Ludzie i koty

Ludzie i koty

Kiedy zaczął się szturm uchodźców na polską granicę z Białorusią, gdy pomrukiwać zaczęła Rosja, moja pierwsza myśl była mało humanitarna, bardziej polityczna – że to podarunek od losu dla PiS, to może mieć taką wagę jak katastrofa smoleńska. Reżimowa telewizja trąbi: do boju, wojna! Przerażony lud zawsze tuli się do władzy. A dla Polski to będzie egzamin z humanizmu, więcej, test, czy jeszcze należymy do Europy. Zima za pasem i ci ludzie zaczną umierać na naszych oczach. Kaczyński opowiada, jakie to są zagrożenia na Wschodzie, ale szybko dodaje, że zagraża nam też Zachód, bo chce nam zabrać podmiotowość. Zapomina o zagrożeniu z południowej strony, Czesi też są nam wrodzy. A podmiotowość to dla prezesa robienie w Polsce tego, co mu się podoba, jemu zaś podoba się dyktatura.

W Święto Niepodległości był marsz zorganizowany przez narodowców. Nikogo nie zabito, nawet nie pobito, co za sukces. Spalono tylko portret Tuska i flagę niemiecką. I było sporo gadania, złorzeczenia na Unię, a nawet na Stany Zjednoczone. To, co mówił główny organizator marszu, Robert Bąkiewicz, to są faszyzujące dyrdymały. To, że pomylił kaganek oświaty z krużgankiem, ma wymiar symboliczny, oni nie mają pojęcia o polskiej historii ani o polskiej kulturze. Mają tylko nagi instynkt narodowy. Marsz miał status państwowy, chociaż politycy PiS nie stawili się na wszelki wypadek, był tylko Macierewicz, ale wiadomo, że to czubek. Bije jakiś ogromny smutek z takich obchodów uzyskania przez Polskę niepodległości. Co za archaizm! Zapach niemytych ciał i zatęchła woń XIX w. I coraz wyraźniej widać, że zdesperowane PiS prędzej czy później dogada się z narodowcami, że wszystkie na razie różnice, dotyczące głównie ekonomii, zniweluje chemia psychiczna i żądza władzy.

Z wizytą do Wiktora Kulerskiego, mój daleki sąsiad. Oparty o laseczkę czeka na mnie przed domem, obok jego brat Marek zanurzony w siwej brodzie. Wiktor ma 86 lat, Marek nieco młodszy. Obaj obdarzeni jasnym umysłem, młodzieńczy. Maleńkie mieszkanie Wiktora w szkole, gdzie kiedyś uczył, salonik i kuchnia, w salonie połowę miejsca zajmuje fortepian. Zosia, jego piękna żona, uczyła kiedyś gry na tym instrumencie. Całą ścianę zajmuje obraz mojego wybitnego przyjaciela Łukasza Korolkiewicza, wybitny artystycznie, ale szary i smętny, jak pogoda za oknem. Marek podobnie jak ja przyjechał z wizytą do brata. Widzieliśmy się ostatnio 40 lat temu. Poznałem Marka, wchodząc do celi w Białołęce, gdzie jako nowy lokator miałem na jakiś czas zamieszkać. W celi tłoczyli się sami brodacze – w tym obozie internowania wszyscy zapuszczali brodę – bardzo ciekawi nowego przybysza. Marek jako pierwszy podszedł do mnie i wyciągnął rękę. „Kulerski”, przedstawił się. Przeraziłem się, był podobny do brata, który był ważną figurą w naszym podziemiu. Myślałem, że go złapali. Wszyscy w śmiech – to tylko brat, brat.

Trochę wspomnień więziennych z Markiem, był lekarzem, pediatrą, anestezjologiem, ale usypiał też dorosłych, wzięli go do Białołęki ze szpitala. Jednak zgadzamy się, że po latach spoczciwiał nam ten stan wojenny na tle obecnych łajdactw. Mało rozmawiamy o obecnej polityce, słowa straciły znaczenie, wydarzenia mówią same za siebie. Wiktor znał braci Kaczyńskich, uważa, że Jarosław jest psychopatą, napędza go dążenie do zemsty za śmierć brata, a obwinia o to Tuska. Chce się zemścić na Tusku, bo „zabił” mu brata, i na Wałęsie. Reszta jest cyniczną grą. A ja mimo wszystko myślę, że ma w sobie też ideologiczną wiarę, chce stworzyć nowego Polaka, narodowego i katolickiego. A do tego potrzebna mu dyktatorska władza. Zradykalizował się, zdziwaczał, popadł w półobłęd.

Wiktor zajmuje się teraz piątką kotów, miał kiedyś naraz 25, a w sumie 50. I każdy miał inny charakter. Pytam: „Czy twoja pasja do kotów nie bierze się z rozczarowania ludźmi? Nie przypadkiem zupełnie odsunąłeś się od życia publicznego”. Zamyśla się i mówi: „Niewykluczone”. A jego żona potakuje, właśnie tak. Podobnie jak ja Wiktor uważa, że polską mentalność ukształtowały zdeprawowana szlachta i niewolnictwo chłopów. Tak, to klucz do polskiej duszy.

Sabat antysemicki w Kaliszu przypomina, że czarna podziemna rzeka antysemityzmu płynie wartko w Polsce. I że film „Wesele” nie wymyśla, lecz tylko obnaża nasze piwnice. Ilu Polaków jest zarażonych tą psychiczną chorobą? Zapewne miliony, zjawisko o tyle zdumiewające, że w Polsce żyje tylko malutka garstka ludzi, którzy mają żydowską tożsamość. Czyli to jest satanistyczna gra z duchami, na wielkim żydowskim cmentarzysku, jakim jest Polska. Pociesza, że rośnie rzesza ludzi, takich jak Agnieszka, moja młoda znajoma w niewielkim Trzemesznie, która coraz skuteczniej angażuje mieszkańców, by walczyć o stworzenie lapidarium na dawnym, już zdruzgotanym przez czas żydowskim cmentarzu.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 48/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy