Znani i nieznani monarchowie

Znani i nieznani monarchowie

Zainteresowanie królewskimi rodami i monarchiami jest stałe, dlatego nie dziwi, że Bellona zainicjowała serię „Dynastie i wielkie rody”. Książki z tej serii czytane w pewnym odstępie czasowym, przeplatane innymi, tracą na wartości, nie pozwalają na analizę porównawczą, a przynajmniej ją utrudniają. Lektura jednej po drugiej pozwala dojść do wniosku, że czasy i zwyczaje się zmieniają, ale mechanizmy władzy już nie. I choć z każdą epoką monarchowie (i monarchinie) są coraz mniej okrutni, przynajmniej w Europie, to żądza władzy jest u nich przemożna. I choć wielu było wielkimi władcami, to ulegali wpływom swojego otoczenia, ówczesnego lobby, nie mniej niż dzisiejsi politycy sondażom opinii publicznej.
Lektura „Dynastii…” prowadzi do jeszcze innych wniosków, m.in. że korona rzadko dodaje głowie rozumu, że intrygi władców i otaczających ich koterii, prowadzących walkę o wpływy, nie służyły dobru kraju i poddanych, ale prywacie. Czytelnik sam będzie znajdował wiele odniesień do współczesności, co jest dodatkową korzyścią.
Książki te pozwalają też zmienić obiegowe mniemanie o niektórych pomazańcach bożych. Ot choćby takie, że to nie powszechnie znani Tudorowie (Henryk VIII, Elżbieta I), ale Stuartowie, wchodząc w unię ze Szkocją, Walią i Irlandią, stworzyli podwaliny imperium Wielkiej Brytanii. Wśród Burbonów z kolei najbardziej znany jest Ludwik XIV (oraz stracony w czasie rewolucji francuskiej Ludwik XVI), ale mało kto wie, że to Ludwik XIII zostawił swojemu synowi królestwo, w którym zabliźniły się rany po wyniszczającej religijnej wojnie domowej. Już te dwa przykłady pokazują, że w wielu przypadkach nie można mówić o mniej znanych władcach jako gorszych. Po prostu nie mieli (i nie mają) skutecznego PR.
Wspomniane opracowania są typowymi pozycjami popularnonaukowymi, nie są przeładowane szczegółami ani datami. Chcących jednak poznać bliżej dzieje poszczególnych rodów czeka niemiła niespodzianka. Jedynie „Burbonów” i „Ród Bonapartych” zaopatrzono w bibliografię. Od strony opracowania redaktorskiego poszczególne tomy „Dynastii…” zostały przygotowane niezbyt starannie. O ile za szatę graficzną wydawnictwo należy pochwalić, to trzeba je zganić za brak – poza „Rodem Bonapartych” i częściowo w książce Matyszaka – tablic genealogicznych, zawsze niezwykle ułatwiających umiejscowienie w czasie bohaterów książki i ich potomków. Bellona już zapowiada kolejne tomy, następnym mają być „Habsburgowie”, jest więc szansa na naprawienie oczywistej redakcyjnej wpadki.
Mimo owych braków warto sięgnąć po „Dynastie…”, bo dają obraz czasów, w których władcy rządzili, pozwalają wyrobić sobie zdanie o poszczególnych postaciach, z których wiele znalazło się w pierwszej setce rankingu tych, którzy mieli największy wpływ na losy świata. Ale także utwierdzają w przekonaniu, że jeżeli jakiś władca nie jest znany ogółowi, nie słynie z wielkich podbojów ani okrutnych rządów, to jego poddanym żyło się spokojniej, chciałoby się powiedzieć: normalnie.

Philip Matyszak, Synowie Cezara. Dynastia julijsko-klaudyjska, tłum. Jowita Matys
John Miller, Stuartowie. Królowie Anglii i Szkocji, tłum. Magdalena Rabsztyn
J.H. Shennan, Burbonowie. Dzieje dynastii, tłum. Ryszard Grajek
William H.C. Smith, Ród Bonapartych, tłum. Michał Kompanowski
Bellona, Warszawa 2008

Wydanie: 10/2009

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy