Została im tylko nadzieja

Została im tylko nadzieja

Poszkodowani przez Amber Gold wywalczyli w sądzie prawo do zbiorowego procesu z bankiem BGŻ BNP Paribas

Z ponad 12 tys. pokrzywdzonych w aferze Amber Gold do tej pory nikt nie otrzymał ani złotówki. Spółka ma wobec nich dług w wysokości prawie 600 mln zł. Od momentu postawienia Amber Gold w stan upadłości minęło niemal trzy i pół roku. Wierzyciele powoli tracą nadzieję, że odzyskają pieniądze. Tymczasem pod koniec ubiegłego roku sąd dopuścił do rozpoznania pierwszy pozew grupowy, złożony przez 52 oszukanych, którzy spisali z Amber Gold 47 umów, w tym pięć jako małżeństwa. Może w końcu odzyskają oni kwoty, które zainwestowali – w sumie 4 mln zł. A może kolejni poszkodowani przystąpią do niego w tym roku?

Prokuratura nie widzi nieprawidłowości

Nie było dorosłego Polaka, który pięć-sześć lat temu nie słyszałby o Amber Gold. Ta nazwa pojawiała się w licznych reklamach i na billboardach. Spółka oferowała lokaty w złoto, srebro i platynę. Ludzie wierzyli, że zainwestowane pieniądze powiększą się po roku nawet o 15%. Ci, którzy powierzyli spółce swoje fundusze w 2009 r., otrzymali obiecane odsetki. Jedni po upływie roku wycofali kapitał, drudzy przedłużyli umowę na kolejny rok. Ci pierwsi należą do wygranych. Pozostali stracili oszczędności.
Zawierzyli tej firmie, chociaż Komisja Nadzoru Finansowego na swojej stronie internetowej informowała, że spółka nie ma pozwolenia na przyjmowanie lokat. Kilkakrotnie też KNF zgłaszała sprawę nielegalnej działalności Amber Gold do prokuratury w Gdańsku, ale ta za każdym razem uznawała, że nic zdrożnego się nie dzieje. Podobną bierność wykazała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zwykli ciułacze logicznie rozumowali, że gdyby faktycznie działalność spółki była niezgodna z prawem, prokuratura już by to badała. Dlatego do Amber Gold wciąż napływali nowi klienci. Ostatnie wpłaty wniesiono na początku sierpnia 2012 r., mimo że w lipcu tego roku media poinformowały o upadku linii lotniczej OLT Express, która była własnością Amber Gold.
30 sierpnia 2012 r. twórca i prezes Amber Gold Marcin P. został aresztowany na trzy miesiące. Spółka poinformowała, że stawia się w stan likwidacji. Wtedy jedna z warszawskich kancelarii wzięła pod swoje skrzydła poszkodowanych przez Amber Gold i sporządziła pozew grupowy dla jej wierzycieli.
– Pozew został złożony tuż przed ogłoszeniem upadłości Amber Gold. To był zły moment, bo w czasie trwania postępowania upadłościowego nie mógł być rozpatrywany – mówi radca prawny Tomasz Pogoda z krakowskiej kancelarii MyLo.
20 września 2012 r. sąd w Gdańsku ogłosił upadłość Amber Gold. Syndyk, radca prawny Józef Dębiński poinformował, że majątek spółki szacuje na 100 mln zł, o niemal 50 mln zł mniej, niż wcześniej podawali pracownicy Amber Gold. Na majątek składały się metale szlachetne o wartości 60 mln zł, nieruchomości warte 5 mln zł, 17,5 mln zł na rachunkach bankowych, udzielone pożyczki w wysokości 15 mln zł, samochody o wartości 8 mln zł, sprzęt elektroniczny wart 7 mln zł, wyposażenie oddziałów warte 4 mln zł oraz wartości niematerialne na kwotę 3 mln zł. Ten majątek miał posłużyć do opłacenia postępowania upadłościowego oraz uregulowania należności wobec skarbu państwa, izby skarbowej i ZUS; reszta mogła trafić do klientów. Można było zakładać, że majątek spółki nie wystarczy na zaspokojenie roszczeń ludzi, którzy ulokowali swoje oszczędności w Amber Gold. Poszkodowani coraz liczniej szukali indywidualnie pomocy u prawników. Kilkanaście takich osób zgłosiło się do kancelarii MyLo.
– Te sprawy jeszcze się toczą – tłumaczy Tomasz Pogoda. – W niektórych przypadkach powództwa zostały oddalone, a poszkodowanych nie było stać na wniesienie apelacji. Na samym początku wymyśliliśmy takie rozwiązanie, że skoro spółka nie ma dostatecznie dużego majątku, by zaspokoić klientów, wystąpimy o zabezpieczenie na majątku członków zarządu – państwa P. Uzyskaliśmy zabezpieczenie hipoteczne na nieruchomościach, które posiadali małżonkowie P. Zrobiliśmy to szybciej niż prokuratura, dlatego nasze wpisy do hipoteki są wyżej.

Pozew za pozwem

Po pierwszym pozwie grupowym skierowanym przeciw Amber Gold, który został oddalony, pojawił się drugi, przeciw członkom zarządu spółki. Zgłosiło się 1000 poszkodowanych. Sąd oddalił również ten pozew. Twierdził, że trzeba poczekać do zakończenia sprawy karnej, bo nie wiadomo, czy członkowie zarządu faktycznie są winni. Trzeci pozew zbiorowy był skierowany przeciw skarbowi państwa, gdyż zdaniem pokrzywdzonych, zawiniły ABW i inne instytucje, które powinny stać na straży bezpieczeństwa obywateli. Sąd znowu go odrzucił. Czwarty również był przeciw skarbowi państwa, ale tym razem jako winne doprowadzenia obywateli do złego dysponowania swoim majątkiem wskazano te organy państwa, które działały opieszale i nieudolnie w sprawie Amber Gold.
– Ten pozew został odrzucony w pierwszej instancji, ale będzie rozpatrywany przez sąd apelacyjny, prawdopodobnie na wiosnę – mówi Tomasz Pogoda. – Mamy nadzieję, że zostanie rozpatrzony pozytywnie.
Kiedy okazało się, że nie można już dokonywać wpisów na hipotece nieruchomości, które należą do członków zarządu, kancelaria MyLo zaproponowała poszkodowanym pozew różniący się od poprzednich, bo pozwanym był bank BGŻ BNP Paribas. Czy to aby nie tak jak w powiedzeniu, że kowal zawinił, a Cygana powiesili? Tomasz Pogoda stanowczo zaprzecza: – Twierdzimy, że wpływ na to, że ludzie lokowali pieniądze w Amber Gold, miał fakt, że bank BGŻ współpracował z tą firmą. Bez tej współpracy, bez posiadania kont i skrytek depozytowych w banku firma Amber Gold nie mogłaby prowadzić takiej działalności, a w konsekwencji – naszym zdaniem – nie mogłaby oszukać tylu osób.
Tak więc w pewnym sensie, jak uważają prawnicy z MyLo, bank legitymizował działalność Amber Gold, chociaż powinien być świadomy, że nie jest ona w pełni legalna. – Przecież bank wiedział, na co te pieniądze były przeznaczane przez Amber Gold i że spółka prowadzi działalność parabankową, do której nie ma uprawnień – uważa Tomasz Pogoda. – Bank miał świadomość, że jest ostrzeżenie KNF – i tego się nie wypiera. Nie przeszkadzało mu jednak współpracować z takim podmiotem. Dopiero w 2012 r., kiedy media zaczęły pisać o Amber Gold i sprawą zaczęła się interesować ABW, złożył doniesienie do prokuratury. Co takiego stało się w 2012 r., czego wcześniej nie wiedział?

Sąd przygląda się klientom

Dwa lata minęły od momentu, kiedy kancelaria MyLo wniosła pozew zbiorowy przeciw BGŻ BNP Paribas. Dotyczy on 52 osób, które ulokowały w Amber Gold w sumie ok. 4 mln zł. Sąd analizował wiele czynników, zanim zdecydował, że ci poszkodowani mogą wnieść pozew zbiorowy. – Sytuacja każdej osoby jest nieco inna – mówi prawnik z MyLo. – Każdy ma inną sytuację materialną, w innych okolicznościach dowiedział się o możliwości zainwestowania w Amber Gold, w inny sposób wpłacił pieniądze. Trzeba było określić, co jest istotnym elementem, a co nieistotnym i na co nie powinno się zwracać uwagi. W niektórych sprawach grupowych sąd badał np. motywacje, jakie mieli ludzie, żeby zainwestować w Amber Gold. Interesował się też, jaki był stopień ich świadomości – czy mogli wiedzieć, że to oszustwo, czy nie wiedzieli. Trudno znaleźć dwie osoby tak samo myślące.
Kiedy pozew zostanie opublikowany, pozostali poszkodowani będą mieli trzy miesiące, by do niego się dopisać. Sąd będzie musiał zdecydować, czy ich sprawy kwalifikują się do rozpatrywania w ramach tego pozwu zbiorowego.
– Mówimy jedynie o dopuszczeniu do rozpoznania, ale czeka nas jeszcze merytoryczne rozpoznanie sprawy. Tak naprawdę przecieramy ścieżkę postępowania grupowego – twierdzi prawnik. – Ustawa o pozwach grupowych jest stosunkowo nowa i właściwie nie wiadomo jeszcze dokładnie, jak ten pozew powinien być sformułowany, żeby dopuszczono do rozpoznania sprawy.

„Złotopolscy” jak frankowicze?

Poszkodowani przez Amber Gold nie mają ochoty spotykać się z dziennikarzami. Po każdym artykule o aferze internauci zarzucają im, że zaślepiła ich chęć zysku, bo już z daleka wyglądało to na piramidę finansową, która musi runąć. Krytykują także klientów firmy, że wnoszą pozwy przeciw skarbowi państwa, a więc oczekują, że ich strata zostanie pokryta z naszych wspólnych pieniędzy.
Poszkodowani zaś nie składają broni. W poprzedniej kadencji Sejmu próbowali doprowadzić do powstania sejmowej komisji śledczej. Nie udało się. W grudniu wysłali listy do różnych instytucji państwowych, w których ponownie domagają się powołania komisji śledczej. Autorzy listów uważają, że są w podobnej sytuacji jak frankowicze, którzy zostali oszukani przez banki. I mają żal, że nad frankowiczami politycy się pochylają, a o ofiarach Amber Gold nie chcą pamiętać.


Superoszust czy słup?

Marcin P. i jego żona Katarzyna P. mają po 31 lat. On wychował się na gdańskim osiedlu Chełm, ona w domku na obrzeżach Gdańska. Poznali się w liceum ekonomicznym. Po ślubie on przyjął jej nazwisko. Imał się różnych małych biznesów. Prowadził m.in. Multikasę, która przyjmowała opłaty za energię elektryczną, telefon, czynsz itp. Jak się okazało, nie odprowadzał tych kwot na właściwe konta, tylko je zagarnął. Dostał wyrok w zawieszeniu i kuratora. Po wpadce na małych wpłatach zaczął rozkręcać megabiznes w postaci Amber Gold.
Marcin P. został aresztowany w sierpniu 2012 r. Początkowo na trzy miesiące, potem areszt przedłużano. Na początku był przetrzymywany w więzieniu w Gdańsku, potem został przeniesiony do Piotrkowa Trybunalskiego. Katarzynę P. aresztowano w kwietniu 2013 r. Została osadzona w Łodzi, ponieważ sprawą zajęła się łódzka prokuratura okręgowa.
25 czerwca 2015 r. akt oskarżenia przeciw Marcinowi P. i Katarzynie P. trafił do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Oboje nie przyznają się do winy. Grozi im 15 lat więzienia.
W czasie pobytu w więzieniu w Łodzi Katarzyna P. zaszła w ciążę z wychowawcą więziennym. Została przeniesiona do Zakładu Karnego w Grudziądzu, gdzie jest przywięzienny Dom dla Matki i Dziecka, i w październiku 2015 r. urodziła dziecko. Będzie mogła przebywać z dzieckiem w więzieniu nawet do ukończenia przez nie czwartego roku życia. Zgodnie z prawem jako ojca wpisano męża, Marcina P., chociaż od czasu aresztowania małżonkowie się nie spotykali. Marcin P. złożył pozew o zaprzeczenie ojcostwa.
Do dziś nie ma odpowiedzi na pytanie, czy Marcin P. jest genialnym biznesmenem, który potrafił rozkręcić firmę, która ściągnęła ok. 600 mln zł oszczędności rodaków, czy może jedynie słupem. A jeśli to drugie, ile otrzyma za każdy rok spędzony w więzieniu?


Syndyk odzyskał 42 mln

16 czerwca 2015 r. syndyk Józef Dębiński, przekazał do Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ listę wierzytelności spółki Amber Gold. Po jej sporządzeniu wpłynęło 37 sprzeciwów. Z tego względu sędzia komisarz nie może zatwierdzić listy wierzytelności, a wobec tego nie można sporządzić planu podziału funduszy masy upadłościowej i rozpocząć wypłat.
Kwota wierzytelności przed rozpatrzeniem sprzeciwów to 584,5 mln zł (stan z początku stycznia br.), a lista wierzycieli obejmuje 12 187 pozycji. Syndykowi udało się odzyskać i zabezpieczyć ok. 42 mln zł, co stanowi zaledwie 7,2% wierzytelności.
Syndyk sprzedał m.in. złoto za kwotę 7,82 mln zł, meble, pojazdy, sprzęt IT za 8,72 mln zł, samoloty należące do OLT Germany GmbH (wszystkie udziały w tej spółce wykupiła w sierpniu 2011 r. firma Amber Gold) za 381,6 tys. euro, ubrania stewardes i pilotów za 170,21 tys. zł.
Wszystkie nieruchomości, których właścicielem była spółka Amber Gold, są objęte hipotekami. Nie udało się sprzedać dwóch kamienic w Gdańsku: przy ul. Stągiewnej 11 oraz przy ul. Spichrzowej 21.
Pałacyk w Rusocinie, który był własnością małżeństwa P., oraz 12 ha ziemi wydzierżawione przez P. na 99 lat, zostały zabezpieczone przez syndyka w postępowaniu sądowym toczącym się przed Sądem Okręgowym w Gdańsku do kwoty 14 mln zł.
Jeśli chodzi o firmy zależne do Amber Gold, jedynie z OLT Germany GmbH udało się odzyskać pieniądze. Z siedmiu pozostałych spółek powiązanych z Amber Gold nie odzyskano żadnych należności, ponieważ są one niewypłacalne.
Syndyk postanowił także odzyskać pieniądze od osób, które brały pożyczki w Amber Gold. Do grudnia 2015 r. te spłaty wyniosły 7,08 mln zł. Dotychczas sporządzono przeciw pożyczkobiorcom 955 powództw do sądów o zapłatę.
Z odzyskanych i zabezpieczonych przez syndyka kwot będą zaspokajane wierzytelności. Zgodnie z art. 342 Prawa upadłościowego i naprawczego:
kategoria I: m.in. koszt postępowania upadłościowego – 200,08 tys. zł,
kategoria II: Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – 736,92 tys. zł, wynagrodzenia byłych pracowników – 191,57 tys. zł,
kategoria III: podatki i daniny publiczne – 129,40 tys. zł,
kategoria IV: pozostali wierzyciele – 581,06 mln zł,
kategoria V: odsetki – 1,73 mln zł,
razem: 584,05 mln zł.
Klienci Amber Gold, którzy mieli tam lokaty, będą zaspokajani dopiero po spłaceniu wierzytelności z kategorii I, II i III. Pozostanie dla nich i innych podmiotów, które są wierzycielami z tej grupy, oraz dla wierzycieli z grupy V jedynie 40,74 mln zł z zabezpieczonych przez syndyka 42 mln zł.

 fot.Karolina Misztal/REPORTER

 

Wydanie: 2/2016

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. wj51
    wj51 14 stycznia, 2016, 11:09

    Pazerność pomieszana z głupotą kosztuje…

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Juliusz Wnuk
    Juliusz Wnuk 15 lutego, 2016, 17:30

    Niech teraz Prokuratura, ktòra nic nie widziAL placi ZA SWÒJ NONSZLANCKI STOSUNEK DO POKRZYWDZONYCH….

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy