A Ziobro ciągle kluczy

A Ziobro ciągle kluczy

Nie znam nikogo, kto wierzył, że Zbigniew Ziobro stawi się przed obliczem sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, na którą został wezwany. Nie po to przecież jako minister stale powtarzał, że nie można się bać sprawiedliwości, by to praktykować na sobie. Kluczy i kręci, chowając się za otrzymanym z łaski PiS immunitetem. Oskarżenia posłów to nie przelewki. To ciężkie zarzuty. Naruszenie konstytucji. Złamanie ustawy o Radzie Ministrów i ustawy o administracji rządowej. Zamiast odpracowywać w Brukseli gigantyczne zarobki, Ziobro przesiaduje na Wiejskiej. Organizuje konferencje prasowe, na które nikt nie chodzi, więc sam namolnie łazi za dziennikarzami. A nuż trafi się jakiś stażysta, którego można nabrać na minę Ziobry szeryfa? Starsi pamiętają bowiem, jak tego nieudacznika ośmieszył amerykański sędzia Keys, który po zapoznaniu się z jego wnioskiem o ekstradycję Mazura powiedział, że nigdy nie spotkał się z tak niezbornym wnioskiem ekstradycyjnym. Tymczasem wcześniej Ziobro we wszystkich możliwych mediach zdążył ogłosić, że ma na Mazura twarde dowody i pojedzie po niego do USA. A Mazur wyśpiewa, co wie, jak tylko trafi do polskiego więzienia.
Wsadzanie ludzi do więzienia lub straszenie zamykaniem w aresztach to skądinąd stała śpiewka Ziobry.
Brak wiedzy i żałosną niekompetencję nadrabiał Ziobro głęboką żarliwością ideologiczną. A przynajmniej stwarzał wówczas takie pozory. Po latach to wszystko okazało się puste jak bęben. Ani wiedzy, ani ideologii. Nie był chlubą Uniwersytetu Jagiellońskiego i niechlubnie zakończył urzędowanie w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wyjaśnieniem okoliczności śmierci Barbary Blidy i prowokacji wymierzonej w Andrzeja Leppera długo jeszcze będą się zajmować sądy. Miał szczęście, że nie wystarczyło mu czasu na dłuższą działalność, bo pomnożyłby tylko nieszczęścia kolejnych ludzi i sądy, do których musiałby trafić. Że trafi i że odpowie za swoje sprawki, to pewne. Temida jest cierpliwa, a trzeba wierzyć, że i sprawiedliwa. Wystawi mu rachunek. Za butę, z jaką rządził Ministerstwem Sprawiedliwości. Za zbudowanie dyspozycyjnego układu, który został opisany w porażający, by użyć ulubionego słowa Ziobry, sposób w raporcie komisji Kalisza. W 2008 r. PiS kompletnie bez sensu broniło immunitetu Ziobry z taką desperacją, jakby od tego zależał los partii. No i doczekali się. Ziobro uwierzył, że jest bezkarnym szeryfem, i wypiął się na swoich dobrodziejów. Tym ruchem dowiódł nie tylko umiarkowanego przywiązania do zasad, ale i tego, że kupuje zdecydowanie za duże, jak na swoją głowę, kapelusze. Z partyjki, w której jest malowanym liderem, śmieją się nawet najbliżsi mu koledzy. No bo ile razy mogą wysłuchiwać opowieści picera o jego niezwykłych czynach i zasługach? Kto jak kto, ale otoczenie Ziobry wie, ile naprawdę jest wart.
Teraz Ziobro ogłosił, że spotka się z komisją sejmową, jak będą kamery. Trzeba mu więc wyjść naprzeciw. Gdzieś chyba jest jeszcze ta kamerka, która miała filmować Blidę prowadzoną w kajdankach do radiowozu. Teraz będzie jak znalazł.
 

Wydanie: 30/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy