Za krótkie wakacje sejmowe

Za krótkie wakacje sejmowe

Bez uprzedzeń

Sejm – mówi się – jest niepopularny w społeczeństwie. Niepopularny? Raczej pogardzany. I to określenie nie jest ścisłe – Sejm budzi irytację obywateli. Także zgorszenie niekiedy. Gdyby był po prostu pogardzany, mniej by o nim mówiono. Powiedzmy niekontrowersyjnie: Sejm nie cieszy się szacunkiem w narodzie. Temu już nie można zaprzeczyć. Również w pierwszej, przedrozbiorowej Rzeczypospolitej Sejm budził zgorszenie „poczciwych” Polaków. Jeśli chodzi o cudzoziemców, to określenie „polski sejm” było tak samo ujemne, nawet szydercze, jak „polskie drogi”. To jedna strona medalu. Drugą jest głębokie zakorzenienie Sejmu w wyobraźni politycznej Polaków. Raz, drugi, trzeci skompromitowany Sejm łatwo odzyskiwał legitymizm, gdy pojawiała się wielka „sprawa”. Czasem na nieszczęście tej sprawy. W czasie powstania listopadowego wszyscy rozumieli, że potrzebny jest wojskowy dyktator i takiego powołali, ale nie wyobrażali sobie, aby już prawie wolny, bo „powstający” naród nie miał w takiej chwili w imieniu narodu obradującego Sejmu. Obrady tego Sejmu, pełne kłótni, sporów proceduralnych i błazeńskich wystąpień toczyły się w najlepsze, gdy wojska rosyjskie zbliżały się do Warszawy.
Gdy w polskich sejmach zaczynały się walne debaty, rzeczywistość zewnętrzna znikała z pola widzenia posłów, zmieniających się na ten czas w cząsteczki tłumu miotanego impulsami bardziej biologicznymi (patrz: biopolityka) niż umysłowymi. Jedynie manipulatorzy nadawali temu wszystkiemu jakąś podłą racjonalność, wykorzystując zaślepienie posłów dla celów, z którymi mieli powody za bardzo się nie obnosić.
Przestańmy usprawiedliwiać Sejm Trzeciej RP porównaniami z wadami innych parlamentów. Z podobieństwa do tych wad nie wyciągniemy żadnych korzyści. Ten Sejm sam się zdegradował. My, obywatele, jesteśmy z tego powodu w niebezpieczeństwie, ponieważ degradując się, jednocześnie rozszerza on swoją władzę.
Spójrzmy najpierw, co się dzieje z poselskim immunitetem. Był on od początku nadużywany, ale od prymitywnych i bezczelnych nadużyć przechodzi się teraz do posłużenia się nim w celu rozszerzania władzy posła poza konstytucyjne granice. Immunitet został wprowadzony po to, aby poseł nie był niesłusznie karany czy sądzony przez przeciwników politycznych. Że politycy, nie tylko posłowie, są na takie szykany narażeni – widzimy we wszystkich krajach. W założeniu immunitet miał charakter negatywny w tym sensie, że tylko chronił posła przed szykanami przeciwników, ale nie dodawał mu władzy. Na własną rękę posłowie upozytywniali immunitet, wykorzystując go do zapewnienia sobie bezkarności za rzeczywiste naruszenie prawa. Chociaż czasami znajdowali w tym poparcie większości posłów, prawa do popełniania przestępstw czy wykroczeń nie nabywali. I oto w tym nieszanowanym, gorszącym Sejmie pojawiła się nowa doktryna immunitetu poselskiego jako prawa do popełniania przestępstw. Ten rozszerzony immunitet dogadza posłom, karmi ich pychę i żądzę władzy, nic dziwnego, że będą bronić tej zdobyczy. Co mnie dziwi, to poglądy uczonych politologów, niedostrzegających w tym nadużycia. Według tej nowej wykładni immunitetu poseł ma prawo popełnić przestępstwo, „wykonując mandat poselski”. Już nie tylko Sejm stawia się ponad prawami, które może uchylić lub znowelizować, co się nazywa sejmowładztwem. Poszczególny poseł w ramach „wykonywania mandatu” może nie liczyć się z kodeksem karnym. Ponad prawo wynosi go jego misja poselska, która – jak wszyscy dobrze wiemy – polega na szkodzeniu partii przeciwnej.
Immunitet rozszerzony na przestępstwa popełniane z ostentacją, z góry zapowiadane, jest niekonstytucyjny i sprzeczny z elementarnym poczuciem prawnym. Poseł na wybranym przez siebie odcinku przywłaszcza sobie uprawnienia rzymskiego dyktatora, teoretycy nie widzą w tym nadużycia władzy, a Prezydent, strażnik konstytucji, nie chce mieć tu nic do powiedzenia.
Znam lepsze rozrywki niż śledzenie działalności Sejmu, nie wiem, co dało początek rozszerzeniu immunitetu, widziałem tylko to, co wszyscy, że sejmowa Komisja Śledcza pod przewodnictwem wicemarszałka Nałęcza naruszyła niejedno z praw obywatelskich i umocniła, uznając w swoim zakresie za legalny, rozszerzony immunitet poselski.
Brak społecznego szacunku nie przeszkadza Sejmowi w rozszerzaniu swojej władzy. Powoływanie sejmowych komisji śledczych grozi zatarciem granic między władzą ustawodawczą i sądowniczą i pomniejszeniem roli tej ostatniej. Partie sejmowe wystawią na pokaz nędzne emocje, jakie nimi powodują, swój żałosny poziom moralny i swoją merytoryczną niekompetencję. Komisja do sprawy Rywina to jest, mówiąc słowami Wałęsy, zaledwie „wstęp do preludium”.
Mówi się, że do obniżenia prestiżu Sejmu przyczynili się posłowie Samoobrony. Z pewnością swoimi blokadami trybuny i innymi brutalnymi wystąpieniami powagi Sejmu nie podnieśli. Nie mylmy jednak skutków z przyczynami. Lepper wrzeszcząc: „tu Wersalu nie będzie”, przemilczał, że tam Wersalu i przedtem nie było. On chciał okazać pogardę Sejmowi, który i przedtem w oczach jego wyborców (i nie tylko jego) nie cieszył się szacunkiem.
Sejm rozjechał się na wakacje, mamy trochę spokoju z tej strony. Ale nie cieszmy się, bo nie ma z czego, oni wrócą. Ze swoimi immunitetami. 460 bardzo przepłaconych posłów, z których co najmniej dwie trzecie nie ma pojęcia o sprawach, o których zgodnie z konstytucją decyduje, znowu weźmie naszą przyszłość w swoje ręce.

 

Wydanie: 34/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy