Zaloty w Hawanie

Zaloty w Hawanie

Ale muszą się spieszyć – Kuba otwiera się szeroko, i to nie tylko na północnych sąsiadów. Pierwsi na miejscu byli Hiszpanie, którym łatwiej się przebić przez kubańską biurokrację z powodu bliskości językowej, ale też formalnej. Jakieś 700 tys. Kubańczyków ma korzenie lub rodzinę w Hiszpanii, dzięki czemu może się ubiegać o unijny paszport. Madryt wykorzystał tę zażyłość i od kilkunastu lat regularnie podejmuje próby lokowania na wyspie swoich firm. Dziś hiszpańskie przedsiębiorstwa funkcjonują w branżach dla Kuby absolutnie kluczowych: turystyce, hotelarstwie i telekomunikacji. Dwie pierwsze stanowią główne źródło dewiz, trzecia pozwala na kontakt ze światem. W nich ustanowienie monopolu może się Amerykanom nie powieść.

Na inwazję wuja Sama czeka jednak reszta gospodarki. Już teraz mówi się, że firmy z USA najwięcej mogą zyskać na mechanizacji kubańskiego rolnictwa. Do dziś pokaźny odsetek mieszkańców wyspy pracuje w gospodarstwach lub na plantacjach trzciny cukrowej (nadal często ścinanej w ramach czynu społecznego), ale stan ich wyposażenia jest katastrofalny. Kubańscy rolnicy najczęściej posługują się starym radzieckim sprzętem, niewydajnym i nieserwisowalnym. Amerykańcy producenci nawozów i maszyn rolniczych już ostrzą sobie zęby – na brak nabywców nie będą mogli narzekać, a do całego interesu z pewnością dorzuci się rząd.

Fidel dolewa oliwy do ognia

Nieoficjalnie mówi się, że już od grudnia trwają prace nad harmonogramem wzmocnienia obecności ekonomicznej Stanów Zjednoczonych na Kubie. Choć oficjele z Białego Domu zaprzeczyli tym rewelacjom, podanym przez Agencję Reutera, widać, że Waszyngton do całej sprawy podchodzi metodycznie. Podczas wizyty Kerry’ego w Hawanie ogłoszono, że oba kraje powołają specjalną komisję bilateralną, mającą zająć się nie tylko wspólną przyszłością handlową, ale i ustaleniem wspólnego stanowiska w kwestiach najdrażliwszych historycznie. Jak powiedział minister spraw zagranicznych rządu Castro, Bruno Rodríguez Parrilla, prace komisji będą dotyczyć również takich wątków jak baza Guantanamo czy prawa własności nieruchomości, z których wywłaszczeni zostali Amerykanie po upadku dyktatury gen. Fulgencia Batisty.

Kubański reżim nie zamierza jednak się poddać bezwarunkowo. Sam Rodríguez podkreślił, że nie wyobraża sobie pełnej normalizacji stosunków bez oddania Kubie jurysdykcji nad terytorium Guantanamo i bez opuszczenia wyspy przez amerykańskie wojska. Oliwy do ognia dolał Fidel Castro – w jednym z rzadkich ostatnio wystąpień publicznych stwierdził, że Stany Zjednoczone powinny wręcz wypłacić Kubie odszkodowanie za kilka dekad embarga handlowego, co zdaniem kubańskiego przywódcy uniemożliwiło stabilny rozwój tamtejszej gospodarki.

Te deklaracje to bardziej prężenie dyplomatycznych muskułów niż rzeczywiste warunki stawiane Waszyngtonowi. Hawana doskonale wie, że od ekonomicznego otwarcia nie ma odwrotu, a dokonując go w sposób kontrolowany, reżim może mieć realny wpływ na to, kto zajmie miejsce kolektywów pracowniczych i brygad rewolucyjnych. Determinacja pobrzmiewa zresztą w końcowych deklaracjach samego Rodrígueza: „Mimo niewątpliwych różnic historycznych i wielu delikatnych kwestii oba narody są z pewnością w stanie prowadzić cywilizowany i oparty na szacunku dialog polityczny i handlowy”.

Po stronie amerykańskiej trwają już intensywne przygotowania prawne. Wszystko po to, by zdążyć przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Na pierwszy ogień pójdzie ustawa o zniesieniu restrykcji podróżnych dla obywateli USA – jej projekt jest już w Senacie. Nieoficjalnie mówi się także o rozmowach prowadzonych przez amerykańskich przewoźników lotniczych z potencjalnymi partnerami na Kubie. Stany chcą nie tylko wozić tam swoich obywateli, ale też być głównym operatorem połączeń między wyspą a resztą świata atlantyckiego (gdzie, notabene, również czeka ich konkurencja ze strony Hiszpanów).

Strony: 1 2 3

Wydanie: 36/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy