Archiwum
Co się stało?
Prezydent i sejmowa większość lekceważąca orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, łamiąca prawo powołują się na mandat społeczny. Tak, to prawda, PiS wygrało ostatnie wybory parlamentarne, ma w Sejmie i Senacie większość, utworzyło samodzielnie rząd i na dobrą sprawę nie potrzebuje nawet poparcia klubu Kukiza. Pomijam już to, że uwzględniając frekwencję w wyborach, faktycznie na PiS głosowało mniej niż 20% Polaków. W wyniku demokratycznych wyborów PiS objęło władzę i to jest fakt bezsprzeczny. Tyle że demokracja to nie samowola większości. Jak
O nieposłuszeństwie i prawie do samoobrony
Komentatorzy chaosu politycznego, którego sceną jest Polska, zwracają głównie uwagę na zagrożenia dla porządku prawnego, ryzyko zapaści gospodarczej czy niebezpieczeństwo ograniczenia swobód obywatelskich. To wszystko jest bardzo realne. Ale wydaje się, że społeczeństwo może ponieść równie duże koszty w sferze mentalno-kulturowej, gdzie jeszcze bardziej obniży się poziom zaufania, nastąpi powszechne promowanie tępego konformizmu i nagradzanie etyki poddaństwa. Te straty mogą być głębsze, ich naprawienie zaś może wymagać długiego czasu.
Obrońcy wzajemnej adoracji
Demokracji trzeba bronić. To oczywiste. Kolejnych powodów dostarcza w szybkim tempie nowa władza. Ale u nas jest niestety gorzej. Demokracji trzeba bronić także przed częścią jej dzisiejszych obrońców. Co rusz widzę kogoś, kto przez osiem lat nosił koszulkę z napisem „władza”, a teraz odwrócił ją na drugą stronę i co tam ma? Piękny napis: „Demokracja – chodźcie z nami”. Widzę ludzi, którzy świetnie sobie radzili za czasów PO i PSL. Niezwykłych farciarzy, bo jakoś fortuna ich niezwykle pokochała. Ciągle
Czy prawdziwa jest teza PiS, że Polaków nie obchodzi los Trybunału Konstytucyjnego?
Dr Jacek Kucharczyk, socjolog, prezes zarządu Fundacji Instytut Spraw Publicznych Nie trzeba być ekspertem od konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego, żeby wyrobić sobie opinię w tej sprawie. Widać po sondażach, że zdaniem większości badanych ostatnie działania PiS stanowią zagrożenie dla demokracji. Wyraźnie spada zaufanie do prezydenta i partii rządzącej. Oczywiście nie przekreśla to podziałów, ale liczba krytyków wykracza poza elektorat partii opozycyjnych. Ludzie są zaniepokojeni. Rozumieją, że jest partia, która ma większość w Sejmie, ma prezydenta, a teraz chce mieć jeszcze
Jakby mnie wszy oblazły
Teraz wyraźnie widzę, że moje ciemne pisanie do paryskiej „Kultury” w latach 90., za które byłem atakowany, a też serdecznie krytykowany, było podszyte lękiem, że stanie się to, co się stało. Tropiłem zatęchłe myślenie polskiej prawicy narodowej. Uważałem, że to śmiertelne zagrożenie dla naszej demokracji, dla naszej duchowości. Podobnie myślał Jerzy Giedroyc. Rozmawiałem z nim o tym nieraz. A Miłosz przed śmiercią zdążył mi powiedzieć: „Jeździłem trochę po Polsce i zaczynam się bać, że Smecz może mieć rację”
Wyjący z wilkami
Często, gdy się zawyje, wilki nie odpowiadają, ale po cichu przychodzą sprawdzić, kto się wydziera na ich terytorium Był piękny mroźny dzień. Świeciło słońce, a w jego promieniach skrzył się lód. Wjechałem na nartach w szeroką dolinę Narewki. Szukałem wydr, norek i bobrów, które często wyłażą na lodowe krawędzie, by się ogrzać w lutowym słońcu. Widać je z daleka, bo ich mokre futerko też błyszczy w słońcu. Ale zamiast norek, bobrów i wydr zobaczyłem narciarski ślad po drugiej stronie rzeki.
Listy od czytelników nr 51/2015
Prezydenta prawa i obowiązki Akty prawne należy czytać zgodnie z ich esencją. Oprócz art. 126 ust. 2 Konstytucji RP polecam art. 173: „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”, oraz art. 126 ust. 3: „Prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach”. W tych aktach opisano szczegółowo, co prezydentowi wolno. Nie ma tam nic o „decyzyjności czy rozstrzyganiu kwestii”, nawet „zasadniczych” związanych z konstytucją. To, komu ta kompetencja przysługuje, jest zapisane
Jak Beata Kempa pouczała Kaczyńskiego
Idąc śladem ulubionego zajęcia prawicy, zaczęliśmy również grzebać w przeszłości. A z powodu wrodzonej wredności zaczęliśmy od tejże prawicy. Nie grzebaliśmy za głęboko. Chęci starczyło na trzy lata do tyłu. I co znaleźliśmy? Na przykład liścik Beaty Kempy (wówczas Solidarna Polska) do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. I takie tam fragmenty: „…ze zdumieniem i smutkiem przyjęłam wypowiedź Pańskiego rzecznika”, „…przypominam Panu, że…”, „…zwykła przyzwoitość nakazywałaby przeprosić ministra Ziobro za skandaliczne wypowiedzi Pańskiego rzecznika…”, „proszę o zakazanie inicjowania
Kogo przytuli władza?
Będzie jak wtedy. Jednym założą podsłuchy, a drugim będą dawać kwity. W latach 2006-2007 policja podsłuchiwała kilkunastu dziennikarzy. Byli to m.in. Maciej Duda, Piotr Pytlakowski, Bertold Kittel, Wojciech Czuchnowski, Bogdan Wróblewski, Monika Olejnik i Andrzej Stankiewicz. Maciej Duda, zeznając przed sejmową komisją, mówił wprost: „Istniała też tzw. czarna lista, która podobno, podkreślam wyraźnie to słowo, miała charakter wykazu dziennikarzy, którzy mieli być nieobsługiwani przez rzeczników prokuratury, którzy mieli mieć utrudniony dostęp







