Archiwum

Powrót na stronę główną
Felietony Jan Widacki

Baczność! Równaj w prawo!

Spokojna, wyważona wypowiedź wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Andrzeja Szeptyckiego, w której porównał żołnierzy UPA do naszych „żołnierzy wyklętych”, wywołała burzę. Szeptycki nie powiedział nic złego, w szczególności nieprawdziwego. Powiedział, mówiąc w skrócie, że tak jak jedni i drudzy walczyli z Sowietami, za co w swoich narodach zdobyli uznanie, jedni i drudzy robili też rzeczy niegodne, które ich narody im wybaczają, na które przymykają oko.

Można dyskutować, czy zestawienie było trafne. Czy skala zasług obydwu formacji i skala popełnianych przez nie zbrodni była porównywalna. Czy ci pierwsi byli ludobójcami na dużo większą skalę niż „Łupaszka”, „Ogień” i „Bury”, którzy wprawdzie również byli ludobójcami, ale przecież na skalę dużo mniejszą. Czy sytuacja społeczeństw dokonujących tych ocen jest porównywalna? Wszak Ukraińcy jednak odpierają najazd rosyjski, codziennie grzebią swoich zabitych i tracą domy. Czy w tej sytuacji, gdy Ukraińcy potrzebują tak znanego u nas z czasów wojny i niewoli „pokrzepienia serc”, można akurat teraz domagać się od nich rozliczania z niechlubną przeszłością? Z niechlubną przeszłością, z którą my w czasach pokoju i spokoju także nie bardzo potrafimy się rozliczyć?

Najpierw w Polsacie Dorota Gawryluk zadała publicznie pytanie, jak to możliwe, że człowiek pochodzenia ukraińskiego (znaczy się Andrzej Szeptycki), reprezentujący ukraińskie interesy, jest wiceministrem w polskim rządzie. „W polskim rządzie powinni być polscy ministrowie, którzy reprezentują polską rację stanu!”. Można by zadać symetryczne pytanie: jak to możliwe,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Nieznośny cień sąsiada

Meksyk walczy z Donaldem Trumpem

13 miesięcy temu prezydent Claudia Sheinbaum była na ustach przynajmniej połowy światowego ruchu progresywnego, gdy publicznie sprzeciwiła się neoimperialnej polityce amerykańskiej administracji wobec Ameryki Łacińskiej. Kiedy Trump wracał do Białego Domu, zarówno jego deklaracje w mediach społecznościowych, jak i nominacje na najważniejsze stanowiska w rządzie jasno wskazywały na zmianę priorytetów w polityce zagranicznej. Oko Wuja Sama po wielu dekadach ponownie zwracało się na południe, w kierunku latynoskich sąsiadów. Potem dopisano do tego formalną ideologię, skodyfikowaną w pełnej sprzeczności strategii bezpieczeństwa narodowego. Jednak już powołanie na szefa amerykańskiej dyplomacji potomka kubańskich emigrantów, a na jego zastępcę byłego ambasadora w Meksyku, lubującego się w robieniu zdjęć na tle figur Matki Boskiej, pokazywało, że ta kadencja będzie inna.

Trump miał ambicje i życzenia wobec Ameryki Łacińskiej. Dzisiaj wiemy, że nie zawaha się też użyć zasobów finansowych, militarnych i politycznych, żeby je zrealizować.

Jak się dogadać

Prezydent Meksyku, jedna z ostatnich przedstawicielek lewicowego populizmu na kontynencie, szybko na to zareagowała. Wsławiła się stwierdzeniem, że jeśli Trump chce wznieść mur wzdłuż liczącej 3145 km granicy z Meksykiem, może to zrobić. Tyle że po jednej stronie muru będzie miał 340 mln ludzi, a po drugiej 7,5 mld, w większości nastawionych do niego nieprzychylnie. Sheinbaum ostro negocjowała z nim w sprawie ceł i ewentualnej współpracy – a przynajmniej niewchodzenia sobie w drogę – przy neutralizowaniu karteli narkotykowych. Do tego stopnia, że sam amerykański przywódca nazwał ją „twardą”. I chociaż ponad rok później ta retoryka utrzymuje się w Mexico City, nierzadko przechodząc w działania prawne, Claudia Sheinbaum wie, że przynajmniej w niektórych dziedzinach będzie musiała z Amerykanami się dogadać.

Prezydentce na pewno nie można odmówić kreatywności, werwy legislacyjnej ani odwagi. Jednym z bardziej brawurowych kroków na całym kontynencie była niedawna zapowiedź wypuszczenia na rynek w 2027 r. Olinii, kosztującego docelowo zaledwie 10 tys. dol. i wyprodukowanego całkowicie w Meksyku miejskiego samochodu elektrycznego. Olinia ma powstawać od pierwszej do ostatniej części w kraju i być przeznaczona przede wszystkim dla kierowców z dużych miast, z klasy średniej i niższych części społeczeństwa – słowem tych, którzy najbardziej tracą na gigantycznych korkach w meksykańskich metropoliach. Czy linię produkcyjną uda się uruchomić na tyle szybko, by auto pojawiło się na drogach już za rok, czas pokaże, portale gospodarcze, z Bloombergiem na czele,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Promocja

Dyskusja o standardach pracy w mediach. Czy głośne kryzysy zmieniają redakcje?

Artykuł sponsorowany Głośne kryzysy w mediach od dawna przestały być sprawą zamkniętą wyłącznie dla dziennikarzy i wydawców. W dobie mediów społecznościowych i nieustannego przepływu informacji wydarzenia rozgrywające się wewnątrz redakcji stają się przedmiotem szerokiej debaty

Promocja

Biotyna i jej wpływ na organizm. Kiedy warto rozważyć dodatkową suplementację?

Artykuł sponsorowany Biotyna, określana także jako witamina B7 lub witamina H, należy do grupy witamin rozpuszczalnych w wodzie. Choć najczęściej kojarzona jest ze zdrowymi włosami, skórą i paznokciami, jej działanie obejmuje znacznie więcej procesów

Aktualne Przebłyski

Czy prezes Magdalena Gaj pogoni GARMOND?

Magdalena Gaj została nową prezes Poczty Polskiej. Zastąpiła Sebastiana Mikosza. Znanego głównie z tego, że jest postrachem załóg. Gdziekolwiek poszedł, tam zwalniał, zwalniał i jeszcze raz zwalniał. A jak już dochodził do kresu możliwości zwolnień, to zwalniano jego. I tak kilka razy. Nowa prezes PP ma inne doświadczenia menedżerskie. Była urzędniczką państwową, m.in. sprawowała funkcję prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej w latach 2012-2016. Na dzień dobry ogłosiła, że nie ma planu przeprowadzenia zwolnień. A my liczymy, że Poczta tak poprawi swoją pracę, że przestaniemy się dziwić, ileż to może wędrować list. Wydawcy prasy czekają też na ukrócenie panoszenia się prywatnej firmy kolporterskiej GARMOND z Krakowa. Mało komu płaciła, więc jej oferta w punktach pocztowych to żenada.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Klęska polityki wschodniej

Bartosz Cichocki, ambasador RP w Kijowie w latach 2019-2023, poinformował, że „w związku z decyzjami prezydenta Ukrainy honorującymi UPA i kolaboranta niemieckich nazistów” odesłał Wołodymyrowi Zełenskiemu otrzymane w 2022 r. odznaczenie. Odesłał, bo prezydent Zełenski nadał jednej z ukraińskich jednostek imię Bohaterów UPA. Uczynił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska”.

Wcześniej w tej sprawie do MSZ zaproszony został ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar, gdzie przyjął go wiceminister Marcin Bosacki. Z komunikatu wiemy, że „polska strona jasno wyraziła sprzeciw wobec decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i jasno wyjaśniła, jak bolesna była ona dla Polaków. Podkreśliła też, jaki gniew wywołuje to w Polsce i jak mocno zniechęca wielu Polaków do Ukrainy w tym trudnym wojennym czasie”. Był też komunikat rzecznika MSZ, który pisał: „Jednoznacznie negatywnie oceniamy nadanie ukraińskiej jednostce imienia Bohaterów UPA”.

Wszystko jasne? Otóż nie. Co najmniej od 11 lipca 2003 r., od uroczystości w Pawliwce (dawniej Poryck) z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy, Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmy, którzy w 60. rocznicę zbrodni wołyńskiej wspólnie odsłonili Pomnik Pojednania Polsko-Ukraińskiego,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Reforma bez zaplecza

Rząd zapowiada szkoły bez smartfonów

Ekipa rządząca rusza z planem, który ma się rozprawić z cyfrowymi zagrożeniami i wyrzucić telefony ze szkół. Przeszkodą dla rządowego pomysłu mogą się okazać prezydent Karol Nawrocki i jego niepowstrzymana chęć wetowania, ale też ministra edukacji Barbara Nowacka.

– Będziemy proponowali rzecz bardzo trudną. Nie tylko w Polsce zmagamy się z tym problemem. To są dwie kwestie: nadużywanie i uzależnienie od telefonów komórkowych całej populacji, szczególnie najmłodszych. W związku z tym po wielu rozmowach zaproponujemy projekt ustawy, który wzmocni rolę nauczycieli i rodziców, jeśli chodzi o kontrolę korzystania z telefonów komórkowych podczas zajęć szkolnych w szkołach podstawowych – poinformował 2 czerwca Donald Tusk.

Będą zamieszki?

We wtorek 2 czerwca rząd przyjął pakiet ustaw mających wzmocnić ochronę dzieci w internecie. Najwięcej emocji budzi propozycja wprowadzenia zakazu korzystania z telefonów komórkowych przez uczniów szkół podstawowych, zarówno podczas lekcji, jak i przerw. To rozwiązanie ma wejść w życie już od 1 września br. Zgodnie z projektem uczniowie szkół podstawowych nie będą mogli korzystać ze smartfonów ani innych urządzeń umożliwiających nagrywanie dźwięku i obrazu. Zakaz obejmie wszystkie zajęcia dydaktyczne oraz przerwy międzylekcyjne.

Jak podkreśla Barbara Nowacka, nowe przepisy mają pomóc w kształtowaniu higieny cyfrowej i są odpowiedzią na postulaty środowiska oświatowego. Rząd nie przewiduje rozróżnienia między szkołami publicznymi a prywatnymi, regulacje mają obowiązywać we wszystkich placówkach. Projekt ustawy zawiera jednak pewne wyjątki. Uczniowie będą mogli korzystać z telefonów w sytuacjach związanych ze zdrowiem – w przypadku chorób wymagających monitorowania – lub z bezpieczeństwem. Dodatkowo nauczyciele dopuszczą użycie smartfonów, jeśli będzie to uzasadnione w procesie dydaktycznym. Wyjątki mają również obejmować sytuacje szczególne, takie jak wycieczki szkolne.

Niektóre środowiska uczniów, np. Akcja Uczniowska, zastanawiają się, dlaczego rząd nie chce wprowadzić zakazu także w szkołach średnich. Szczególnie że według badań 71% dzieci deklaruje uzależnienie od telefonu, a 73% dorosłych podoba się szkolny zakaz. Według danych zebranych przez CBOS dla Polskiej Agencji Prasowej aż 85% respondentów popiera wprowadzenie zakazu użycia telefonu w podstawówkach. Przeciwników jest zaledwie 11%. Można też powiedzieć, że co do zakazania smartfonów w podstawówkach panuje ponadpartyjna zgoda. Wśród elektoratu lewicy za zakazem jest 92% badanych, wśród elektoratu centrum – 88%, a wśród elektoratu prawicy 82% – ustaliło CBOS.

Rządzący mogą nie chcieć zakazu w szkołach średnich z dwóch powodów. Pierwszy możliwy scenariusz to zamiar sprawdzenia na młodszych rocznikach, jak zadziała ten pomysł. Drugi to kalkulacja polityczna. Po co denerwować potencjalnych wyborców? Tak samo jest z poziomem matur – ich trudność co roku dopasowuje się do konkretnego rocznika. Pisaliśmy o tym w tekście „Matura szyta na miarę” (nr 20/2026).

Cel – bezpieczeństwo dzieci

Zakaz telefonów w szkołach ma być częścią większego pakietu zmian. Rząd przyjął także projekty ustaw, które mają ograniczyć nieletnim dostęp do treści dla nich nieodpowiednich, przyśpieszyć usuwanie nielegalnych materiałów z internetu i zwiększyć odpowiedzialność platform internetowych. Nowe przepisy mają umożliwić szybkie reagowanie na takie zjawiska jak patostreamy, oszustwa internetowe czy kradzież tożsamości.

– Ustawy, które przedstawiamy,

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Od czytelników

Listy od czytelników nr 24/2026

3% dla nauki

Jako były nauczyciel akademicki (i badacz) zdecydowanie popieram protest środowisk naukowych. Pragnę jednak zwrócić uwagę na fakt, że podobnego niezadowolenia, a wręcz oburzenia, nie kryją nauczyciele liceów i techników. Wymagania nam stawiane są europejskie, a pensje – za przeproszeniem – sudańskie. Warto pamiętać, że dobrze zmotywowani nauczyciele szkół ponadpodstawowych to zdecydowanie lepiej przygotowani studenci szkół wyższych, a dobrze przygotowani uczniowie szkół podstawowych to lepsi licealiści. Poprawa sytuacji materialnej musi więc obejmować pracowników całego systemu edukacji – od przedszkoli po uczelnie.
Damian Paweł Strączyk

Nauka przegrywa ze strachem,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Pacjent w kryzysie

Nowoczesne centra zdrowia psychicznego ratują życie

Kryzys zdrowia psychicznego można porównać do złamanej nogi. Nie da się czekać trzech miesięcy z rozpoczęciem leczenia. Im szybciej się je zainicjuje, tym większa szansa, że ten kryzys nie przybierze niepokojących rozmiarów.

– Szybki dostęp do leczenia dawały, i nadal dają, centra zdrowia psychicznego w pilotażu. Działa w nich punkt zgłoszeniowo-koordynacyjny, który jest czynny codziennie w dni robocze od godz. 8 do 18. Każdy mieszkaniec terenu, na którym działa centrum, może się tam zgłosić i od razu otrzyma wstępną pomoc od psychologa czy terapeuty środowiskowego – mówi dr Marek Balicki, psychiatra, były minister zdrowia.

Przeformułowanie opieki psychiatrycznej dla dorosłych Polaków trwało osiem lat. To był, jest, najdłuższy pilotaż nowoczesnej Europy testujący funkcjonowanie centrów zdrowia psychicznego.

– Mimo że przetestowany model jest obecnie zagrożony, tych ośmiu lat nie można nazwać czasem straconym, pacjenci przyzwyczaili się, że w psychiatrii można dostać wsparcie bez kolejek. Jednak Ministerstwo Zdrowia znów chce przeformułować funkcjonowanie centrów poprzez kontrolę, nadzór i ograniczenia. Jest silne przywiązanie do tradycji trzymania osób z doświadczeniem kryzysu psychicznego w szpitalach. Idea centrów zaś wymaga przełamania wielowiekowej tradycji myślenia o zdrowiu psychicznym. To najtrudniejsze – uważa prof. Jacek Wciórka, który współtworzył Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego i uczestniczył w działaniach na rzecz środowiskowej reformy ochrony systemu zdrowia psychicznego.

Co z piramidą świadczeń

Proponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany zostały przedstawione 12 maja br. A ponieważ inny model opieki psychiatrycznej był testowany, a inny jest teraz proponowany, Radę ds. Zdrowia Psychicznego opuściło aż dziewięciu ekspertów.

Pilotaż centrów zdrowia psychicznego rozpoczął się w 2018 r. – 1 lipca minie osiem lat, więc model jest porządnie sprawdzony. W 118 centrach, które obecnie działają, nie było początkowego pogorszenia funkcjonowania, jak to czasem przy różnych reformach bywa. Wszędzie ułatwiony jest dostęp do psychologa,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jan Widacki

Wracamy do sporu o historię

Wydawało się, że w relacjach polsko-ukraińskich nastąpił zasadniczy przełom. Reakcją na napaść Rosji na Ukrainę i bohaterski opór stawiany przez Ukraińców pod przywództwem prezydenta Zełenskiego była zarówno spontaniczna pomoc, jakiej polskie społeczeństwo udzieliło ukraińskim uchodźcom, jak i pomoc humanitarna udzielana walczącej Ukrainie. Zdawało się to tworzyć zręby nowych relacji między naszymi zwaśnionymi narodami. Pomoc państwa polskiego w przekazywaniu broni i wszelkiego sprzętu wojskowego budowała dobre relacje na szczeblu międzypaństwowym. Przywódcy naszego kraju demonstrowali wręcz nie tylko dobre stosunki z Ukrainą, ale nawet serdeczne, przyjacielskie, osobiste stosunki z prezydentem Zełenskim. W Polsce dominowało przekonanie, że Ukraińcy odpierający rosyjską agresję bronią także nas przed odbudową rosyjskiej dominacji w tej części Europy. Świadomość, że tym razem oni walczą „za swoją wolność i naszą”, wydawała się w Polsce powszechna. Wydawała się tylko. Niestety.

Narastające w Polsce nastroje antyukraińskie, zrazu demonstrowane sporadycznie w różnych, początkowo marginalnych środowiskach, zostały wywleczone do głównego nurtu dyskursu politycznego. Nienawistne wypowiedzi Brauna, głupkowate Mentzena sączyły jad nienawiści plemiennej skierowanej i przeciw uchodźcom z krajów muzułmańskich, których jest relatywnie niewielu, ale łatwo ich wypatrzeć po kolorze skóry, i przeciw Ukraińcom, których jest już w Polsce niemal 2 mln. Niechęci do ukraińskich uchodźców towarzyszyło szczucie na ukraińskie państwo.

Znów, po ponad 80 latach, aktualna stała się sprawa rozliczeń za ludobójstwo ukraińskie na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, a problem ekshumacji szczątków ofiar tych zbrodni stał się nagle niezwykle palący. Każdemu należy się godny pochówek, tym bardziej należy się on ofiarom zbrodni ludobójstwa. Podejrzewam,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.