Miasto Jest Nasze wygrywa

Miasto Jest Nasze wygrywa

Rodzina Marcinkowskich skupująca roszczenia przegrała w sądzie

Czy można skupować roszczenia reprywatyzacyjne do atrakcyjnych stołecznych nieruchomości, spowodować wyprowadzkę prestiżowego gimnazjum, ingerować w zabytkową tkankę Starego Miasta i cały czas pozostawać osobą prywatną? Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł, że to niemożliwe.

Urażeni mapą

29 lutego sędzia sądu apelacyjnego Przemysław Kurzawa ogłosił, że Jan Śpiewak, śródmiejski radny oraz lider stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, nie naruszył dóbr osobistych Macieja i Maksymiliana Marcinkowskich, biznesmenów specjalizujących się w skupowaniu roszczeń do warszawskich nieruchomości znacjonalizowanych po II wojnie światowej na mocy dekretu Bieruta. – Pozwany działał w interesie publicznym. Jan Śpiewak skutecznie nagłaśniał problemy związane z warszawską reprywatyzacją i nie kierował się prywatnym interesem – stwierdził sąd. Wyrok jest prawomocny.

O sprawie szeroko pisaliśmy na łamach PRZEGLĄDU. Przypomnijmy, że panowie Marcinkowscy poczuli się urażeni interaktywną Warszawską Mapą Reprywatyzacji, którą stowarzyszenie Miasto Jest Nasze opublikowało równo dwa lata temu na swojej stronie internetowej. Grafika przedstawia sieć powiązań między stołecznymi urzędnikami i politykami oraz zreprywatyzowanymi nieruchomościami w prestiżowych lokalizacjach. Mapka jednoznacznie wskazuje, że wszystkie nitki prowadzą do jednego człowieka – Macieja Marcinkowskiego.

To właśnie rodzina Marcinkowskich i należące do niej spółki powiązane są z większością działek zaprezentowanych na mapce. Mowa o parkingu na Krakowskim Przedmieściu, gdzie przed wojną stał pałac Karasia, gimnazjum przy ul. Twardej, działce przy ul. Senatorskiej tuż przy pl. Zamkowym, działkach na pl. Defilad od strony ul. Emilii Plater, ogródku jordanowskim przy ul. Szarej i boisku liceum im. Jana Zamoyskiego przy ul. Foksal.

Mapa oraz publiczne wypowiedzi Jana Śpiewaka rozzłościły biznesmenów. – To sugestie, że mój klient ma jakieś niejasne powiązania – w sensie korupcyjnym – z urzędnikami, że pan Marcinkowski ma układy. Takie sugestie i insynuacje naruszają dobra osobiste panów Marcinkowskich, dezawuują ich działalność – przekonywał mecenas Jacek Kondracki, adwokat biznesmenów. Dlatego Marcinkowscy domagali się przeprosin, usunięcia mapy z internetu oraz wpłaty 50 tys. zł na cele społeczne.

Liderzy MJN odpowiadali, że nigdy nie zarzucali rodzinie biznesmenów łamania prawa. Twierdzili jedynie, że operuje ona w sprzyjających warunkach, i na tym przykładzie chcieli nagłośnić ważny społeczny problem. „Dzięki zadziwiającej bierności państwa i samorządu wyrósł w Warszawie wielki biznes dewelopersko-reprywatyzacyjny, który obraca kwotami rzędu miliardów złotych. Jego ofiarami stają się już nie tylko lokatorzy mieszkań komunalnych, ale wszyscy warszawiacy, którym odbierane są publiczne parki, szkoły, tunele, a nawet jeziora”, napisali w wydanym przez siebie oświadczeniu.

Dobre imię przedsiębiorców

W pierwszej instancji Sąd Okręgowy w Warszawie nie dał się przekonać argumentacji społeczników. Wyrok, który zapadł 2 czerwca 2015 r., był surowy. Jan Śpiewak miał przeprosić Marcinkowskich, usunąć z internetu Warszawską Mapę Reprywatyzacji oraz niektóre wpisy dotyczące biznesmenów, a także zapłacić na rzecz fundacji Akogo? 10 tys. zł. Równocześnie sąd umorzył postępowanie wobec Marcina Jarzynowskiego, ówczesnego członka władz MJN.

Zdaniem sądu, Marcinkowscy dowiedli, że ich dobra osobiste zostały naruszone. – Przede wszystkim ich dobre imię i poczucie wartości zawodowej, ponieważ uważają siebie, i słusznie, za przedsiębiorców działających zgodnie z prawem – precyzowała sędzia Halina Plasota. Dodawała też, że biznesmeni nie są osobami publicznymi, stowarzyszenie nie miało zatem prawa wykorzystywać na swojej mapie wizerunku Macieja Marcinkowskiego.

Strony: 1 2

Wydanie: 10/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy