Zdążyć przed egzekucją

Gdy nie możemy spłacać kredytu, są jeszcze sposoby wyjścia z trudnej sytuacji

Perspektywa licytacji naszego mieszkania lub domu w przypadku niespłacania kredytu sprawia, że potrafimy zrobić dużo, by wywiązać się z zaciągniętych zobowiązań. Odsetek nieregularnych (czyli nieoddawanych w terminie) kredytów mieszkaniowych w złotych wyniósł w 2010 r. 2,84%, a we frankach tylko 1,34%. Rok wcześniej było to odpowiednio 2,27% i 1,04%.

Bank pomaga sobie

Kupno domu czy mieszkania to zwykle największy w naszym życiu wysiłek finansowy. Wystarczy niewiele – utrata pracy jednego z małżonków, o co dziś nietrudno – by terminowe płacenie rat stało się zadaniem ponad siły.
Powinniśmy ostrożnie podchodzić do rad, żeby jak najszybciej udać się do banku, w którym zaciągnęliśmy kredyt hipoteczny, i podzielić się kłopotami z doradcą, by wspólnie szukać rozwiązania. Bank jest bowiem zainteresowany tylko tym, żeby z powodu naszych kłopotów niczego nie stracić. Może więc uznać, że zamiast opuścić nam z odsetek, żebyśmy wykaraskali się z kłopotów i łatwiej mogli płacić raty, lepiej będzie doprowadzić do jak najszybszego przejęcia i licytacji mieszkania, by uratować, ile się da. Takie podejście do dłużników jest teraz coraz częstsze. Według obserwacji Federacji Konsumentów, banki generalnie dość niechętnie zawierają ugody z kredytobiorcami, uważając, że to tylko niepotrzebnie przedłuży męczarnie dłużnika i powiększy straty banku.

Najpierw spróbujmy sami

Zanim podzielimy się kłopotami z bankiem, pomyślmy, jak sami możemy poprawić sytuację. Jeśli straciliśmy pracę, postarajmy się o zasiłek i próbujmy szybko znaleźć inną, choćby gorzej płatną i dorywczą. Zadbajmy też o inne źródła finansowania. Może my sami lub nasz małżonek (jeśli jesteśmy w związku małżeńskim i nie mamy rozdzielności majątkowej, kredyt zaciągany przez jednego z małżonków jest zobowiązaniem obojga małżonków) mamy członków rodziny, którzy udzielą nam wsparcia? Może poznamy w biedzie jakichś prawdziwych przyjaciół? Może lepiej przestać płacić inne należności, gdzie konsekwencje zalegania nie są tak groźne? Np. nic się nie stanie, jeśli spóźnimy się z płaceniem za światło lub przestaniemy przez jakiś czas płacić podatek za posiadaną działkę. A może w ogóle warto tę działkę sprzedać, podobnie jak inne rzeczy, bez których można się obyć? W końcu łatwiej żyć bez samochodu niż bez dachu nad głową.
W banku powinniśmy zaś przede wszystkim poprosić o możliwość niepłacenia najbliższej raty. Wiele banków pozwala kredytobiorcom na rezygnację z jednej miesięcznej płatności w roku. Na wakacjach kredytowych trochę tracimy, bo bank tę ratę podzieli, dopisując do innych rat więcej, niż wynikałoby to z prostego podzielenia jednej miesięcznej płatności, zyskujemy jednak czas.

Jak się ratować

Spróbujmy namówić osobę trzecią (zwykle członka rodziny), by przystąpiła do naszego kredytu hipotecznego, biorąc na siebie część ciężaru spłat. Możemy też próbować nakłonić bank do zrezygnowania z części marży. Może się to udać, jeśli mamy dotychczas tzw. dobrą historię kredytową. Można też poprosić o zawieszenie spłacania rat. Ilu? To już kwestia tego, czy zdołamy przekonać bank, że nasze perspektywy dochodowe są dobre, a wyjście z kłopotów to kwestia czasu. Może to być parę rat prolongaty, może być i dziesięć. Tu również niespłacone raty będą rozdzielone na inne miesiące, ale zyskamy kilka miesięcy na znalezienie jakichś źródeł dochodu.
Jeszcze więcej czasu da nam ubezpieczenie od ryzyka utraty pracy. Dzięki niemu ubezpieczyciel może płacić za nas raty kredytu hipotecznego nawet przez cztery lata, takie ubezpieczenie można też przedłużać. W przypadku 48 rat koszt wyniesie ok. 3,1-
-3,3% sumy kredytu, płatne jednorazowo lub w ratach. Bank często proponuje nam zawarcie takiego ubezpieczenia już przy podpisywaniu umowy kredytowej. Jeśli wtedy uznaliśmy, że nie chcemy dodatkowo płacić, możemy się ubezpieczyć od ryzyka utraty pracy również w czasie biegu kredytu hipotecznego. Jest jednak szkopuł – wolno to zrobić tylko wtedy, gdy pracujemy od co najmniej sześciu miesięcy. Gdy więc sytuacja na rynku pracy jest niepewna, lepiej chyba od razu zdecydować się na takie ubezpieczenie, niż potem rozpaczliwie błagać szefa, by raczył nas wyrzucić pół roku później.

Wydanie: 9/2011

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, czesc I
Tagi: NBP

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy