Znów zaścianek?

Znów zaścianek?

Wiatr zmian wieje po świecie – kiedy dotrze do Polski?

20 lat po opisywaniu przez Fukuyamę „końca historii” i ogłaszaniu ostatecznego zwycięstwa kapitalizmu nad wszelkimi alternatywnymi projektami widać wyraźnie, że historia trwa. A ludzkość nie ma zamiaru zatrzymać się na przystankach: „rynek”, „ład neoliberalny”, „zysk ponad wszystko”. Te hasła i etykiety teraz przestają być modne, a porządki, do których się odnosiły, właśnie rozpadają się na oczach całego świata. Przegrana konserwatystów w Stanach Zjednoczonych oraz klęska ideologiczna fundamentalistów rynkowych jest tego najlepszym symbolem.
Głęboki kryzys finansowy, kompromitująca wojna w Iraku i Afganistanie, recesja gospodarcza w skali globalnej – to tylko wierzchołek strukturalnego kryzysu globalnego kapitalizmu. Musi to wpływać na zmianę postrzegania zjawisk społecznych. Nawet konserwatywna i wyjątkowo prawicowa zazwyczaj amerykańska Polonia tym razem poparła kandydata Demokratów. Skąd ta zmiana? Kryzys w budownictwie zabrał im pracę, a antyimigracyjna polityka amerykańskiej prawicy spowodowała, że realny byt Polonii w Stanach w końcu zmienił jej fałszywą świadomość.
Zmiany widać również w innych sferach i częściach świata. Dzięki polityce prawicowej administracji Busha prawie cała Ameryka Południowa stała się mocno czerwona – już nie tylko Boliwia i Wenezuela, ale także Ekwador, Nikaragua i szybko rozwijająca się Brazylia.
W Europie także widać mocne ożywienie i zmianę nastrojów – w Grecji, we Włoszech, w Niemczech, we Francji związki zawodowe i środowiska lewicowe nabierają wiatru w żagle. Nawet na spokojnej Islandii odbywały się w ostatnim czasie demonstracje pod bankami przeciwko elicie finansowej i politycznej.
Zmienia się również język debaty publicznej. Nieużywane w Polsce przez dwie dekady pojęcia „klasy społecznej”, „podziałów klasowych”, „dobra publicznego”, „nierówności społecznych” w świecie zachodnim odzyskują swą aktualność. Już teraz pojawiają się ponownie w obiegu społecznym zapomniane nazwiska Keynesa i Marksa. Coś, co według ideologów prawicowej konserwy miało być już raz na zawsze pogrzebane, znowu wraca…
Aż chce się powiedzieć: czas na Polskę! No cóż, tutaj wszystko trafia z dużym opóźnieniem. Albo też, jak bywało to już wielokrotnie w historii, zupełnie omija kraj nad Wisłą – przypadek nieodrobionych do dziś lekcji Oświecenia jest dobrym przykładem.
Dlatego też wciąż możemy obserwować oderwane od realnych warunków samozadowolenie Leszka Balcerowicza i jego niczym niezmącone przekonanie, że nie ma żadnego kryzysu kapitalizmu. A za kryzys finansowy nie odpowiada logika fundamentalistów rynkowych, ponieważ „można pokazać, że główne społeczne klęski biorą się z nadmiernie rozbudowanego państwa” („Polityka” nr 44). Balcerowicz nie zauważa, że nawet jego dawni mentorzy w stylu prof. Sachsa porzucili już dogmaty neoliberalizmu. Balcerowicz zaczyna powoli odgrywać rolę ostatniego neoliberalnego betonu w tej części świata.
Kreujący się bezpodstawnie na intelektualistę i wiecznie nadęty poseł PO, Jarosław Gowin, ogłasza na łamach „Gazety Wyborczej” w swoim bufoniastym stylu: „Większość treści składających się na hasło IV RP uważam za aktualne”. I nie dostrzegając zmian w świecie, dodaje: „Konserwatywno-liberalna wizja odpowiada na wyzwania, przed jakimi stoi Polska. Donald Tusk trafnie odczytuje, jakie są potrzeby Polski”.
Elity polityczne z administracją prezydenta Kaczyńskiego na czele nadal są przekonane o potrzebie budowy tzw. tarczy antyrakietowej. W swych wypowiedziach są bardziej amerykańskie niż sami Amerykanie po zwycięstwie Obamy.
Posłowie PiS i ich elektorat załamani są wyborem w Stanach Zjednoczonych „czarnego kryptokomunisty, który oznacza koniec cywilizacji białego człowieka”. Można się zastanawiać, co będzie oznaczał w takim razie wybór czarnego papieża dla narodowych katolików w Polsce?
Funkcjonariusze Kościoła katolickiego wciąż domagają się w polskich miastach przekazania im kolejnych nieruchomości. Udają, że nie widzą spadku zainteresowania ich ofertą religijną i trochę z przyzwyczajenia wyciągają rękę po kolejne prezenty.
Kiedy w Stanach Zjednoczonych nacjonalizuje się banki i mówi się coraz głośniej o potrzebie odejścia od monopolu prywatnej i drogiej opieki zdrowotnej, w Polsce chce się wciąż prywatyzować wszystko, co jeszcze pozostało – służbę zdrowia, telewizję publiczną, a jakby się udało, to może jeszcze hurtem koleje i pocztę.
Czy przy kolejnej zmianie tendencji i kierunków polityki w świecie Polska znowu pozostanie zapóźnionym w rozwoju zaściankiem?
Zmiana atmosfery w świecie i upadek głównych dogmatów wpływających przez minione 20 lat na kształt dominującej ideologii wytwarza przestrzeń do poszukiwań nowych rozwiązań społeczno-ekonomicznych. Kto zagospodaruje to wolne pole, może mieć duży wpływ na przyszłe modele polityki światowej. Nic nie jest w tej chwili przesądzone. Każdy wariant jest możliwy. Nauczki płynące z obecnego kryzysu finansowego wskazują jednak jednoznacznie na kierunki oczekiwanej zmiany: zdecydowanie lepiej wyszły z obecnej próby kraje korzystające z rozwiązań socjaldemokratycznych (np. kraje skandynawskie) niż gospodarki społeczeństw realizujących anglosaski model kapitalizmu.
Czy chcemy uczestniczyć w nadchodzących zmianach? Czy też znowu sami będziemy się izolować przed nowymi trendami i pozostaniemy jako społeczeństwo na bocznych torach? Dobrze byłoby, aby chociaż polska lewica brała udział w debacie, która będzie się toczyć w najbliższym czasie w Europie i na innych kontynentach. Dzięki temu być może zacznie w końcu mówić własnym głosem. To także dałoby szansę na odegranie przez lewicę roli głównej siły modernizacyjnej w społeczeństwie polskim.

PS Dziękuję za wszystkie listy po artykule „Działaj globalnie, buduj lokalnie”. Osobom, które miały problem z wysłaniem e-maila, podaję inny adres: piotr.zuk@osiedlowa.pl.

 

Wydanie: 48/2008

Kategorie: Opinie
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy