Archiwum
Folia moletowana – jak przedłużyć świeżość produktów i uniknąć błędów przy pakowaniu próżniowym?
Artykuł sponsorowany Pakowanie próżniowe nie jest już domeną wyłącznie dużych zakładów produkcyjnych. Obecnie metoda ta jest wykorzystywana powszechnie w restauracjach, stosują ją również lokalni producenci żywności czy domowi pasjonaci gotowania. Elementem często niedocenianym w procesie pakowania,
Automatyczne roboty mobilne – nowy standard w nowoczesnej intralogistyce
Artykuł sponsorowany Nowoczesne rozwiązania technologiczne są coraz powszechniej stosowane w magazynach oraz centrach logistycznych czy dystrybucyjnych. Jednym z nich są automatyczne roboty mobilne, które mogą zastąpić np. wózki ręczne czy widłowe. Pracują wydajnie i są w stanie w wielu zadaniach wyręczyć pracowników.
Ambitne kino i mocne reportaże. Gdzie w sieci legalnie szukać stacji telewizyjnych, które dają do myślenia?
Artykuł sponsorowany Nie każda telewizja musi być tłem do prasowania albo migającą tapetą w salonie. Czasem widz szuka treści, które zostają w głowie dłużej niż do końca napisów: ambitnego kina, dokumentów, reportaży, rozmów z ekspertami, programów o świecie,
Prezenty na Dzień Ojca 2026 – najlepsze pomysły dla taty, który zasługuje na coś więcej
Artykuł sponsorowany Nie każdy tata ucieszy się z kolejnego gadżetu, koszuli czy butelki dobrego trunku. Czasem znacznie lepiej działa coś, co daje wspomnienie, powoduje miłe zaskoczenie albo po prostu pozwala wyrwać się z codziennej rutyny. Jeśli szukasz
Glinoludka niewinna
Prawie dwa lata Sąd Rejonowy w Bolesławcu zajmował się zwidami prezydenta tego miasta. Poszło o Święto Ceramiki w 2024 r. A precyzyjniej o jego fragment, czyli przemarsz glinoludków. A jeszcze dokładniej o to, że wśród glinoludków mających ciała pokryte gliną była Monika „Pacyfka” Tichy, która nie miała na sobie górnej garderoby. Niesiono hasło „Wszyscy jesteśmy z tej samej gliny” na tęczowym tle. Prezydent Bolesławca poczuł się urażony. Z pewnością nie jest to gość z rozwiniętym refleksem, bo w poprzednich latach glinoludki topless jakoś mu nie przeszkadzały.
Sędzia Aleksandra Dołharz umorzyła sprawę: „To była sztuka, nie wykroczenie”.
Ronaldinho próbował sztuczek technicznych z gracją pijanego wuja na weselu
To nie jest sport dla starych ludzi. Współczesna piłka jest oparta głównie na motoryce, dlatego problem z meczami pokazowymi dawnych gwiazd futbolu polega na tym, że show z pierwszym gwizdkiem się… kończy. O ile popisy sędziwych gwiazd tenisa mają sens, bo nawet 80-latkowie, choć już z bieganiem mogą mieć kłopot i nie poruszają się po całości kortu, są jednak w stanie czarować techniką i nawet na stojąco zachwycać publiczność – piłkarz, który nie biega, zwłaszcza na pełnowymiarowym boisku, żadnej atrakcji nie uczyni. Wszelkie galowe występy piłkarskich dinozaurów mogą mieć zatem sens, o ile piłkarze nie wpadną na pomysł, aby… po prostu poważnie zagrać w piłkę na miarę swoich aktualnych możliwości.
Od kiedy mój 10-letni synek, piłkarz i fan futbolu, wywiedział się, że Ronaldinho przyjeżdża do Chorzowa, nie było zmiłuj. „Tato, to jest twoje miasto, załatwiaj bilety, jedziemy”. Antek kojarzy nazwiska gwiazd futbolu, które zakończyły karierę, zanim się narodził, za sprawą najpopularniejszej gry piłkarskiej – każdego dnia w wolnej chwili łapie za pada i rozgrywa kolejne „tryby kariery” w Fifie. Można sobie dobierać graczy z jedenastki legend, tutaj służy pomocą stary ojciec, żeby nie było wtopy, bo oprócz najsłynniejszych w rodzaju Pelégo czy Maradony pojawiają się gracze nieco mniej dzisiaj znani, choć równie wybitni. „Tato, kogo mam wziąć na prawą obronę, Maicona, czy Salgado?”, zwykł w takich razach pytać Antek, a ja po raz pierwszy mogłem mu odpowiedzieć: „Nie musisz wybierać, przyjadą obaj”.
Do Chorzowa ściągnęła galaktyka dawnych mistrzów, aby pod kapitanatem Francesca Tottiego i samego Ronaldinha rozegrać mecz gwiazd. Poziom sportowy zmilczmy. Bardziej mi poprawia humor Luka Modrić jako najstarszy czynny lider środka pola w europejskim Top 5 niż emeryci podupadli na zdrowiu i duchu, zaproszeni na bal nieumarłych. Zaiste, to był zombie futbol. Mniejszość, do której należał choćby Javier Saviola, niedługo po zakończeniu kariery jest wciąż w sportowej formie –
Argentyńczyk skończył mecz hat trickiem, Fabio Capello go zdjął po kilkunastu minutach, bo pojawiło się zagrożenie, że nader żwawy Saviola zepsuje zabawę, w pojedynkę dokonując egzekucji. Reszta panów raczej nie nadążała.
Antek po pierwszych minutach spytał, czy oni już grają, czy wciąż się rozgrzewają, kumpel geriatra wyszedł w przerwie
Tusk nie ufa Trumpowi, Kaczyński i Nawrocki wierzą mu całkowicie
Ameryka Trumpa czy Europa? Spór o polską politykę zagraniczną, który znów rozgorzał po wywiadzie Donalda Tuska dla „Financial Timesa”, wykracza poza codzienną polityczną bijatykę.
Zacznijmy od Tuska. Powiedział w wywiadzie, że „największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach”. Tłumaczył: „Dla całej wschodniej flanki, moich sąsiadów… pytanie brzmi, czy NATO jest nadal organizacją gotową, zarówno politycznie, jak i logistycznie, do reagowania, np. przeciwko Rosji, gdyby ta próbowała zaatakować”. I podkreślał: „To naprawdę poważna sprawa. Mam na myśli perspektywę krótkoterminową, raczej miesiące niż lata”.
Zaznaczył przy tym, że Waszyngton traktuje Polskę jako jednego z najlepszych i najbliższych europejskich sojuszników. „Jednak kluczowe byłoby, jak zadziałałoby to w praktyce, gdyby »coś się wydarzyło«. Chciałbym wierzyć, że art. 5 NATO nadal obowiązuje, ale czasami, oczywiście, mam z tym pewne problemy”, kontynuował, zastrzegając, że nie chce być zbytnim pesymistą, lecz dziś potrzeba też „praktycznego kontekstu”.
Jakiego? Premier przypomniał przypadek wejścia w polską przestrzeń rosyjskich dronów. „Miałem pewne problemy tej wrześniowej nocy, kiedy doszło do tej dość poważnej prowokacji z użyciem dronów ze strony Rosjan. Nie było mi łatwo przekonać naszych partnerów z NATO, że nie był to przypadkowy incydent, lecz dobrze zaplanowana i przygotowana prowokacja”.
Na te wypowiedzi zareagował Jarosław Kaczyński, pisząc na platformie X: „Kolejny raz Tusk dał się podpuścić i wykonał dyspozycje z Berlina, atakując Amerykanów i de facto podważając sens art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, który gwarantuje wzajemną, sojuszniczą obronę. Tusk niszczy relacje polsko-amerykańskie, a w tym czasie Niemcy zacieśniają współpracę z Amerykanami nad koncepcją NATO 3.0”.
Tuska zaatakował również Karol Nawrocki – domagając się informacji, czy Rosja zagraża Polsce w perspektywie najbliższych miesięcy…
By ten spór lepiej naświetlić dodajmy jeszcze jedną wypowiedź, tym razem prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Podczas rozmowy z premierem Grecji Kiriakosem Mitsotakisem wezwał Europę do odrodzenia się i odbudowy swoich wpływów. „Nie powinniśmy lekceważyć faktu, że to wyjątkowy moment, w którym prezydent USA, prezydent Rosji i prezydent Chin są zdecydowanie przeciwni Europejczykom”, mówił.
Macron ma rację. Mamy nową rzeczywistość międzynarodową i musimy się do niej dostosować. Stany Zjednoczone Donalda Trumpa de facto zerwały solidarność transatlantycką. Polityka sojuszy została zastąpiona polityką transakcyjną. Trump nazywa NATO „papierowym tygrysem”, nic nieznaczącym bez USA. Nie ukrywa rozczarowania tym, że Europa nie poparła go w wojnie z Iranem.
Warto zwrócić uwagę na komentarz Białego Domu po wywiadzie Tuska. Po pierwsze, pomija on sprawę art. 5. Po drugie, zawiera ciąg pretensji. „Prezydent Trump jasno wyraził rozczarowanie NATO i innymi sojusznikami. Stany Zjednoczone utrzymują w Europie tysiące
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Cynicy czy wspólnicy?
Jaki numer musi jeszcze wywinąć Radosław Piesiewicz, skompromitowany prezes PKOl, by go wreszcie świat sportu pogonił? Piesiewicz tak się przywiązał do prezesury, że będzie bronił swoich ogromnych apanaży, póki go nie wyniosą z fotelem na ulicę. Kto w PKOl stoi za tym koszmarnym wynalazkiem PiS? Cezary Kulesza, prezes PZPN, Marek Leśniewski, prezes Polskiego Związku Kolarskiego, szefowie kajakarzy, badmintona i hokeja na trawie. I Andrzej Supron, członek zarządu PKOl. Legenda świata zapasów, trzykrotny olimpijczyk i multimedalista bardzo aktywnie broni Piesiewicza. Aż trudno uwierzyć, że tu też może chodzić o profity z Zondacrypto. A o co chodzi Grzegorzowi Bachańskiemu, prezesowi Polskiego Związku Koszykówki? Zbyt bliskie kontakty i interesy z Piesiewiczem?
Od początku było wiadomo, że taki typ jak Piesiewicz nigdy nie powinien trafić do PKOl. Jego miejsce jest tam, skąd trudno wyjść bez przepustki. Prokuratura będzie miała przy nim dużo roboty.
CPK – Chroniczne Pomniejszanie Kosztów
Miało być „dobrowolnie” i „na korzystnych warunkach”, a coraz częściej mówi się o krzywdzie mieszkańców
Mieszkańcy terenów wywłaszczanych pod budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego alarmują, że wyceny odszkodowań są zaniżane. Sprawę opisywaliśmy już w czerwcu ub.r., w nr. 24 („CPK. Codziennie Polityczne Kłamstwa”). Wspomniany wtedy Program Dobrowolnych Nabyć (PDN) jest obecnie zamknięty, wywłaszczenia jednak trwają. Niezależność rzeczoznawców budzi zaś wątpliwości.
Sołtys objętej inwestycją wsi Skrzelewo, Kamil Szymańczak, zwraca uwagę, że do dziś dla niektórych nieruchomości nie ustalono odszkodowania. W gminie panuje zamieszanie. Szymańczak mówi „Przeglądowi”, że mimo ogłoszonego przez CPK zamknięcia PDN wciąż pojawiały się sygnały o działaniach przypominających jego kontynuację: – Gdy patrzymy na daty aktów notarialnych, okazuje się, że chociaż program był już zamknięty i CPK nie chciał negocjować z niektórymi właścicielami, to podpisywano kolejne akty notarialne, z innymi, wybranymi.
Proponowane sumy są nieadekwatne do realnych kosztów odbudowy życia w nowym miejscu. Jako przykład Kamil Szymańczak podaje wycenę domu o powierzchni 240 m kw. na 900 tys. zł. Tymczasem postawienie takiego domu to koszt ok. 1,8 mln zł. Odpowiadając na zarzuty, spółka CPK podkreśla, że zaliczki na poczet odszkodowań są wypłacane szybko i w wysokości 85% kwoty ustalonej przez organ administracyjny.
Według sołtysa Skrzelewa problem leży gdzie indziej: istnieje cały system zaniżania wycen. – Trudno określić skalę niedoszacowania odszkodowań. Z punktu widzenia mieszkańców mechanizm niekorzystnego wyceniania jest powtarzalny. Po pierwsze, w większości przypadków
k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl
Tam, gdzie mgła staje się rzeką
Lasy mgliste w Andach to jedne z najbogatszych ekosystemów na Ziemi
Lasy mgliste tworzą rzeki. Rosną wyżej niż lasy deszczowe, zazwyczaj na wysokości pomiędzy 900 a 2400 m n.p.m. Pośród gwałtownych krajobrazów, kreślonych graniami, grzbietami i dolinami. Wysokość sprawia, że są chłodniejsze niż lasy deszczowe, a bogata rzeźba terenu sprzyja narodzinom rzek wartkich, płytkich, o krystalicznie czystych wodach w kamiennych korytach – w przeciwieństwie do wolniejszych, znacznie bardziej zamulonych rzek na nizinach.
Wysokość i chłód przyczyniają się do powstawania chmur. Wilgotne powietrze, pchane ku górze przez ukształtowanie terenu, się ochładza, a osiągnąwszy punkt rosy, zamienia w mgłę spowijającą las przez okrągły rok. Mgła ogranicza bezpośrednie nasłonecznienie, spowalniając w drzewach proces transpiracji i zatrzymując więcej wody w ekosystemie leśnym.
Ponieważ mgła przenika całą bryłę lasu, sunąc po podłożu i pnąc się aż po korony, między pniami, wnikając w najmniejszy nawet zakamarek, powierzchnia, na której może dochodzić do skroplenia, osiąga maksymalne rozmiary. A z racji tego, że lasy mgliste znamionuje niebywała gęstość epifitów („roślin powietrznych”, rosnących na innych roślinach), powierzchnia ta okazuje się niezmierzona. Wątrobowce, mchy, paprocie, storczyki, porosty i bromelie oblepiają drzewa na tyle, że jedno większe drzewo porastać mogą setki, a czasem nawet tysiące innych roślin, gęściej nawet niż w niektórych lasach deszczowych.
Niczym przedzierający się przez mgłę brodacz, na którego zaroście osiadają krople wody, epifity lasu mglistego działają na podobieństwo kondensatorów wilgoci. To, co się na nich osadza, skapuje następnie z wolna na ziemię w postaci wody. Tego rodzaju łagodne, nieustające spływanie przez biologów nazywane jest „skraplaniem mgły” bądź „opadem mglistym”. To właśnie pozwala lasom mglistym podtrzymać przepływ wody w strumieniach nawet podczas suszy. Dlatego inną nazwą lasu mglistego jest „las wodny”. Dlatego rzeki i las mglisty są nierozerwanie ze sobą związane: rodzą się nawzajem.
Wnętrze lasu mglistego przypomina parujący, jarzący się piec zieleni. Zagłębianie się weń jest jak przedzieranie przez nasiąknięty wodą mech, jak gdyby ktoś zmniejszył nas do rozmiarów owada – tak sobie to wyobrażam. (…)
Lasy mgliste to jedne z najbogatszych w gatunki środowisk na Ziemi. Choć pokrywają mniej niż 0,5%powierzchni lądów, zamieszkuje je ok. 15% wszystkich znanych nam gatunków. Na powierzchni 1 ha lasu mglistego może rosnąć 400 gatunków drzew, czyli niemal połowa tego, co w całych Stanach Zjednoczonych. Najbardziej bioróżnorodne lasy mgliste znajdują się na obszarze równikowym Andów, gdzie sąsiedztwo Pacyfiku i Andów wspinających się w odległości zaledwie tysiąca kilometrów od brzegu oceanu na wysokość przeszło 6 km nad jego poziomem, tworzy niesamowite bogactwo i różnorodność życia.
W ostatnich dekadach jednak pod wyrąb, rolnictwo, zabudowę i górnictwo przeznaczono miliony hektarów tych lasów. Od 2001 do 2018 r. zniknęło z powierzchni Ziemi ponad 2% lasów mglistych na świecie; w Andach aż 8%. Obowiązujące przepisy zdołały spowolnić, lecz nie powstrzymały całkowicie ich niszczenia, a znaczną część strat poniósł właśnie Ekwador.
Najbardziej katastrofalną w skutkach i nieodwracalną formą ingerencji w las mglisty jest przemysłowe wydobycie metali. Na potrzeby odkrywkowego wydobycia złota i miedzi, głównej metody stosowanej dziś na terenie północnych Andów, trzeba najpierw ogołocić z drzew teren przyszłej kopalni, a następnie poprzecinać go siecią dróg dla ciężkich maszyn. Dynamit rozsadza skałę macierzystą, koparki zbierają odłamek po odłamku, ciężarówki urobek wiozą do kruszarek, gdzie miele się go na drobny proszek, miesza się
Fragmenty książki Roberta Macfarlane’a Czy rzeka żyje?, przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2026








