Zwyciężył perfekcjonista

Zwyciężył perfekcjonista

Będę musiał pracować jeszcze więcej niż dotąd – zapowiada Seong-Jin Cho

Po występie Koreańczyka Seong-Jin Cho w drugim etapie konkursu jeden z komentatorów radiowych użył entuzjastycznego określenia, które zapadło w pamięć: majstersztyk artyzmu! Wtedy jeszcze nikt nie typował 21-letniego pianisty na zwycięzcę i złotego medalistę, do tej roli aspirowali inni uczestnicy turnieju. Dziś jednak trzeba uznać, że były to słowa prorocze.
Wydaje się, że decyzja jurorów zaskoczyła także samego zwycięzcę, bo zaraz po ogłoszeniu listy laureatów powiedział skromnie: – Trochę się obawiam, nie wiem, czy zasłużyłem na tę nagrodę. Nie chcę, by ludzie pomyśleli, że mi się nie należała. Boję się zwłaszcza przyszłych koncertów, bo słuchacze będą chcieli się przekonać, czy rzeczywiście gram jak zwycięzca. Teraz więc będę musiał pracować jeszcze więcej niż dotąd, aby udowodnić, że to prawda.

„Gangnam Style” nie tańczę

Przy perfekcjonizmie koreańskiego muzyka praca włożona w przygotowanie trudnego programu konkursu już do tej pory musiała być kolosalna, a on obiecuje pracować jeszcze więcej… Pozostali uczestnicy, może nawet piękniej grający czy kształtujący frazę oryginalniej niż Seong-Jin Cho, mieli na różnych etapach swoich prezentacji drobne wpadki, nietrafione klawisze bądź pominięte nuty. Pianiście z 10. numerem startowym to po prostu się nie zdarzyło, co brzmi wręcz niewiarygodnie. Potknięcia tego typu miewali najwięksi, z Arturem Rubinsteinem na czele, bo człowiek to nie komputer. A Seong-Jin Cho? Czy to może grająca maszyna?

Artysta zgodził się specjalnie dla PRZEGLĄDU odpowiedzieć na kilka pytań pozamuzycznych, które dowodzą, że nie tylko ćwiczenie pasaży i akordów jest jego zajęciem. Zapytaliśmy, jakie miejsca w Warszawie najbardziej mu się podobały, i otrzymaliśmy całkiem obszerną wypowiedź, świadczącą o tym, że miał sporo czasu, aby zobaczyć stolicę. Szczególnie interesowały go oczywiście te związane z Chopinem, np. pomnik w Łazienkach czy kościół św. Krzyża z sercem kompozytora, nie mówiąc już o grających ławeczkach.

– A czy widziałeś już miejsce urodzenia Chopina w Żelazowej Woli?
– Ależ tak, nawet dawałem tam recital. Tak na marginesie – Seong-Jin Cho grał także kilka lat temu w Dworku Chopina w Dusznikach-Zdroju.

Wystarczyło czasu na jeszcze jedno pytanie, czy lubi tańczyć do muzyki największego przeboju koreańskiego popu „Gangnam Style”. Tu pianista uśmiechnął się zawadiacko: – Znam ten przebój, zresztą nie tylko ja, bo zrobił karierę światową, ale nie tańczyłem tego i nie tańczę.

Werdykt w bólach

Końcówka obrad jury XVII konkursu jak zwykle się przeciągała, bo tak jak publiczność miała swoich idoli, również w jury ścierały się rozmaite głosy. Telewizja pokazała po godz. 22, że uważana za najważniejszą postać w tym gremium Martha Argerich opuszcza salę obrad i siada w fotelu sali koncertowej, potem podchodzi do niej Artur Szklener, dyrektor konkursu, a zarazem szef Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, i pokazuje na iPadzie listę propozycji nagród. Później podobno unieważniono tę listę, odbyło się ponowne głosowanie i wyszło na to samo. Ale było już sporo po północy.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 44/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy