Zapomniana odbudowa Warszawy

Zapomniana odbudowa Warszawy

Z zainteresowaniem przeczytałem wywiad z dr. Jarosławem Trybusiem „Warszawa z ruin powstała” („Przegląd” nr 4). Opinie dr. Trybusia na temat powojennej odbudowy Warszawy są sprzeczne z lansowaną nie tylko przez prawicowe media propagandą, która pomija bądź fałszuje ten okres dziejów miasta. Coraz mniej osób pamięta ten bohaterski okres odbudowy stolicy, a jeszcze mniej jest warszawiaków, którzy pamiętają Warszawę przedwojenną. Udaje się więc zamulić umysły średniego i młodego pokolenia warszawiaków fałszywym obrazem przedwojennej Warszawy jako Paryża Północy oraz wylewać kubły pomyj na tych, którzy w bardzo ciężkich powojennych czasach projektowali i realizowali odbudowę najbardziej zniszczonego przez wojnę miasta Europy. Przemilcza się fakty: udział tysięcy mieszkańców Warszawy i nie tylko w odgruzowaniu ulic i placów w początkowym okresie odbudowy, ofiarność społeczeństwa całego kraju w zbiórkach pieniędzy na odbudowę, a następnie kolejne decyzje władz państwowych (tej wstrętnej PRL) o odbudowie setek zabytkowych budynków i obiektów. Równolegle budowano nowe osiedla mieszkaniowe, arterie komunikacyjne, infrastrukturę miasta, wreszcie zakłady przemysłowe, aby zapewnić pracę powiększającej się z roku na rok ludności miasta.
W związku z 25. rocznicą obrad Okrągłego Stołu oraz wyborów czerwcowych 1989 r. „Gazeta Wyborcza” ogłosiła plebiscyt na najważniejsze wydarzenia 25-lecia. Jedno z tych ważnych wydarzeń to „zmiana Warszawy z miasta przemysłowego na biurowe”. Rzeczywiście, tak się stało, ale czy jest to wydarzenie godne wyróżnienia, działanie, z którego można się cieszyć i być dumnym? Nie wydaje mi się, żeby tak było, a nawet zaliczyłbym je do wielkich błędów okresu tzw. transformacji ustrojowej, dokonanej według recept neoliberalnych kanonów ustrojowych, których ortodoksyjnym realizatorem był Leszek  Balcerowicz. Z mapy Warszawy zniknęły wielkie zakłady dające pracę tysiącom ludzi, takie jak FSO, Ursus, zakłady im. Róży Luksemburg, Nowotki, Kasprzaka, Waryńskiego i wiele innych. Podobnie albo jeszcze gorzej stało się w całym kraju. Dlatego mamy bezrobocie na poziomie
13-14%, a jeśli doliczyć tych, którzy „za chlebem” wyjechali z kraju, to bezrobocie wyniosłoby 25-28%. Być może myślę zachowawczo, lecz sądzę, że bogactwo i pomyślność kraju tworzą nie biura, lecz zakłady wytwarzające dobra materialne, najlepiej wysoko przetworzone i najwyższej jakości.

Andrzej Woszczak, Warszawa

Wydanie: 5/2014

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy