Żona tańsza niż krowa

Żona tańsza niż krowa

Przemoc wobec kobiet w Indiach

Po ślubie z Aktharem starałam się jak najwięcej czasu spędzać z jego matką Kamlą. Była dobroduszną kobietą o łagodnym, przyjaznym usposobieniu. Bardzo ją lubiłam. Zawsze kiedy się spotykałyśmy, na powitanie zsuwała trochę z twarzy ghunghat, ale tylko odrobinę, tak że wysuwało się spod niego kilka srebrnych kosmyków włosów. Następnie przesuwała łagodnie pomarszczonymi, ciemnymi rękami po moim welonie, przy czym ukazywały się nieco moje długie, czarne włosy. Był to czuły rytuał, który sprawiał, że czułam się przy niej od razu komfortowo. Patrzyłam wtedy w jej ciemnobrązowe oczy. Były przepiękne. Chętnie się w nich zatracałam. Niestety, widywałyśmy się rzadko, ponieważ często chodziła do wsi ze swoim mężem, moim teściem Abdulem, i brała udział w różnych wydarzeniach. Później przekazywała mi wszystkie nowinki, o których się tam dowiedziała. Z jednej strony cieszyłam się, że relacjonowała mi wszystkie swoje przeżycia, z drugiej strony było mi żal, ponieważ chętnie spędzałabym z nią znacznie więcej czasu.

Tak dobrze jak w jej obecności nie czułam się nigdzie i z nikim w całym Alwarze. Przede wszystkim nie z jej synem Aktharem, moim mężem. Wprost przeciwnie, bo ten mężczyzna napawał mnie grozą. Wprawdzie nie bił mnie, używając lathi (długiej, cienkiej bambusowej rózgi) za to nieustannie zmuszał mnie, bym z nim spała.

Za pierwszym razem miałam zaledwie 11 lat. Kiedy pewnego razu zaczął dotykać moich piersi, poczułam irytację i nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje. Byłam całkowicie zdezorientowana i czułam się zbrukana, kiedy zaczął je mocno obłapiać jedną ręką, a drugą sięgnął między moje nogi, by następnie wtargnąć we mnie swoim twardym członkiem.

Myślałam, że umrę. Było to bardzo bolesne i nieustannie krwawiłam. Początkowo nie wiedziałam, skąd bierze się ta krew. I kiedy przestanie płynąć. Jednak Akthar dalej robił swoje. Napastował mnie nie tylko w czasie tej naszej nocy poślubnej, lecz także regularnie później, co drugi lub co trzeci dzień. Moje potrzeby nie miały dla niego żadnego znaczenia. Absolutnie nie interesował się tym, jak mi się żyje, jak się czuję, czy nie sprawia mi bólu. Raz próbowałam mu się przeciwstawić i broniłam się przed zgwałceniem.

On jednak brutalnie mnie przytrzymał i zwymyślał.

– Zapłaciłem za ciebie dużo pieniędzy, paro (kupiona kobieto) – wrzeszczał. – A więc masz robić to, czego od ciebie chcę, i ja też będę z tobą robił to, na co mam ochotę!

I dokładnie tak to wyglądało. Akthar mnie nie oszczędzał.

– Zostałaś przeze mnie poślubiona, paro – wrzeszczał dalej. – Należysz do mnie i mogę uprawiać z tobą seks tak często, jak tylko mam ochotę.

Byłam całkowicie bezradna wobec przemocy ze strony mojego małżonka. Dużo płakałam. Przez całe dni, wręcz tygodnie, Aktharowi było obojętne, czy ryczałam, czy też nie, podobnie jak wszystko, co się ze mną działo. Nie interesowało go też, że straszliwie bałam się jego i dokonywanych przez niego gwałtów.

Wpadłam w panikę i dostałam wysokiej gorączki. Kamla przyniosła mi lekarstwa i odwiedzała mnie co trzy dni. Strach nie ustępował, a gorączka coraz bardziej rosła. Było ze mną tak źle, że trafiłam do szpitala w mieście. Przez tydzień byłam tam pod kroplówką. Potem nieco mi się poprawiło, wciąż jednak byłam bardzo słaba. Dlatego doktor zalecił, żebym najpierw została u mojej teściowej, żeby ktoś się o mnie troszczył. Kamla tak troskliwie się mną opiekowała. Nawet moja własna matka nigdy nie była dla mnie taka opiekuńcza. Musiałam pić u Kamli ćaj, za którym nie przepadam. Powiedziała jednak, że powinnam przyjmować płyny. A więc dawała mi dużo wody.

Dość często gotowała mi moją ulubioną potrawę kheer, ciepłą, słodką bryję z ryżu i mleka. Powoli rozpuszczałam ją sobie na języku, nim ją przełknęłam, po czym przyjemnie ogrzewała mi żołądek. Niekiedy dodawała nieco kardamonu, orzechów nerkowca i migdałów. Wtedy danie wyjątkowo mi smakowało. Pewnego razu doprawiła je nawet odrobiną szafranu. Nigdy nie zapomnę, jak rozkoszowałam się wtedy jego wybornym smakiem.

Dopiero po kilku tygodniach powróciłam do pełni sił. Po mniej więcej tygodniu byłam już na tyle zdrowa, że musiałam wrócić do Akthara. Nie miałam wyboru. Kiedy masz męża, musisz u niego mieszkać, wyjaśniła mi Kamla, nie ma innego wyjścia. Kiedy znów byłam u swojego męża, gorączka już wprawdzie ustąpiła, ale byłam bardzo zmęczona i nieustannie wymiotowałam.

Zamiast schudnąć, przytyłam, zwłaszcza na brzuchu. Moje ciało zmieniło się i podczas swojej następnej wizyty Kamla powiedziała:

– Będziesz miała dziecko, a ja zostanę babcią.

Ja? Dziecko? Przecież sama wciąż byłam dzieckiem. Miałam dopiero 12 lat i już miałam zostać matką? (…)

Szwagier, który mieszka w tej samej wsi co my, jest jeszcze wyższy od Akthara i śmierdzi jeszcze gorzej od niego. Nic dziwnego, jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo, kto paliłby tak dużo jak mój szwagier. Jeszcze nigdy nie widziałam, by nie trzymał papierosa między długimi zażółconymi palcami. Także moja szwagierka, jego sąsiadka, ma w sobie coś osobliwego. Początkowo nie wiedziałam dokładnie, co to było, później zauważyłam, że chodziło o jej ghunghat, który zawsze lekko się poruszał przy jej twarzy. Kiedy bliżej się jej przyjrzałam, dostrzegłam, że jedna z jej powiek drgała w regularnych odstępach czasu. Kiedyś krzyknęła:

– Nie gap się tak na mnie! – i spoliczkowała mnie.

Odkryłam jej słaby punkt i najwyraźniej to jej się nie spodobało.

– Czy ty w ogóle wiesz, dlaczego należysz do naszej rodziny? – spytała mnie zaraz, by znów mnie poniżyć. Popatrzyłam na nią pytająco.

– Tak jest taniej, niż gdyby mój brat miał zorganizować sobie siłę roboczą – wyjaśniła mi szyderczo.

Następnie mój szwagier mi to wyliczył. Narzeczona kosztuje od 10 tys. do 50 tys. rupii, zależnie od tego, ile ma lat i jak wygląda. Pracownikowi trzeba zapłacić za sezon, a więc mniej więcej za trzy miesiące, co najmniej 10 tys. rupii.

Pieniądze za paro, czyli kupioną kobietę, zwracały się zatem już po trzech miesiącach, a ponadto mogła rodzić dzieci.

– Dokładnie tak jak ty teraz, a poza tym ty kosztowałaś prawie 10 tys. rupii, ale więcej nie jesteś warta – dodała moja szwagierka lekceważąco. (…)

Zrozumiałam tylko, co miał na myśli Akthar, kiedy nazywał mnie paro. Kupił mnie, i chociaż musiałam kosztować go sporo pieniędzy, mimo wszystko i tak byłam tańsza niż bawół lub krowa. Nie była to pocieszająca myśl. Jednak mój psychiczny ból został zatuszowany przez ten w moim brzuchu. I zamartwiałam się, że moje dziecko mogło ucierpieć w wyniku kopnięcia mnie przez szwagierkę. Dlatego w obronnym geście trzymałam rękę przed brzuchem, kiedy przyniosłam ćaj rodzeństwu Akthara. Na szczęście byli zajęci jedzeniem ciastek, więc zostawili mnie już w spokoju.

Kilka tygodni później urodziłam swoje pierwsze dziecko: Kalila. Był zdrowy, ale słaby i wymagał troskliwej opieki. Początkowo w ogóle nie wiedziałam, jak powinnam się nim zajmować. Jednak szybko się tego nauczyłam. (…)

Bicie wcale nie było najgorszą rzeczą, jaka mnie spotykała. Ponieważ nie musiałam iść do pracy w polu, Akthar miał dużo czasu, żeby mnie wykorzystywać, brukać i doprowadzać do obłędu.

Wielokrotnie w ciągu dnia wyrzucał dzieci na zewnątrz, na deszcz, by w spokoju mógł mnie napastować. Ponieważ Sheela nie umiała jeszcze chodzić, Kalil brał ją na ręce. Oboje po kilku minutach byli całkowicie przemoczeni. To nie obchodziło Akthara. Starałam się trzymać nogi razem. Jednak on brutalnie je rozsuwał. Niesamowicie śmierdział. Mieszaniną potu, tytoniu i różnych przypraw. Jedną ręką chwytał mnie w dolnej części pleców powyżej tyłka i mocno przyciskał do siebie. Drugą albo zakrywał mi usta, przy czym ostre paznokcie jego małych palców wbijały mi się głęboko w policzek, albo bił mnie po twarzy, kiedy zaczynałam krzyczeć. Chciałam uciec, wyswobodzić się. Nie miałam żadnych szans. (…)

Akthar był wzburzony. Płakał. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Żebym nie zobaczyła jego łez, szedł do naszej chaty z opuszczoną głową. Kiedy tam przybyliśmy, otarł łzy z oczu rękawem koszuli i w tym samym ruchu pochwycił Kalila, by znów wystawić go przed drzwi. Następnie dopadł mnie. Trzymałam Sheelę w ramionach i próbowałam ją chronić, ale Akthar trzymał mnie mocno.

Kutti (dziwko) zostań tutaj! – wrzeszczał i pociągnął mnie za włosy. – Kupiłem cię, więc mogę z tobą robić, co tylko chcę!

Próbowałam go odepchnąć z całych sił, jednak rzucił mnie wraz z Sheelą na podłogę.

– A więc chcesz się bronić, randi (zdziro)! – krzyczał gniewnie i złapał za sierp, którego zwykle używałam podczas prac polowych. Rozciął mi nim salwar, a przy tym także skórę na nodze.

– Możemy i tak, behen ki lohdi (siostrzana cipeczko)!

Sheela leżała na podłodze i krzyczała. Nie mogłam do niej dosięgnąć i miotałam się dziko. Aktharowi było to obojętne i ciął mnie dalej małym sierpem coraz głębiej, nacinając skórę po wewnętrznej stronie ud. Zaczęły krwawić.

– Należysz do mnie – powtarzał w kółko – a jeśli chcesz przedtem jeszcze pocierpieć, z przyjemnością ci to załatwię. (…)

Nie miałam nikogo, kogo mogłabym poprosić o pomoc. Ani matki. Ani ojca. Ani siostry. Ani przyjaciół. Nikogo. Tylko moje dzieci. I żeby im nic się nie stało, starałam się nie stracić przytomności. (…)

Nigdy więcej nie opierałam się Aktharowi. Za bardzo się bałam. (…) Pozwalałam po prostu, żeby to się ze mną działo. (…) Nigdy więcej nie chciałam, żeby mnie tak okrutnie torturował i ciął moją skórę, aż zaczynała żałośnie krwawić. Nigdy więcej nie chciałam doświadczać tego bólu. Nigdy więcej nie chciałam się przed tym bronić. Musiałam się przyzwyczaić do brutalnego seksu. Nic nie mówiłam. Po prostu robił swoje. (…)

Fragmenty książki Amili i Kathariny Finke Żona na sprzedaż. O przemocy wobec kobiet w Indiach, przekład Bartosz Nowacki, Prószyński i S-ka, Warszawa 2017

Wydanie: 49/2017

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy