Złotówka na książkę

Złotówka na książkę

Coraz więcej osób chce korzystać z bibliotek. Tymczasem ich liczba systematycznie maleje

Od 11 lat liczba polskich bibliotek publicznych i ich filii co roku maleje. Na koniec 2000 r. było ich 8915 (o 131 mniej niż w roku poprzednim), zaś w 1989 r. – 10.313. W ten sposób pod względem rozmiarów sieci bibliotek znaleźliśmy się na etapie z początku lat 60. W związku z tym liczba mieszkańców przypadających na placówkę biblioteczną zwiększyła się do 4335 (poziom z lat 50.) i przekroczyła górną granicę normy (3-4 tys. mieszkańców) zalecanej przez Międzynarodową Federację Stowarzyszeń Bibliotekarzy (IFLA) dla krajów rozwijających się. Kurczenie się sieci bibliotecznej (co roku o ok. 127 placówek) wiąże się ze zjawiskiem łączenia bibliotek publicznych ze szkolnymi, z ośrodkami kultury i innymi instytucjami, co, zdaniem bibliotekoznawców, zwykle obniża rangę placówki i dostęp do niej (np. wiele bibliotek szkolnych wcześniej się zamyka). Samorządy tłumaczą takie postępowanie potrzebami oszczędzania środków finansowych. Jednak nie ulega wątpliwości, że doraźne oszczędności na bibliotekach przyniosą po latach nieodwracalne szkody.

Więcej, czyli mniej
Księgozbiory bibliotek publicznych liczyły (bez zbiorów specjalnych) w 2000 r. 135,8 mln egzemplarzy. Po raz pierwszy od czterech lat zanotowano przyrost zbiorów – o 386,1 tys. egz. Na zakup nowości wydano ok. 39 mln zł (w tym 9 mln zł dotacji Ministerstwa Kultury). Suma ta przestanie jednak wydawać się imponująca, jeśli uzmysłowimy sobie, że przeciętnie na jedną książkę biblioteki wydały 18,39 zł. W przeliczeniu na jednego mieszkańca kraju na zakup książek wydano jedną złotówkę (o 10 gr. więcej niż przed rokiem). Niestety, poziom finansowania zakupów nowości wydawniczych jest u nas kilkanaście razy niższy od poziomu wydatków nie tylko w krajach Unii Europejskiej, ale także w Czechach, Estonii, na Łotwie czy w Słowenii.
W początkach lat 90. w bibliotekach masowo ubywało książek, ponieważ usuwano z nich literaturę propagandową. Obecnie powodem zmniejszania się liczebności księgozbiorów jest likwidacja placówek, głównie bibliotek i filii wiejskich. Znaczną część ubytków stanowią straty wynikające z zużycia nieodnawianych od lat księgozbiorów, braku środków na naprawy oraz dość częstych kradzieży.

Wieś bez książki
Pracownicy Zakładu Bibliotekoznawstwa Instytutu Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej zwracają uwagę na coraz większe zróżnicowanie poziomu czytelnictwa i sytuacji bibliotek w miastach i na wsi na niekorzyść tych drugich. Podobne dysproporcje czytelnictwa oraz sytuacji bibliotek w przekroju miasto-wieś zachodziły ok. 30 lat temu w wielu krajach zachodnioeuropejskich, jednak tam państwo próbowało im zapobiec: finansowało rozbudowę sieci bibliotek na wsi i na tzw. prowincji oraz rozbudowę infrastruktury technicznej. U nas dzieje się odwrotnie, sieć biblioteczna się kurczy, a jej komputeryzacja pozostaje w sferze życzeń – aż 90% bibliotek nie ma komputerów. – Nieporadna i chaotyczna komputeryzacja bibliotek publicznych jest efektem działania grupy zapaleńców, niemogących uzyskać rezultatów proporcjonalnych do potrzeb – uważa dr Jerzy Maj, szef Zakładu Bibliotekoznawstwa IKiS BN. – Sytuacja w zakresie komputeryzacji bibliotek w Polsce jest zresztą elementem braku jakiejkolwiek polityki kulturalnej państwa w stosunku do bibliotek.
Dokumenty elektroniczne nie cieszą się zainteresowaniem: w roku 2000 udostępniono ich ok. 16 tys., czyli w granicach 0,01 promila wszystkich zbiorów.

Znikające punkty
Punkty biblioteczne od kilku lat stanowią marginalny element sieci bibliotek publicznych. W roku 2000 zlikwidowano 413 takich punktów, co ograniczyło ich liczbę do 2457. Dla porównania w roku 1991 było ich 10.300. Nikt nie ukrywa, że jedynym powodem likwidacji punktów bibliotecznych są oszczędności. Jakie są społeczne skutki takiego postępowania? W 2000 r. na jeden punkt biblioteczny przypadało 179 tys. czytelników, ale w roku 1991 – aż 739 tys. Dla wielu mieszkańców wsi punkty biblioteczne są jedynym miejscem kontaktu z książką. W tym kontekście warto przypomnieć, że dwie trzecie do trzech czwartych populacji czytelników wiejskich zrywa kontakt z książką zaraz po zakończeniu edukacji szkolnej.
Badacze z Zakładu Bibliotekoznawstwa IKiS BN podkreślają, że marginalizacja uczestnictwa punktów bibliotecznych w działalności sieci bibliotek publicznych pogłębia się z roku na rok. Korzysta z nich już tylko 0,5% mieszkańców kraju, czyli niespełna 3% wszystkich czytelników w tej sieci.

Ślązacy czytają najwięcej
W 2000 r. skorzystało z sieci polskich bibliotek publicznych ok. 7,4 mln osób (łącznie wypożyczono ponad 151 mln książek i czasopism), czyli o ok. 60 tys. więcej niż w roku poprzednim. Niestety, znacznie spadła liczba czytelników na wsi (o ok. 47 tys. w stosunku do roku poprzedniego). Na uwagę zasługuje fakt, że w pierwszej połowie dekady lat 90. spadek czytelnictwa na wsi był mniejszy. Obserwacje badawcze dowodzą istnienia dawniej silnych nawyków czytelniczych wśród znacznej części mieszkańców małych wsi i przysiółków. Nawyki te zaczęły zanikać wraz ze znikaniem punktów i filii bibliotek wiejskich.
Mimo że wskaźnik zasięgu czytelnictwa „bibliotecznego” od czterech lat stopniowo rośnie i w 2000 r. przekroczył poziom 19,1 (19 osób na 100), jednak niepokojące jest, że dotyczy to wyłącznie bibliotek w miastach (tam wskaźnik osiągnął 22,9%, zaś na wsi – 12,9%). Najwyższy wskaźnik czytelnictwa od lat utrzymuje się w województwach dolnośląskim i śląskim, natomiast na dole rankingu plasują się województwa podlaskie, mazowieckie i świętokrzyskie.
– W świetle stabilnego od siedmiu lat wzrostu zasięgu czytelnictwa nie można mówić o kryzysie czytelnictwa, o rzekomym masowym odwrocie Polaków od książki, ale wyłącznie o kryzysie dostępu do książki, o barierach wynikających, z jednej strony, z ich horrendalnie wysokich cen, a z drugiej, z utrudnionego dostępu do bibliotek publicznych, będących podstawowym źródłem książek dla młodzieży uczącej się i ludzi o niskich dochodach – uważa dr Jerzy Maj. – Należy podkreślić swoisty fenomen, iż pomimo likwidacji w ciągu dekady co dziesiątej biblioteki publicznej, mimo likwidacji 90% punktów bibliotecznych, mimo różnych form degradacji bibliotek publicznych, m.in. przez dziwaczne fuzje organizacyjne, pomimo ich chronicznego niedoinwestowania w książki i wyposażenie, po 10 latach działania w skrajnie trudnych warunkach biblioteki publiczne uzyskały społeczny zasięg czytelnictwa z początku dekady.
Doświadczenia minionej dekady dowodzą, że koncepcja „zero państwa w upowszechnianiu kultury” nie sprawdziła się. Zdaniem bibliotekoznawców z BN, interwencjonizm państwa w sferę bibliotekarstwa publicznego jest podstawą jego sukcesów w większości krajów zachodnioeuropejskich, w tym w UE, gdzie taka polityka traktowana jest jako długoterminowa, ale opłacalna inwestycja w kształcenie własnego społeczeństwa.

(Raport powstał na podstawie analizy Zakładu Bibliotekoznawstwa Instytutu Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej pt. „Biblioteki publiczne w liczbach 2000” pod kier. Jerzego Maja).

Wydanie: 48/2002

Kategorie: Kultura
Tagi: Ewa Likowska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy