Zrobiłyśmy to, siostry

Zrobiłyśmy to, siostry

Abortion rights activists demonstrate outside the Congress as senators debate a landmark bill on whether to legalize abortion in Buenos Aires, on December 29, 2020. - Argentina's Senate on Tuesday began debating a landmark bill on whether to legalize abortion in a country where the Catholic Church has long held sway, with the vote expected to be razor-thin. (Photo by RONALDO SCHEMIDT / AFP)

Jak Argentynki wywalczyły sobie prawo do aborcji Łzy, wzruszenie, tańce i okrzyki. Buenos Aires długo nie mogło zasnąć po tym, jak Senat zaaprobował decyzję Izby Reprezentantów o przyjęciu ustawy legalizującej aborcję w Argentynie. Metropolia zapełniła się zielonymi chustami, które symbolizują ruch na rzecz praw reprodukcyjnych. Lo hicimos, hermanas (Zrobiłyśmy to, siostry), napisała na Twitterze Mónica Macha prawniczka z centrolewicowej koalicji rządzącej prezydenta Alberta Fernándeza. Argentynki udowodniły, że da się zatrząść patriarchatem, nawet w tak maczystowskim regionie jak Ameryka Łacińska. 30 grudnia 2020 r. przejdzie do historii jako moment przełomowy dla ruchów feministycznych nie tylko w Argentynie, ale i w całym regionie. Oto po kilkunastu godzinach debaty, która zaczęła się we wtorek o godz. 16.00 argentyńskiego czasu i trwała aż do godz. 4.30 dnia następnego, Senat przyjął projekt legalizujący aborcję. 38 senatorów i senatorek zagłosowało za projektem, 29 było przeciw, a jedna osoba wstrzymała się od głosu. Projekt zakłada prawo do swobodnego i bezpłatnego przerwania ciąży bez podania wyraźnych powodów do 14. tygodnia. Granica 14. tygodnia nie dotyczy ciąży, która jest wynikiem gwałtu bądź zagraża życiu kobiety lub dziewczynki. Oprócz tego w nowym prawie znalazły się zapisy o regule 10 dni (tyle maksymalnie może upłynąć od zgłoszenia woli przerwania ciąży do zabiegu) oraz doprecyzowanie klauzuli sumienia, która, owszem, jest dopuszczalna, ale każde celowe uniemożliwianie lub opóźnianie zabiegu będzie karane. To czas, aby przejść do historii Dziesiątki tysięcy Argentynek oczekiwały na decyzję Senatu, na ulicach śledząc transmisję z obrad. Chciały być w razem, dodawać sobie otuchy. Na ulicach kolor zielony mieszał się z niebieskim. Zielony jest symbolem ruchu na rzecz pełnego dostępu do aborcji i walki o prawa reprodukcyjne, a niebieski jest używany przez osoby, które optują za utrzymaniem restrykcyjnego prawa pochodzącego aż z 1921 r. Archaiczne prawo zakładało możliwość terminacji ciąży jedynie w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia matki i gwałtu. Jak dobrze wiemy na podstawie polskiej rzeczywistości, tak mocno wytyczone granice zwykle skutkują tym, że kwitnie podziemie aborcyjne, a legalnych zabiegów praktycznie się nie wykonuje. Skoro tak trudno udowodnić gwałt, naiwnością byłoby stwierdzenie, że prawo do aborcji w takiej sytuacji jest w pełni respektowane. W dodatku za przeprowadzenie nielegalnej aborcji przewidziana była kara więzienia nawet do 15 lat. Samodzielne wywołanie poronienia lub zgoda kobiety na to, by inna osoba wykonała u niej aborcję, mogło się skończyć czterema latami za kratkami. Przed debatą w Senacie ludzie kultury wystosowali list podpisany przez ponad 1500 osób. „Czekaliśmy na ten moment od dziesięcioleci. Legalna aborcja to żądanie płynące od całego społeczeństwa. Nadszedł czas, żeby przejść do historii. Świat nas obserwuje”, napisano w petycji. Niechciane macierzyństwo to złe macierzyństwo W przechyleniu szali na rzecz środowiska proaborcyjnego z pewnością „pomógł” fakt, że w głosowaniu nie brał udziału jeden z czołowych przeciwników projektu. Były prezydent, 90-letni Carlos Menem trafił do szpitala w ciężkim stanie z niewydolnością nerek. Do końca nie było wiadomo, czy uda mu się zagłosować zdalnie. Ostatecznie taki scenariusz się nie ziścił. Sama 16-godzinna debata też była ciekawa. Rozgrywała się walka o kilka głosów senatorów niezdecydowanych. Dyskusję zainicjowała senatorka Norma Durango z koalicji Frente de Todos, powstałej, by wspierać obecnego prezydenta. Mówiła, że choć sama jest przeciwko aborcji i nigdy jej nie miała, to zakaz niczego nie załatwi, nie sprawi, że aborcje znikną. Nadal będą przeprowadzane, tyle że w niebezpiecznych warunkach, tak jak dzieje się to teraz. „Jako matka dwójki dzieci muszę podkreślić: niechciane macierzyństwo to złe macierzyństwo”, mówiła. Nie wszystkie wypowiedzi były merytoryczne. Senator Dalmacio Mera, co ciekawe, również wywodzący się z rządzącej centrolewicowej koalicji Frente de Todos, odwołał się do przykładu z… XIV w. „W 1315 r., kiedy wielka susza nawiedziła Anglię, królowi Edwardowi II poradzono wybicie połowy świń i zabicie połowy populacji. 700 lat później znowu szukamy rozwiązania w zabijaniu”, mówił. Senatorka Nancy González stwierdziła, że zagłosuje „za”, tak aby Argentyna mogła odciąć się raz na zawsze od mrocznych czasów wykonywania nielegalnych aborcji w podziemiu i zapobiec śmierci wielu kobiet. „Od

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 04/2021, 2021

Kategorie: Świat