Żebyśmy mogli przemyśleć swoje postępowanie

Żebyśmy mogli przemyśleć swoje postępowanie

Pan Święczkowski nie podporządkuje nas sobie benefitami, więc uderza nas kijem

Prok. Katarzyna Kwiatkowska z Prokuratury Okręgowej w Warszawie

Czy spodziewała się pani delegacji ze stołecznej prokuratury okręgowej do rejonowej w Golubiu-Dobrzyniu, ponad 180 km od pani stałego miejsca pracy?
– Po cichu brałam pod uwagę, że to może się zdarzyć, ze względu na moją działalność w Stowarzyszeniu Prokuratorów Lex Super Omnia, ale starałam się racjonalizować te podejrzenia i wierzyłam, że za wypowiedzi stanowiące konstruktywną krytykę tego, co się dzieje w prokuraturze, taka decyzja nie zostanie podjęta. Niestety, myliłam się.

Próbowała pani się odwoływać?
– Nie mam prawa odwołania się od delegowania, natomiast wspólnie z delegowanymi prokuratorami skierujemy pozew do sądu pracy o nierówne traktowanie i dyskryminację; dodatkowym zarzutem (w przypadku moim i jeszcze jednego prokuratora) będzie mobbing. Decyzję podpisał pan prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, przesłane faksem pismo wręczył mi prokurator okręgowy. Napiszę pismo do prokuratora Święczkowskiego, by podał mi powody i uzasadnienie swojej decyzji. Nawet spodziewam się, jaka będzie odpowiedź: że decyzje o delegacji nie wymagają uzasadnień. Rozważę też zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, bo można tu mówić o złośliwym, uporczywym naruszaniu praw pracowniczych. To bowiem moja druga taka kara, quasi-dyscyplinarna. Pierwsza była w 2016 r., gdy zdegradowano mnie z prokuratury apelacyjnej do okręgowej. Wtedy dostałam pismo również niezawierające uzasadnienia, bez prawa do odwołania.

Dlaczego mówi pani o karach quasi-dyscyplinarnych?
– Bo to swoiste kary dyscyplinarne, z tą różnicą, że w przypadku postępowania dyscyplinarnego mam prawo złożenia wyjaśnień i odwołania się do wyższej instancji. Przy delegowaniu takie możliwości nie istnieją. Nigdy nie było uwag do mojej pracy, przez prawie 30 lat w prokuraturze nie inicjowano wobec mnie żadnych postępowań dyscyplinarnych. Uznano więc, że można mnie „ukarać” przez delegowanie do jednostki niższego szczebla, poza miejsce zamieszkania.

Te delegacje uzasadniono potrzebą merytorycznego wzmocnienia placówek z niedoborami kadrowymi przez doświadczonych prokuratorów.
– Żarty! Całe życie prowadziłam sprawy gospodarcze, gdyby zatem uwzględniano wiedzę, kompetencje i doświadczenie zawodowe, zostałabym delegowana nie do Prokuratury Rejonowej w Golubiu-Dobrzyniu, lecz do wydziału spraw gospodarczych jakiejś prokuratury okręgowej. Wtedy można by było mówić o wzmocnieniu merytorycznym. Spytałam swojego nowego przełożonego w Golubiu-Dobrzyniu, czy w jego prokuraturze prowadzone są sprawy gospodarcze; dowiedziałam się, że nie. Przy delegacjach nie wzięto również pod uwagę sytuacji rodzinnej, osobistej, zdrowotnej żadnego z nas. Musiałam np. odwołać zaplanowane wizyty lekarskie. To skandaliczne decyzje, traktujące nas jak służbę mundurową, którą nie jesteśmy; rozkaz – i trzeba się stawić w nowym miejscu za 48 godzin. Zalecenia unijne (np. karta rzymska z 2014 r.) na temat europejskich standardów i zasad kształtujących status prokuratora mówią, że decyzje o przeniesieniu powinny uwzględniać doświadczenie prokuratora, jego kompetencje, sytuację rodzinną i dawać mu możliwość weryfikacji tej decyzji przez niezawisły sąd.

To nie obowiązkowa dyrektywa unijna, tylko zalecenia.
– Jesteśmy jednak prokuratorami europejskimi, więc powinny być brane pod uwagę i uwzględnione w polskich regulacjach prawnych. Niestety, nie są. Kierownictwo prokuratury nie wie, co oznacza niezależność prokuratorów, lub interpretuje ten termin opacznie. Niezależność to nie przywilej dla prokuratorów, lecz gwarancja sprawiedliwego, bezstronnego postępowania dla każdego obywatela. Prokuratorzy powinni działać w imieniu społeczeństwa i w interesie publicznym z poszanowaniem praw człowieka i podstawowych wolności, a nie w interesie partii rządzącej, realizując jej partykularne interesy.

Czym najbardziej mogła pani podpaść Zbigniewowi Ziobrze i Bogdanowi Święczkowskiemu?
– Po rezygnacji z powodów zdrowotnych prokuratora Krzysztofa Parchimowicza pełnię obowiązki prezesa zarządu Lex Super Omnia. Stowarzyszenie to walczy o niezależność prokuratorów wykonujących obowiązki służbowe. Co roku przygotowujemy raporty na temat funkcjonowania prokuratury – mocno krytyczne, ale merytorycznie uzasadnione. Jesienią przedstawiliśmy raport „Prokuratura w pandemii czy pandemia w prokuraturze?”, teraz pracujemy nad raportem o szykanowaniu prokuratorów, niedawno zwróciliśmy się o dane na temat ich delegowania (naszym zdaniem karnego) do jednostek niższego szczebla. Złożyliśmy też zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w aferze hejterskiej wymierzonej w sędziów, bo uznaliśmy, że oprócz bezpośredniego sprawcy czynu odpowiedzialność powinien ponieść urzędnik nadzorujący tego pracownika. Nasze stowarzyszenie jest solą w oku pana Święczkowskiego. Jego zdaniem prokuratorzy generalnie nie mają prawa zabierać głosu i wypowiadać się na temat funkcjonowania prokuratury czy szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości. Prawo do zrzeszania się i zabierania głosu w sprawach publicznych gwarantuje nam jednak konstytucja i Prawo o stowarzyszeniach.

Co jeszcze może panią spotkać?
– Gdy już zostałam zdegradowana (Prokuratura Krajowa używa tu eufemizmu i mówi o „elastycznej polityce kadrowej”) oraz delegowana, to kierownictwu prokuratury pozostało jedynie wszczęcie postępowań dyscyplinarnych wobec mnie, które ewentualnie mogą się skończyć wyrzuceniem z pracy. Można mi również zainicjować postępowanie karne za podjęte decyzje procesowe, tak jak zrobiono w przypadku prokurator Justyny Brzozowskiej i prokuratora Michała Gacka. Przedstawiono im zarzuty z art. 231 kk (nadużycie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego) za podjęcie decyzji merytorycznych, do których mieli prawo jako niezależni prokuratorzy.

Działacze Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP, kierowanego przez Jacka Skałę, nie mają raczej takich problemów.
– Ta organizacja została wzięta pod but. Pan Skała był prokuratorem prokuratury rejonowej, szybko uzyskał tytuły prokuratora prokuratury okręgowej i prokuratora prokuratury regionalnej, zaraz delegowano go do Prokuratury Krajowej, gdzie dostaje benefity w postaci dodatków specjalnych i ryczałtów mieszkaniowych przyznawanych przez prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego. Żyć nie umierać. Według mnie  prokurator Skała został skorumpowany instytucjonalnie przez pana Święczkowskiego. Za awanse i profity finansowe zrezygnował jako związkowiec z dbania o prawa prokuratorów czy urzędników prokuratury. To bardzo przykre. Pan Jacek Skała, uczestnicząc w pracach parlamentarnych nad projektem nowej ustawy Prawo o prokuraturze, nie sprzeciwiał się przyznaniu ogromnych kompetencji kadrowych i merytorycznych panu Zbigniewowi Ziobrze. Nie reagował też na degradacje prokuratorów.

Wynika z tego, że prokuratorski związek zawodowy jest już spacyfikowany.
– W tej chwili jesteśmy jedyną organizacją prokuratorską, dla której niezależność i prawo to wartości najwyższe, o które warto walczyć. Zdajemy sobie sprawę, że niezależność i autonomia prokuratury stanowią niezbędny warunek niezależności władzy sądowniczej. Stowarzyszenie nie podda się, jest w nas coraz więcej determinacji w walce o te zasady. Pan Święczkowski nie podporządkuje nas sobie benefitami, marchewkami, więc uderza nas kijem, myśląc naiwnie, że nasza nieobecność w Warszawie rozbije stowarzyszenie. Nic bardziej złudnego. Będziemy działać i informować społeczeństwo o faktycznej sytuacji polskiej prokuratury. Napoleon mówił, że gwałt nie trwa wiecznie, ten na wymiarze sprawiedliwości też kiedyś się skończy.

Mówimy o pani działalności publicznej, ale jest i uraza osobista: pani sprawa przeciw Zbigniewowi Ziobrze i Bogdanowi Święczkowskiemu z powodu nieuzasadnionej degradacji. Czy naprawdę uważała pani optymistycznie, że uniknie ich zemsty?
– Nie, ale zainicjowałam postępowanie przed sądem pracy, bo chcę pokazać koleżeństwu, że nie należy chować głowy w piasek i milczeć, godząc się w ten sposób na upokarzające zachowanie przełożonych. Będę walczyć do końca. Jeśli wyroki w Polsce okażą się niekorzystne, to planuję – o ile dożyję – skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Chcę zwrócić uwagę, że 15 stycznia panowie Ziobro i Święczkowski mieli zostać przesłuchani w charakterze strony w sprawie zdegradowanego prokuratora Jacka Bilewicza, który wytoczył przeciw nim powództwo. Dziwnym trafem sprawa spadła z wokandy, nowy termin wyznaczono dopiero na 28 lutego. Występuję w tym procesie, wspierając kolegę z ramienia Lex Super Omnia jako interwenient uboczny. Wspólnie (jest nas pięć osób) zdecydowaliśmy się na podjęcie działań prawnych nie tylko dla siebie, ale i dla pozostałych zdegradowanych prokuratorów.

Zostawia pani w Warszawie jakieś niedokończone sprawy gospodarcze?
– Oczywiście. Mam w toku wielotomowe postępowania przygotowawcze, prowadziłam 12 dużych spraw. Prokuratorzy, którzy je przejmą, będą się z nimi zapoznawać miesiącami. Co zatem z prawem obywatela do rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki? Postępowania długotrwałe ciągną się w prokuraturach już dwa, trzy razy dłużej niż w 2015 r., a niektórzy delegowani koledzy zostawiają nawet do stu spraw. Nasze delegacje generują też wydatki: ryczałt na wynajęcie mieszkania, na pokrycie kosztów dojazdu, diety na wyżywienie. To w sumie od 3 do 4 tys. zł miesięcznie, zależnie od wielkości miejscowości.

Co pani będzie robić w Prokuraturze Rejonowej w Golubiu-Dobrzyniu, skoro nie ma tam spraw gospodarczych?
– Są rozmaite sprawy karne, jak wszędzie. Już wiem, że często będę mieć dyżury zdarzeniowe, podczas których trzeba jechać na miejsce przestępstwa. Teoretycznie przy delegowaniu należy brać pod uwagę specjalizację prokuratora i to, jakie sprawy dotychczas prowadził, ale teraz – jak widać – nie ma to znaczenia. Szanuję pracę na każdym szczeblu, lecz wysłanie mnie do rejonu to marnowanie mojego doświadczenia i kompetencji. Jednym z oficjalnych powodów naszych delegacji jest uzupełnienie niedoborów kadr wynikających z pandemii, ale gdyby chodziło o covid, moja delegacja byłaby krótsza niż maksymalnie dopuszczalne sześć miesięcy. Poza tym w Prokuraturze Rejonowej w Golubiu-Dobrzyniu, i w wielu innych, to nie pandemia jest powodem braków kadrowych.

A co powoduje braki kadrowe??
– Nadmiernie rozbudowane delegowanie prokuratorów w górę. Rejony zostały wydrenowane, bo prokuratorzy poszli do okręgów, prokuratur regionalnych, nawet do krajowej. Władza działa zgodnie z zasadą, że na każdym szczeblu trzeba gdzieś mieć „własnego” prokuratora.

Czy po zakończeniu delegacji wróci pani na poprzednie miejsce pracy?
– Sześciomiesięczną delegację można przedłużyć tylko za zgodą delegowanego, na co się nie zgodzę. Wrócę zatem do Warszawy, ale niekoniecznie do prokuratury okręgowej. W polskiej prokuraturze panuje zasada kija i marchewki, więc przeczuwam, że w ramach okręgu będę kierowana do warszawskich i podwarszawskich prokuratur rejonowych, żebym mogła lepiej przemyśleć swoje postępowanie. Dziś prokuratura w Polsce przypomina folwark pańszczyźniany z feudalnym panem, który nas, prokuratorów wyrobników, przesuwa z jednego miejsca na drugie. To przykre i nie ma nic wspólnego z demokratycznym państwem prawa.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 5/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 25 stycznia, 2021, 10:14

    Co ? nie chce się opuszczać uwitego gniazdka. Ja dojeżdżałem do pracy 900 kilosów i nic mi się nie stało.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy