Zawracanie świata kijkiem (prawicowym)

Zawracanie świata kijkiem (prawicowym)

W ponurym, niekiedy wręcz dramatycznym świecie publicznych zdarzeń, kiedy już nie ma skąd wypatrywać pocieszenia, iskierki radości, grymasu uśmiechu, nadchodzi niekiedy niespodziewany dar losu – prawicowa à la inteligencja i jej niezrównane zapasy autotematyzmów, samouwielbienia i braku jakiegokolwiek dystansu do własnych odjechanych konceptów, fantazmatów i projekcji. I ogarnia nas wtedy ów wyzwalający śmiech, który wiruje z każdym prawicowo-rządowo-katolicko-narodowym gestem nabzdyczenia okraszonego wszystkimi zgonionymi w jedno internetowe miejsce autorytetami i gwiazdami prawobiznesu. Pisointeligencja w pełnej krasie objawiła się w ubiegły czwartek i harcowała przez trzy dni pod dumnym sztandarem „Walka kulturowa w UE. Dostosować się czy walczyć”.

Podzielając zasadniczo punkt widzenia Andrzeja Stankiewicza, który w Onecie przeanalizował wnikliwie i bez złudzeń rzeczywisty wymiar groźby polexitu, coraz częściej forsowanego przez pisowską wierchuszkę, nie mam wątpliwości, że ofensywa się rozpoczęła. „PiS nie pasuje do Unii, a Unia do PiS. Do polexitu może dojść w następnej kadencji rządów PiS, gdy nowy budżet unijny przestanie być tak hojny dla Polski. Ale Kaczyński i całe tabuny oddanych mu separatystów już teraz uruchomili rozpisaną na lata operację zmiany świadomości Polaków. Mamy pokochać polexit”, napisał Stankiewicz. I widać, że PiS zamierza pokochać tenże polexit nie tylko sercem (polskim, rzecz jasna), ale i rozumem.

Taka konferencja, w takim składzie, z takim doborem listków figowych (m.in. Maciej Gdula, Antoni Dudek, Jan Śpiewak) ma na lata zapłodnić Polskę antyunijnością, ma zohydzić Europę, epitetami marksizmu powszechniejszego niż w stalinowskim ZSRR nasączyć wszelkie spory i kwestie, w których PiS stanęło do walki z Unią. Wezwano więc umysły najtęższe polszczyzną narodowo-patriotyczną, konserwatywno-faszyzującą, homofobiczną i mizoginiczną. Gdyby wróg miał skomponować ten kwiat zatrutej pisowskiej paproci propagandowej – nie zrobiłby tego lepiej. Któż zwołał ten bogoojczyźniany dream team, jak nie Jaki? Patryk Jaki. Ten Patryk Jaki. Czytajmy zatem: „Cancel culture” – Ryszard Legutko; „Cancel culture i wolność słowa w XXI wieku.

Co wolno napisać?” – Marek Jurek, ks. Bortkiewicz, Kwaśniewski z Ordo Iuris, ks. Oko, pan Zych… Tu przerwałem spisywanie, choć z pierwszego dnia czekały mnie jeszcze: pytanie Pawła Lisickiego „Kto fałszuje Jezusa?”, debata o kryzysie chrześcijaństwa, zamartwienia nad ruchem Black Lives Matter – „Czy to ruch wolnościowy, czy uderzający w wolność?”, ale ręka i oko zmartwiały, uwiędły. I jeszcze te nazwiska: Pospieszalski, Chodakiewicz, Karnowski ten, potem tamten, potem znów ten, a na powrót tamten. Organy odmówiły mi współpracy.

Mówię sobie: zwyczajem kultury „kopiuj/wklej” wezmę spis z któregoś pisma patronackiego konferencji, to umysł jakoś to zdzierży, a dłoń odpocznie. I co się okazuje? Oni też odpadli, nikt nie przepisał tego maratonu patriotycznych mózgów, tylko po linii najmniejszego oporu skopiowali obrazek z programu konferencji… Nie dali rady. Nikt. Żadne Frondy, „Sieci”, „Do Rzeczy”, Radio Maryja, Kraków Niezależny. A przecie to ich duma, bukiet profesury, publicystyki, Biuro Propagandy PiS. Za dużo nazwisk, za dużo imion, tytułów. Sama Polska pojawia się w ośmiu nagłówkach. Jest i marksizm, i gender, i marksizm kulturowy… Zagrożenia, walka, szanse. Bitwa trwa już na całego. Oczywiście gdzie to wszystko? W Szpitalu Narodowym, o, przepraszam, to już nie szpital, tylko znowu Stadion Narodowy.

100 tys. ponadmiarowych zgonów Polaków jednak nie zasłużyło na wzmiankę i pogaduszkę. Uchodźcy? He, he, he. Śmierć 30-letniej kobiety, która musiała umrzeć, żeby Przyłębska z Pawłowicz mogły tryumfować, bo nie dokonano aborcji płodu, który nie miał żadnych szans na przeżycie. Nie, nie, takie temaciki nie.

W zamian prof. Andrzej Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego nauczy świat, co ma o Polsce wiedzieć, w wykładzie: „Jaki powinien być dla świata obowiązkowy (!!!) zestaw wiedzy o Polsce” – tego sobie odpuszczę. Egzaminować powinni gromowcy: Haitańczyku, Polinezyjczyku, Australijko! Nie wiesz, kim była siostra Faustyna albo kim jest Wanda Półtawska? Kula w łeb. Niezłomna, polska. Jak się uda wyprodukować, bo z rodzimym przemysłem zbrojeniowym ostatnio krucho.

Świecie, ucz się o Polsce, najważniejszym kraju na globie i w najbliższej kosmicznej okolicy. Kiedy amerykański historyk Brian Porter-Szűcs pisał książkę „Całkiem zwyczajny kraj. Historia Polski bez martyrologii”, nie mógł wiedzieć, jak bardzo się mylił i błądził. Teraz usłyszy. I w ogóle takie publikacje chyba nie powinny zaśmiecać ludzkich umysłów. Takie szkalujące rzekomą przeciętnością naszego narodu huzarów i bohaterów, niezłomnych zbieraczy złomu pokoleń. Oni idą w bój, fanfary ryczą, tarabany grzmią, panthery i leopardy grzeją silniki. Pilot z nami nie leci od dawna, spadochrony są zbędnym kaprysem genderowo-gejowskiej zniewieściałej Europy.

Czy to da się leczyć? Nie wiem, ale pieniądze płyną, szeroko, niepowstrzymanie. Propaganda musi kosztować. I kosztuje.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 46/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy