Czy przyszłość ma lewicę?

Czy przyszłość ma lewicę?

Rozmyślania w „Kuźnicy”: co się stało z lewicą w skali globalnej Co powiem, będzie heretyckie; nawiasem mówiąc, wolę herezję od ortodoksji, bo historia jest cmentarzyskiem ortodoksji, a dzisiejsze herezje jeszcze na wyniesienie do rangi ortodoksji czekają… Chciałbym zastanowić się nad tym, co się właściwie z lewicą stało. Dlaczego znalazła się w tak głębokim kryzysie i jakie są szanse, że się stamtąd wydostanie. Tych kilka nieuporządkowanych refleksji to także spełnienie pewnego mojego marzenia: mówienia o tych sprawach w środowisku, które ciągle jeszcze trwa w trosce o te co mniej apetyczne, wołające o pilną i nieustającą naprawę, cechy świata – w trosce, jaka sprowadziła poniektórych do „Kuźnicy” 40 lat temu. To prawda, że spada liczba ludzi, którzy na pytania ankieterów odpowiadają, że mają poglądy lewicowe. Nie jest to jednak najważniejszy aspekt kryzysu. Są i inne, o wiele poważniejsze. W jednym zdaniu zawarł je parę lat temu ówczesny kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Stwierdził on, iż nieprawdą jest, jakoby istniała „ekonomika kapitalistyczna” i „socjalistyczna”, i że, jego zdaniem, istnieje jeno ekonomika dobra albo zła. Taka opinia wyraża pogląd, że w gruncie rzeczy lewica nie ma już światu nic od siebie do zakomunikowania poza tym, że chce uczyć się od ich głosicieli zasad kapitalistycznego rynku, by wcielać je w życie sprawniej i gorliwiej, niż to czynili ich projektanci i dotychczasowi praktycy. W tym samym mniej więcej czasie, a dokładnie 9 czerwca 2009 r., José Saramago, wielki człowiek, wybitny portugalski pisarz, zanotował w swoim dzienniku, że „ruch, który w przeszłości reprezentował jedne z największych nadziei ludzkości, z czasem stracił rolę, jaką dotąd odgrywał”. I podsumowuje tę swoją obserwację zdaniem, że ów ruch „sprzedał się prawicy”! To gorzkie stwierdzenie, bo przecież nie idzie tu o jakieś doraźne zmiany kursu politycznego czy o zmianę poglądów któregoś z intelektualnych autorytetów, ale o coś znacznie poważniejszego. Gdy nam coś w praktykach ruchu się nie podoba, naszym pierwszym odruchem jest żądanie zmiany jego przywódców. Obserwuję takie rozważania choćby obecnie w polskiej prasie: kto z pretendentów do lewicowego przywództwa ma większe szanse albo czy pomaszerują 1 maja razem czy osobno… Ba, gdyby sprawy były tak proste i łatwo było z zapaści się wykaraskać. Niestety, są i tak głębokie przyczyny zapaści, jakich kadryl na szczycie sam przez się nie sięgnie. Próbę odpowiedzi na pytanie, co stało się z lewicą w szerokiej, globalnej skali, chciałbym przedstawić w kilku punktach. Pierwszy z nich to refleksja na temat konsekwencji zniknięcia komunizmu z areny politycznej. Praktycznie od końca XIX w. to komunizm ustalał porządek dzienny dla reszty politycznego świata. Komunizm był punktem odniesienia, na który z nadzieją lub niepokojem, ufnie lub podejrzliwie reszta świata spoglądała, z tego, co zobaczyła, wyciągając wnioski, co jej robić należy. To właśnie komunizm narzucił reszcie świata podjęcie, z entuzjazmem czy bez niego, takich zadań jak walka z niedolą, upokorzeniem i upośledzeniem ludzkim, jak właściwa rekompensata za rolę klasy robotniczej w procesie tworzenia ludzkich bogactw, jak problemy społecznej równości i sprawiedliwości, prawa do edukacji dla wszystkich, powszechnego prawa do opieki zdrowotnej, bezpiecznej starości czy ubezpieczenia społecznego na wypadek poniesionej indywidualnie życiowej klęski. Wielki to był „porządek dnia” i o jego wadze nie decydowały tylko siła militarna systemu czy istnienie granic najeżonych rakietami. Już znacznie wcześniej, od chwili, gdy „widmo komunizmu” zaczęło krążyć nad Europą, świat musiał się z lewicą liczyć i robić wszystko, by zmierzyć się z ową alternatywą, poczytując ją za śmiertelne dla siebie niebezpieczeństwo. I trzeba przyznać, że owa „reszta świata” robiła to z większym powodzeniem niż komunizm sam! Wprowadzenie praw fabrycznych, polepszenie bytu robotników, podniesienie standardu życia, zalegalizowanie organizacji robotniczej samoobrony, ruchów społecznych powodowanych owymi socjalistycznymi pragnieniami, to wszystko miało na celu zmniejszenie groźby przewrotu komunistycznego, której spełnienia nagminnie się w przeciwnym wypadku na Zachodzie spodziewano. W rezultacie (jak to ujął ostatnio Roberto Toscano, włoski socjolog polityczny, który spędził większość życia jako dyplomata – był m.in. ambasadorem w Iranie w czasie najgorętszych wydarzeń rewolucyjnych, a teraz wykłada w Madrycie) komunizm był bardzo dobrą rzeczą dla wszystkich ludzi, z wyjątkiem tych, którzy mieli pecha żyć w jego systemie… Tak czy inaczej, to właśnie komunizm wyznaczał porządek dzienny przemian społecznych na świecie. Dziś sytuacja

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2012, 36/2012

Kategorie: Opinie