Nikt nie chce być neoliberałem

Nikt nie chce być neoliberałem

Redaktor Piotr Miączyński w tekście „Pół Polski żyje na minusie” w „Gazecie Wyborczej” (8 grudnia 2021) napisał, że nie wie, co to jest neoliberalizm. Wcześniej podobnie mówili Łukasz Pawłowski z „Kultury Liberalnej” (bardzo mnie tym zaskoczył, ceniłem bowiem dotąd jego wiedzę) oraz Wojciech Maziarski i Witold Gadomski z „Wyborczej”. To dziwne. Wszyscy wszak reprezentują w publicystyce neoliberalne podejście (najmniej może Pawłowski, umiarkowany liberał), ale jednocześnie twierdzą, że nie wiedzą, czym jest neoliberalizm (?). Byliby oni zatem trochę jak Pan Jourdain Moliera, co to nie wiedział, że mówi prozą? Wierzyć się nie chce. Tym bardziej że literatura na temat neoliberalizmu jest ogromna, częściowo dostępna także u nas (są to prace światowej czołówki naukowej: Josepha Stiglitza, Davida Harveya, Naomi Klein, Thomasa Piketty’ego, Colina Croucha, Tima Jacksona; niestety wciąż brakuje prac wybitnego znawcy dziejów instytucjonalnych oraz zawartości ideowej neoliberalizmu – Philipa Mirowskiego). Wynika z niej jednoznacznie, że neoliberalizm to doktryna ekonomiczna i społeczna, która ukonstytuowała się przede wszystkim za sprawą tzw. austriackiej szkoły w ekonomii (Ludwig von Mises), a potem rozwijana była przez wybitnego filozofa i teoretyka ekonomii, noblistę (1974) Friedricha Augusta von Hayeka, w Stanach Zjednoczonych zaś przez tzw. szkołę chicagowską z Miltonem Friedmanem na czele (laureatem Nagrody Nobla z ekonomii w 1976 r.). Założenia neoliberalizmu – rynek najlepszym i niezawodnym regulatorem stosunków ekonomicznych, dlatego dobre są nawet monopole, jeśli tylko powstają w wyniku jego swobodnego działania; państwo jest akceptowalne jedynie jako państwo minimum; społeczeństwo to jedynie agregat jednostek; prywatna własność jest zawsze najlepsza, dlatego należy dążyć do prywatyzacji wszystkiego poza systemem sprawiedliwości, policją i armią; państwo socjalne i jakiekolwiek planowanie to wstęp do totalitaryzmu; nierówności są dobre, bo świadczą o istnieniu wolności gospodarczej; bogactwo skapuje z góry na dół, dlatego nie należy bogatych obciążać podatkami wykraczającymi poza niezbędne minimum pozwalające na utrzymanie państwa minimum; związki zawodowe to samo zło, ponieważ szkodzą pracodawcom, a w ten sposób i samym pracownikom; płaca minimalna jest z definicji szkodliwa dla rynku pracy, gdyż powoduje przyrost bezrobocia; każdy jest kowalem swego losu, nie należy zatem narzekać na swoje niepowodzenia i zrzucać ich na karb warunków życiowych, takich jak pochodzenie rodzinne, miejsce zamieszkania, stan zdrowia itd. – były krzewione w różnych zakątkach świata przez powstałe w 1947 r. w Szwajcarii Mont Pèlerin Society. Praktykę ekonomiczną neoliberalizmu wprowadzali w życie (na szczęście niekonsekwentnie) Ronald Reagan w USA i Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii, ale najpierw została przećwiczona w Chile po zamachu stanu Pinocheta (1973), gdy gospodarkę chilijską nadzorowali tzw. Chicago boys, czyli ekonomiści chilijscy wykształceni na University of Chicago (skądinąd Pinocheta poparli zarówno Hayek, jak i Friedman).

W Polsce jednym z pierwszych manifestów neoliberalizmu była książka Janusza Lewandowskiego z 1989 r. (wydanie podziemne) „Neoliberałowie wobec współczesności”. Artykułowała ona poglądy tzw. liberałów gdańskich. Neoliberalizm znalazł wyraz zarówno w czasach transformacji, jak i później w polityce ekonomicznej wszystkich sił politycznych, w tym partii nominalnie lewicowych (!). Popierany był też przez większość środowiska ekonomicznego w Polsce, co było efektem długotrwałej hegemonii neoliberalizmu w tej nauce – wszak jego amerykańscy przedstawiciele seryjnie dostawali Nagrody Nobla, skończyło się to dopiero po kryzysie 2008 r. Tyle fakty.

A teraz to dziwne zaprzeczanie istnieniu neoliberalizmu. Mam tu pewne podejrzenie. Otóż opinia na temat tej orientacji ekonomicznej i społecznej (bo to coś znacznie więcej niż tylko ekonomia) jest dziś słusznie tak negatywna, że nikt nie chce być neoliberałem. Charakterystyczna jest tu zmiana tytułu książki Janusza Lewandowskiego, która w kolejnym wydaniu z roku 2013 uzyskała tytuł „Liberalizm a współczesność”, mimo że w jej treści nie zaszły żadne fundamentalne zmiany, nadal jest to pochwała poglądów Hayeka i inspirowana nimi krytyka takich „socjalistycznych” wynalazków jak państwo socjalne. I tak oto na naszych oczach dokonuje się pewna sztuczka: żarliwi neoliberałowie wypierają się powinowactwa swoich poglądów z neoliberalizmem lub zaprzeczają jego istnieniu, choć nadal żywią neoliberalne poglądy. Nie powinniśmy dać się na to nabrać. A co do klasycznego liberalizmu, to z pewnością jego ojcowie założyciele – John Locke, Adam Smith i John Stuart Mill – przewracają się w grobie, gdy próbuje się ich wrzucić do jednego worka z Friedmanem i Hayekiem. Wystarczy poczytać ich dzieła, aby uzyskać co do tego pewność.

Wydanie: 9/2022

Kategorie: Andrzej Szahaj, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy