Zabrakło dwóch dni

Zakazane myśli kobiet

W opisach zamordowania sześcioletniego Rafała najwięcej jest żalu, że mordercy zabrakło dwóch dni do ukończenia piętnastu lat. Wtedy byłby sądzony jako młodociany przestępca i groziłaby mu kara więzienia do 25 lat. A tak, trafi do poprawczaka.

Oczywiście pragnienie kary jest zrozumiałe. Krzaki, wystające dwie rączki, reszta przykryta czarną folią. A morderca Damian, ma pójść do ośrodka, gdzie dostanie posiłek i skończy szkołę. Zabrakło dwóch dni. Byłoby lżej, gdyby Damian zabił w dwa dni później? Tak. Jako społeczeństwo bylibyśmy choć trochę uspokojeni, że „coś się robi z tymi bandytami” i że zostanie on ukarany. Tymczasem w sprawie Damiana zabrakło fachowej diagnozy – lekarzy, nauczycieli, psychologów, samych rodziców.

Po ostatnim pobiciu nauczycieli najmniej żalu mam do rodziców. Oceniając swoje dzieci, wielu z nich straciło rozum. Nastolatek wali nauczyciela kijem, a matka tłumaczy, że wymagania były za duże, to się zdenerwował. Uczeń gryzie nauczycielkę w rękę, a matka, że w szkole nie wolno ciągle stawiać złych stopni. Każdy by gryzł. Matki są bardzo często pozbawione umiejętności elementarnej oceny postępowania swoich dzieci. Do tej grupy należy matka Damiana, bita, ogląda także znęcanie się nad młodszą siostrą i twierdzi, że to zrozumiałe, bo chłopcu parę lat temu umarł ojciec. Potem okazuje się, że katowania Damian nauczył się od ojca, na własnej skórze.

Z takiej rodziny dziecko trafia do szkoły, w której czasem pojawia się nędznie opłacany psycholog. Inny siedzi w poradni, ale trzeba do niego przyjść. Tak więc lekkie psychozy i dziecięce schizofrenie, że nie wspomnę o ćpaniu, spokojnie przechodzą przez szkołę. Chyba, że uczeń kogoś mocno pobije. Damian bił bez pamięci, więc trafił do szpitala, z którego szybko go wypuszczono, bo psychiatria dziecięca nie jest w tej chwili szczególnie inwestowaną dziedziną medycyny, więc leczenie odbywa się tam biednie i rutynowo. Wyciszony to wypuścić. Damian wrócił do domu, przestał brać leki i natychmiast zabił. Spokojnie, przez szkołę, podwórko i ulicę, szedł trzynastolatek, który w zeszłym roku pomógł bratu poćwiartować matkę. I ten, którego matka, w małej wiosce Chwalimie, choć bała się jego napadów furii, witała słowami „przyszło moje słoneczko”.

Nasze dzieci stają się coraz bardziej brutalne, a my szukamy dla nich usprawiedliwień w złym świecie. Miłych ferii.

 

Wydanie: 4/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy