Żeby nie było, że nikt nie mówił!

Żeby nie było, że nikt nie mówił!

Gdzie w świecie, poza Polską, wymienia się prezesa takiej spółki jak PZU tylko dlatego, że można go wymienić?

W piątek, 2 czerwca, po rozmowie z sekretarzem stanu w Ministerstwie Skarbu prezes PZU został zwolniony. Zamiast uzasadnienia – ministerstwo poinformowało, że skorzystano z uprawnień, jakie ma w tym względzie główny udziałowiec.
Nie moje zabawki, nie moja piaskownica.
Prezesa Stypułkowskiego w zasadzie nie znam.
Kto jest w polityce tyle lat, co ja, „za rękę” zna każdego, nawet Giertycha, ale taka sama to właśnie znajomość. Z tą może różnicą, że Stypułkowskiego mam powody szanować.
Był kiedyś prezesem Banku Handlowego. Pod jego prezesurą bank ten założył, sfinansował i – w najlepszym sensie tego słowa – prowadził Fundację im. Kronnenberga. To dzieło, może niewielkie, ale jakże piękne, od lat wspomaga kulturę.
Niewielu jest ludzi biegłych w tych sprawach, proszę więc po prostu uwierzyć, że w każdym elemencie tego przedsięwzięcia, zaczynając od sposobu jego finansowania, a kończąc na procedurze decyzyjnej w kwestii donacji – jest to instytucja wzorowa. Potwierdziłoby tę opinię, jeśliby ich zapytać, wielu ludzi o nieposzlakowanej opinii, znanych Polakom i niemających związków z polityką.
Ktoś tę instytucję stworzył. Powinno to być zauważone przez ludzi, którzy cenią tradycję, dobre wzory, piękne i trwałe dzieła.
Prywatnie pana Stypułkowskiego nie znam. Wiem, co to jest Fundacja Kronnenberga. Znam opinię świata finansów i ubezpieczeń, wyniki innych prowadzonych przez niego instytucji. Mówi się, że takich jak on jest w Polsce może jeszcze kilku. Był kiedyś Lechosław Paga. Nie żyje. Bardzo mało u nas takich ludzi.
Ktoś musi mówić rzeczy elementarne.
Jeśli rząd mojego kraju, rząd pana Marcinkiewicza i pani Gilowskiej (nieprzypadkowo odwołuję się do ich nazwisk – są kompetentni, jeśli chodzi o gospodarkę, wiedzą, kim jest Stypułkowski, znają jego pozycję, powinni też znać standardy i procedury zachowania się w sytuacji zmiany prezesa spółki takiej jak PZU; są, ze względu na pełnione funkcje, szczególnie odpowiedzialni) postępuje, jakby był rządem wrogiego imperium szukającego okazji, by Polsce szkodzić, trzeba o sprawach elementarnych głośno mówić. Dla własnego choćby alibi. Jak w tytule.
W kraju, z którego najlepsi nie emigrują i w którym nie trzeba lekcji patriotyzmu, by być dumnym ze swego obywatelstwa, jeśli prezes spółki o porównywalnym znaczeniu i wynikach ma odejść, robi się to tak, jak opisuję poniżej.
Pół roku, a nawet rok wcześniej informuje się prezesa, że jego czas upływa. Przedstawia się mu następcę. Wprowadza się tego następcę do rady nadzorczej albo i do zarządu. By uczył się spółki i by ona uczyła się jego. Staje się wówczas cieniem urzędującego prezesa. Prezes zaś zabiega, by jego cień wiedział wszystko, co powinien dla sprawnego przejęcia zarządu wiedzieć. W literaturze, której z braku znajomości języka, a także zainteresowania, bracia Kaczyńscy nie znają, nazywa się to shadowing.
Chyba że ma się poważne zarzuty wobec ustępującego prezesa. Wówczas przeprowadza się zmianę tak, jak oni to zrobili. Są jakieś?
Teraz fakty. PZU jest jedną z kilku fundamentalnych dla Polski spółek. Jest największym instytucjonalnym inwestorem warszawskiej giełdy. Jest jedyną polską spółką, obok Orlenu, która ma szansę osiągnąć znaczenie regionalne, a nie tylko krajowe. Ma sukcesy. Bieżące. Renomowany audytor bez trudu wykaże, że rola zwalnianego prezesa jest w nich szczególnie znacząca.
Niestety PZU, z winy prawicy, jest uwikłane w konflikt z inwestorem strategicznym, Eureko. Smaczku tej sprawie, nieświeżego, dodaje to, że kiedy wypracowano (minister Jacek Socha) sensowne rozwiązanie konfliktu, prawica szantażem je zablokowała.
Może nas ten konflikt kosztować więcej niż dekada przekrętów na rynku paliwowym.
Stypułkowski ma autorytet w świecie europejskich finansów. Znajomości. Wiedzę. Doświadczenie negocjacyjne. Wszystko, co w rzeczywiście trudnej sytuacji ma wartość najwyższą. Jego rating w świecie finansów jest wyższy niż rating spółek przez niego prowadzonych!
Dziś PZU nie ma prezesa. Słyszy się o kłótni o następstwo. Urząd nadzoru nad funduszami ubezpieczeniowymi ma miesiąc na akceptację kandydata. Jeśli rząd go przedstawi, spółka nadal będzie pozbawiona prezesa.
Mam prawo pytać.
Gdzie jeszcze w świecie, poza Polską, wymienia się prezesa takiej spółki jak PZU tylko dlatego, że można go wymienić?
Gdzie w normalnym świecie dokonuje się zmiany tak, że spółka pozostaje bez kierownictwa? Jakie interesy skrywa się za takimi rozwiązaniami?
Czy za wprowadzenie Eureko do PZU ktoś odpowiada? A za zablokowanie późniejszej wypracowanej koncepcji zakończenia konfliktu?
Co na to wicepremier Giertych? To przecież on promował tę blokadę.
Co na to Jarosław Kaczyński? On był przewodniczącym klubu parlamentarnego mającego klucz do rozwiązania tej kwestii. Kto będzie płacić za skutki ich pozbawionej śladu odpowiedzialności decyzji?
Powiem wprost, co myślę. Mam już wiele lat. Przeżyłem PRL świadomie. We właściwym miejscu. Omijałem instytucje ówczesnej władzy szerokim łukiem. Ale je bystrze obserwowałem. Nie różnicie się!
Może jesteście tylko gorzej przygotowani. Nie macie kadr. A jak się wykluwają, wymiatacie ludzi przy każdej zmianie władzy. Nie ustroju, ale gabinetu. A czasem ministra w tym samym gabinecie.
Dajecie, panowie z PiS i z Ligi Polskich Rodzin, świadectwo powszechnie znanej prawdzie, że choć dla demokracji istotny jest świat instytucji, jeszcze bardziej istotna jest kultura polityczna. A ta upodabnia was bardziej do Mugabe niż – jak może chcielibyście – do Churchilla.
Nie dziwi mnie postawienie na straży edukacji pana Romana Giertycha. O to bowiem wam idzie, by kształcić tak, aby Polacy nie mieli narzędzi rozpoznawania znaków czasu. Niechże zajmą się spreparowaną przez wszechpolaków historią polskich chwil chwały. Najlepiej z czasów Swarożyca.
Dla lewicy nauczka. Jeśli chce się być skutecznym w walce z ciemnogrodem, trzeba inwestować w naukę, kulturę i edukację. Po wielokroć więcej, niż inwestujemy i inwestowaliśmy. Wykształcenie obywateli to dobro publiczne. Dzieje narodów i państw najpierw zależą od obywateli, a dopiero później od okoliczności zewnętrznych.
Temu układowi władzy w sprawie PZU zależy po prostu na kasie.
Największy inwestor warszawskiej giełdy, właściciel mnóstwa spółek i mniejszościowy udziałowiec wielu innych to setki i tysiące etatów, miejsc w radach nadzorczych, doradztw. A ile pieniędzy z reklamy, PR i innych – trudno uchwytnych dla prokuratur, lecz jakże potrzebnych w kampaniach wyborczych!
Kompetentny prezes spółki jest na drodze do tych owoców władzy przeszkodą. Czy jest inne od tego wytłumaczenie waszej decyzji? Wiarygodne na tyle, aby powyższe pytania i wątpliwości oddalić?

 

Wydanie: 24/2006

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy