajdzie swoich wrogów na obraz i podobieństwo wrogów faktycznego »pierwszego obywatela«. Nikt nie będzie pewny swego, chyba że zaszyje się w mysiej dziurze. To nie jest straszenie, to są wnioski z »czynów i rozmów«. A także z dwóch lat nieco zapomnianej, a przez młodzież nieprzeżytej IV RP”.

Aż tak źle nie będzie. Z kilku powodów. Nie dlatego, że prezes nie ma tak złej potencji, ale dlatego, że dzisiaj w naszej części Europy nie ma pogody dla takich scenariuszy, a Polska to nie Węgry. U nas w sytuacji ograniczania wolności opozycja się zjednoczy i dostanie poparcie społeczne, co nie udaje się na Węgrzech. Trzeba lepiej znać historię, by wiedzieć, dlaczego to, co tam trudne, u nas jest oczywiste.

Prywatnej wizycie prezydenta u prezesa nadano zbyt duże znaczenie. W końcu Andrzej Duda jako prezydent jest wytworem politycznego talentu prezesa. Źle by o nim świadczyło jako o człowieku, gdyby od razu dystansował się od tego, który go stworzył. Ja żywię nadal naiwne może przekonanie, że Andrzej Duda jako człowiek jest gdzieś w głębi przyzwoity. Jego uniezależnianie się, jeśli w ogóle nastąpi, będzie procesem i ma na to sporo czasu. Jedyna niegodziwość, jakiej do tej pory się dopuścił, to przymilanie się do antysemitów i wzmianka o Jedwabnem w czasie jednej z debat. To było wyjątkowo niskie. Ale nic nie wpędza tak szybko człowieka w wielkość, ale też w małość, jak polityka, czyli władza.

Wygląda na to, że każdy wynik wyborów będzie dla Polski zły i społecznie szkodliwy. Wygra PiS – koń jaki jest, każdy widzi. Jednak Polska to nie Węgry, tu liberałowie i lewicowcy będą stawiać się ostro. A jeśli wygra Platforma albo przegra na tyle nieznacznie, że bez trudu stworzy z kimś koalicję? I tak już zdziczała nasza narodowa prawica będzie robić piekło, a przemoc obecna do tej pory tylko w słowach może się przerodzić w przemoc fizyczną. Najprawdopodobniejsza jest patowa sytuacja w Sejmie. Rządy są koalicyjne, zmienne, krótkie i chwiejne. Stan zimnej wojny domowej, która do tej pory miała tylko nieznaczny wpływ na nasze życie społeczne i gospodarcze, zaczyna być boleśnie odczuwalny.

W niewielkiej miejscowości na Warmii spotkanie autorskie. Jak zwykle – im mniejsza miejscowość, tym większa i lepsza publiczność. Z Olsztyna zabiera mnie dziewczyna, która w miasteczku kieruje telewizją kablową. I to medium dobrze tam działa. Ale dyrektor pewnej placówki kreśli mi smutny obraz tego miejsca. Młodzi uciekają, bo nie ma pracy. A układ jest wszechobecny, wszyscy są tu jakoś ze sobą spleceni, nepotyzm zawsze górą, a każdy przetarg czy konkurs jest ustawiany. Innych nie ma. To inteligentny, interesujący człowiek. I podobnie jak ja nie trawi naszej prawicy. Ale ma poczucie, że wszyscy go zawiedli. Także on sam siebie. Mówi, że zazdrości mi, że jeszcze mam ideały, on staje się cyniczny. Ale mnie łatwiej, jestem oderwany od rzeczywistości, a on porusza się wśród konkretnych ludzi i problemów.

Na 42. piętrze niedawno ukończonego wieżowca Cosmopolitan. Piękny budynek. To piętro jest jak szklane akwarium, nocna panorama Warszawy, w dali faluje biało-czerwono Stadion Narodowy, niedaleko złota wieża Pałacu Kultury z zegarem. Warszawa w nocy pulsuje życiem. Ściska mnie właściciel budynku Grzegorz Jankilewicz, jest tu wystawa małego skrawka jego kolekcji malarskiej. Te polskie prywatne kolekcje rosną w zawrotnym tempie. Dzięki nim będziemy mieć kiedyś muzea na europejskim poziomie i to jest odrabianie strat po wojnie, która przetrzebiła zbiory sztuki w Polsce.

Wydanie: 41/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy