Zostałem wybrany przez zły los

Zostałem wybrany przez zły los

Media nie promują polskiego jazzu za granicą ani gdziekolwiek. Jazz został porzucony zupełnie i trzeba go reanimować

Tomasz Szukalski, muzyk jazzowy

– Znalazł się pan w trudnej sytuacji…
– Ale nie z własnej winy.

– A z czyjej? Kto jest winny?
– Pan chciałby mnie tak dogłębnie sprawdzić? A to się nie uda. To nie jest tak, że kogoś winię. Uważam, że los jest niesprawiedliwy nie tylko dla mnie, dla innych ludzi również. Nie chciałem zasnąć tak, jak to zrobił Władek Jagiełło. Leżał kilka tygodni, już śmierdział. Ja się na ten świat nie prosiłem. Zostałem muzykiem, tak chciał los… Teraz się nie uzewnętrzniam. Nie mam szansy uzewnętrznić się muzycznie. Mam wiele do przekazania i nie mam szans nikomu niczego przekazać. Nie ma nikogo, kto chciałby zorganizować koncert.

– Ma pan jakiś żal do siebie, do innych za tę całą sytuację?
– Nie. Nie mam.

– Parę osób mówi, że trochę utarł im pan nosa. Dosłownie!
– Nie tylko paru! Znajdzie się ich więcej. No udało mi się! Widać zasłużyli. Uważam siebie za człowieka sprawiedliwego. To są stare czasy. Ale coś mi z tego zostało (śmiech). Życzyłbym sobie, aby każdy był tak sprawiedliwy jak ja.

– Mocne argumenty nie polegają chyba na waleniu kogoś z piąchy w nos?
– Nie lubię, jak ktoś na mnie krzyczy.

– Ale to podobno pan krzyczał na innych.
– Nie. Nigdy. Ja z kimś takim po prostu nie gram. Jeśli mam coś do kogoś, jeśli chodzi o muzykę, to z nim nie gram.

– Piękny gest pana kolegów. Skrzyknęli się i zagrają kilka koncertów, żeby panu pomóc…
– Po śmierci Władka podniosłem alarm. I wielu ludzi na ten alarm odpowiedziało. Bardzo im wszystkim dziękuję. Chwała im za to. Bynajmniej nie chciałem sprawdzić, kto się ujmie za mną. Chciałem się tylko komuś zwierzyć, że zostałem wybrany przez zły los. A że jestem zdolny i utalentowany muzycznie, jak powiadają inni, zostałem muzykiem. To już nie moja wina, tylko moich rodziców.

– Jak do tego doszło, że został pan sam bez środków do życia?
– Trafiłem po udarze mózgu do szpitala. Rozwód z żoną, nie mogę mieszkać w swoim domu. Dajmy temu spokój.

– W Wikipedii pańska dyskografia wypełnia kilka stron więcej niż pański życiorys. Co z tantiemami?
– Honoraria dla wykonawców są bardzo małe. Zarabiają kompozytorzy. Muzycy żyją tylko z koncertów. Ja nie grałem przez kilka tygodni.

– A za występy na żywo wam nie płacą?
– Menedżerowie chcą za koncert pobierać tyle kasy, co muzyk. Nie powiem komu, ale mówiłem pewnemu menedżerowi: Synu, między nami jest taka różnica, że ja ponad 20 lat uczyłem się grać. Wielu menedżerów nie ma pojęcia, jaką muzyką się zajmują.

– Nie przygotował się pan na trudne lata, prawda?
– Nie myślałem o tym wcześniej. Nie przykładałem się. Proszę sobie wyobrazić, że nie mam gdzie mieszkać. Nie zasłużyłem na to, żeby mieć swój dom. Wykolegowała mnie moja eksmałżonka.

– Kiedy przyszedł taki moment, że pan się zorientował, że coś jest nie tak, że jest już źle?
– Po śmierci Władka (Jagiełły). Poczułem, że jest już lipa. Byłem dobry, jak byłem płatnikiem, kiedy za wszystko płaciłem. Po chorobie telefony ucichły.

– Kiedy pan zaczynał, myślał pan, że to wszystko tak się skończy?
– A tam. Gdyby człowiek wiedział, że upadnie, lepiej byłoby się samemu położyć. Jak zaczynałem, miałem dalekosiężne plany. Wiele rzeczy muzycznych do pokonania. W życiu bym nie pomyślał, że to się tak potoczy.

– Grał pan z najlepszymi muzykami.
– Wszyscy chcieli grać z kimś, kto dobrze trąbi. Grałem z ludźmi z najwyższej półki. Należę do tych „marginałów”, którzy nie myśleli o emeryturze, o spokojnej przyszłości. Jeszcze w wieku 50 lat o tym nie myślałem.

– Kiedyś było lepiej?
– O tyle lepiej, że coś się działo. Miałem wtedy dużo propozycji od Ptaka (Jana Ptaszyna Wróblewskiego), grałem ze Zbyszkiem Namysłowskim. Czułem dawniej większe zainteresowanie muzyką. Moją muzyką. Moja muzyka jest przyczyną tego, że niektórzy się do mnie przyczepiają.

– Ma pan jakieś plany? Coś pan zamierza?
– Mam, ale jest bardzo ciężko, bardzo trudno. Będę grać, jak środowisko pozwoli.

– A dlaczego miałoby nie pozwolić, skoro teraz panu pomagają?
– Różnie to bywa. Nie narzekając na nikogo, muszę powiedzieć, że wszystko jest możliwe w tym kraju. Media nie promują polskiego jazzu za granicą ani gdziekolwiek. Nam została tylko i wyłącznie muzyka. Ktoś mógłby powiedzieć, że dobra muzyka sama powinna się wypromować, ale niestety w dzisiejszych czasach tak nie ma. Jazz został porzucony zupełnie i trzeba go reanimować.

– Zagrałby pan dzisiaj z grupą popową? Z Dodą, z Ich Troje?
– Czemu nie. Jeśli nadałbym się, czemu nie (śmiech).

– Co pan sam myśli o sobie?
– Jestem takim łotrzykiem, jakich wielu na ten świat pada. Mam talent i narzekać mogą ci, którzy tego nie słyszą.

– Muzyków jazzowych w trudnej sytuacji jest dużo więcej.
– Zdecydowanie więcej. Ludzie są zamknięci w sobie. Próbują przeczekać trudny okres.

– Ale przecież mogą nie zdążyć.
– O to chodzi. Ja sam pokazuję swoim przykładem, że mogą nie zdążyć.

Wydanie: 22/2010

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy