Archiwum
Barcelona chce rozwodu
Referendum nie było wiążące, ale miliony Katalończyków opowiedziały się za niepodległością W tym referendum od początku jasne były dwie rzeczy: że wygrają zwolennicy niepodległości i że nie będzie ono wiążące. 9 listopada Katalończycy odpowiadali na również dwa pytania: „Czy chce pan/pani, żeby Katalonia była państwem?”, a jeśli tak, to „Czy chce pan/pani, żeby była niepodległa?”. Wynik nikogo nie zaskoczył – ok. 80% głosujących opowiedziało się za pełną niepodległością Katalonii, a dalsze 10% za niepodległością przy zachowaniu bliskich związków
Polak, Turek – dwa bratanki?
Nasza gospodarka będzie potrzebowała siły roboczej z zewnątrz. Jej źródłem może być Turcja Mamy za sobą sześć wieków relacji polsko-tureckich. Były to lata górne i chmurne. Rodzi się oczywiste pytanie: czy te 600 minionych lat może mieć wpływ na przyszłe stosunki między Polską a Turcją? Doświadczeni futurolodzy mówią, że w sytuacji teraźniejszej zawsze tkwią elementy z przeszłości, a każda wiarygodna prognoza musi uwzględniać minione doświadczenia. Nie ma zatem powodu, by w XXI w. stosunki polsko-tureckie
Ambitne wańki-wstańki osiągają najwięcej – rozmowa z Tomaszem Bagińskim
Jeśli ktoś ma odrobinę samozaparcia, jest w stanie nauczyć się wszystkiego Tomasz Bagiński – reżyser i animator, nominowany do Oscara za film „Katedra”, autor popularnej w internecie „Ambicji” W internecie święci triumfy twój najnowszy filmik „Ambicja”. Można go odczytać jako fantastyczną wizję powstania wszechświata. – Przed wrzuceniem go do sieci strasznie się denerwowaliśmy, jak zostanie przyjęty przez widzów. Obawy były niesłuszne. Na dwóch głównych portalach jest już ponad milion odsłon. Zbieramy też dobre recenzje.
Co dwa dni nowa ustawa
Z namnażaniem się prawa nie radzą sobie nie tylko laicy, ale nawet zawodowi prawnicy Inflacja prawa to potoczna nazwa zjawiska w procesie legislacyjnym polegającego na tworzeniu nadmiernej i niewspółmiernej do potrzeb liczby przepisów prawnych. W ubiegłym roku polski Dziennik Ustaw miał 1742 pozycje, a co dwa dni w życie wchodziła nowa ustawa. Z takim namnażaniem się prawa nie radzą sobie nie tylko laicy, ale nawet zawodowi prawnicy. Dla porównania: w 1919 r. Dziennik Ustaw kraju, który dopiero co odzyskał niepodległość i musiał uregulować wszystko,
Przeciw klerykalizacji Polski
Lewica popiera apel naukowców, prawicę on oburza, a rządząca koalicja jest zadowolona z obecnego stanu. 17 października w „Gazecie Wyborczej” został ogłoszony apel przeciw klerykalizacji kraju skierowany do władz Rzeczypospolitej Polskiej. Wystosowała go grupa naukowców, m.in. profesorowie: Ewa Łętowska, Stanisław Obirek, Wiktor Osiatyński, Janusz Reykowski, Henryk Samsonowicz, Jan Strelau, Jerzy Szacki, Andrzej Walicki oraz autor tego tekstu. Apel poparło ok. 25 tys. osób. Idea apelu zrodziła się w związku
Bona – królowa z żyłką do interesów
Stała się najbogatszą kobietą w historii Polski i jedną z największych krezusek swojej epoki Wyścig ze śmiercią Pierwszy sukces przyszedł dużo szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Nie minęły dwa lata, a Litwini okrzyknęli małego Augusta swoim władcą. W obliczu faktów dokonanych Polacy nie mieli wyboru. W grudniu 1529 r. sejm w Piotrkowie zdecydował o wyniesieniu siedmioletniego królewicza na tron. Po raz pierwszy w dziejach Polska miała dwóch monarchów jednocześnie. Zaskoczony podkanclerzy koronny Piotr Tomicki donosił
DOBRY WIECZÓR JAZZ
DOBRY WIECZÓR JAZZ to nowy cykl koncertów na deskach Novej Sceny Teatru Muzycznego Roma. Co miesiąc prezentować bedziemy starannie dobrane i wyszukane koncerty artystów z Polski i z zagranicy, pokażemy kolorowe oblicza jazzu, rozbudzimy Państwa muzyczne zmysły. Opiekunem
Kwiz z nagrodami
Zapraszamy do wzięcia udziału w kwizie z nagrodami. Wiedza pomocna w udzieleniu odpowiedzi na pytania zawarta została w dodatku ABC Bankowości w drukowanym wydaniu tygodnika „Przegląd” jak też na naszej stronie internetowej.Wśród osób, które udzielą prawidłowych odpowiedzi, rozlosujemy
Prywatyzacja, likwidacja…
Czy Polska była skazana na plan Balcerowicza? Historycy mają niemały problem z odpowiedzią na pytanie, jak doszło do transformacji ustrojowej w Polsce. O ile historia polityczna doczekała się już wielu opracowań tamtego okresu, o tyle nadal brakuje wyjaśnienia przyczyn i przebiegu radykalnych przemian w gospodarce. Referaty wygłoszone na konferencji pt. „Zakłady pracy na Mazowszu w okresie transformacji po 1989 roku”, zorganizowanej przez Zarząd Mazowiecki Stowarzyszenia „Pokolenia”, z pewnością ułatwią opisanie przemian, które zaczęły się jeszcze przed utworzeniem rządu
Obywatel śmieszy i straszy – rozmowa z Jerzym i Maciejem Stuhrami
Przez 20 lat nie możemy wyzwolić się z Obywatela Piszczyka, z niedoróby, to jest nasza wada
Jerzy Stuhr – (ur. w 1947 r.) jeden z najwybitniejszych aktorów polskich. Popularność i uznanie przyniosły mu role teatralne, np. w „Kontrabasiście” i „Rewizorze”, a także w takich filmach jak „Wodzirej”, „Amator”, „Seksmisja”, „Obywatel Piszczyk” czy „Kiler”. Ale to tylko drobny wycinek z bogatego dorobku Jerzego Stuhra, który zajmuje się także reżyserią (m.in. „Spis cudzołożnic”, „Historie miłosne”, „Tydzień z życia mężczyzny”). Niedawno na ekrany wszedł jego najnowszy film „Obywatel”, uhonorowany Nagrodą Specjalną Jury na 39. Festiwalu Filmowym w Gdyni, w którym Jerzy Stuhr również zagrał główną rolę wraz z synem Maciejem.
Lubi pan Jana Bratka [bohatera filmu „Obywatel” – przyp. red.]?
– Jego los to komediowe rozliczenie mojego pokolenia. I mojego życia z historią Polski w tle. Było moim zdaniem bardzo ciekawe. Podoba się pani film?
Śmiech grzęźnie w gardle, proszę pana.
– Właśnie to mnie zaniepokoiło po pierwszym seansie kolaudacyjnym. Wielu znajomych zwróciło mi uwagę, że zapowiadałem rozliczeniową komedię o historii Polski, a wyszło trochę smutno. Przez 20 lat nie możemy wyzwolić się z Obywatela Piszczyka, z niedoróby, to jest nasza wada.
Krysia Janda złapała mnie po pokazie: „Jezu, jaka ta Solidarność u ciebie była marna”. No taka, Krysiu, była, czasem i marna – odpowiedziałem.
Ale przecież jednocześnie była wielka. Na legendę Solidarności chętnie bym chuchała.
– Ależ ja filmuję to, czego doświadczyłem, nie tylko w środowisku aktorskim. I zapewniam – w zakładach mleczarskich, do których w wyniku zawirowań trafia mój bohater Jan Bratek, Solidarność mogła być właśnie taka. „Janek, ty w mleczarskim środowisku żeś jest legendą” – mówią do Bratka koledzy ze zmiany. A on kolejny raz zaplątuje się w wielką historię. Kiedy pracowałem nad scenariuszem, obejrzałem po raz kolejny „Eroicę” Andrzeja Munka. Podpisałbym się obiema rękami. Jego Duduś zaplątany w niejasne strategiczne decyzje wojenne, jacyś Węgrzy chcą mu sprzedać czołg, nagle, nie wiedząc o tym, staje się emisariuszem. Historia miota nim tak jak moim Bratkiem. Od połowy lat 50. aż do 2014 r.
Pan należał do Solidarności, a nawet sprawował w niej funkcje. Czy w 1980 r. też już czuł się pan zażenowany?
– Och, jaki byłem wniebowzięty! Kiedy na festiwalu w Gdyni zobaczyłem film „Robotnicy ’80”, powiedziałem sobie: Boże, idzie wolność! Mój czas! Jedziemy do Nowej Huty, na strajk, recytować! Wsiadamy w autobus – Teresa Budzisz-Krzyżanowska, ja, Anna Polony, razem z nami jechał Ryszard Kapuściński, żeby nas zobaczyć, jak w hali A7 recytujemy wiersze. Ale ten entuzjazm powolutku zaczął się wypalać.
W jakich okolicznościach?
– Pierwszy zimny prysznic to Gdańsk. Wiedziony entuzjazmem pojechałem na I Zjazd Solidarności Artystów do Teatru Wybrzeże. Przemawiali rozpolitykowani działacze: pani Halina Winiarska, Adam Hanuszkiewicz! Usiadłem skromnie na widowni, żeby się przysłuchać. Nie minęło 20 minut i już zostałem wybrany do komisji krajowej. Tylko dlatego, że miałem popularną gębę i ktoś mnie zauważył. Pomyślałem sobie: kurde, a skąd oni wiedzą, że ja się do tego nadaję? Żeby ustalać nowy regulamin, prowadzić związki zawodowe?
Kto pana wybrał?
– Gremium! Aktorzy, reżyserzy, scenografowie z całej Polski! Ktoś krzyknął: „Zgłaszam kandydaturę Jerzego Stuhra! Kto jest za?”. Gruch! – wszyscy! I jestem wybrany. A jeśli w innych ważnych dziedzinach życia też w ten sposób wybierali do władz? Zacząłem czarno to widzieć. Ale kiedy już się w tych władzach znalazłem, trafiłem i do innych komisji krajowych. Bujak ściskał mi rękę, raz nawet Wałęsa witał uroczyście. Wypychali mnie przed szereg, żeby pokazać: proszę, tacy ludzie z nami są, sam Wodzirej. Na podstawie swoich obserwacji chciałem dociec, jakie pobudki kierują działaczami w tych gremiach dowodzących, co nimi powoduje, czy tylko ideologia? Zauważyłem, że dla wielu spośród tych ludzi, tych o najbardziej ekstremalnych poglądach, najważniejsze było, żeby po prostu rozniecić zawieruchę. „Rozpierdolić wszystko, wojna, kurwa!” – wrzeszczał jakiś akwizytor z zakładów. Dla niego to była wielka szansa, żeby wszystko gruchnęło. I jeszcze – żeby go skatowali, zamknęli, żeby wszyscy to widzieli. Patrzyłem na to i ogarniał mnie chłód. To nie była już moja bajka.







