Nieznośny cień sąsiada

Nieznośny cień sąsiada

Fot. AFP/East News

Meksyk walczy z Donaldem Trumpem

13 miesięcy temu prezydent Claudia Sheinbaum była na ustach przynajmniej połowy światowego ruchu progresywnego, gdy publicznie sprzeciwiła się neoimperialnej polityce amerykańskiej administracji wobec Ameryki Łacińskiej. Kiedy Trump wracał do Białego Domu, zarówno jego deklaracje w mediach społecznościowych, jak i nominacje na najważniejsze stanowiska w rządzie jasno wskazywały na zmianę priorytetów w polityce zagranicznej. Oko Wuja Sama po wielu dekadach ponownie zwracało się na południe, w kierunku latynoskich sąsiadów. Potem dopisano do tego formalną ideologię, skodyfikowaną w pełnej sprzeczności strategii bezpieczeństwa narodowego. Jednak już powołanie na szefa amerykańskiej dyplomacji potomka kubańskich emigrantów, a na jego zastępcę byłego ambasadora w Meksyku, lubującego się w robieniu zdjęć na tle figur Matki Boskiej, pokazywało, że ta kadencja będzie inna.

Trump miał ambicje i życzenia wobec Ameryki Łacińskiej. Dzisiaj wiemy, że nie zawaha się też użyć zasobów finansowych, militarnych i politycznych, żeby je zrealizować.

Jak się dogadać

Prezydent Meksyku, jedna z ostatnich przedstawicielek lewicowego populizmu na kontynencie, szybko na to zareagowała. Wsławiła się stwierdzeniem, że jeśli Trump chce wznieść mur wzdłuż liczącej 3145 km granicy z Meksykiem, może to zrobić. Tyle że po jednej stronie muru będzie miał 340 mln ludzi, a po drugiej 7,5 mld, w większości nastawionych do niego nieprzychylnie. Sheinbaum ostro negocjowała z nim w sprawie ceł i ewentualnej współpracy – a przynajmniej niewchodzenia sobie w drogę – przy neutralizowaniu karteli narkotykowych. Do tego stopnia, że sam amerykański przywódca nazwał ją „twardą”. I chociaż ponad rok później ta retoryka utrzymuje się w Mexico City, nierzadko przechodząc w działania prawne, Claudia Sheinbaum wie, że przynajmniej w niektórych dziedzinach będzie musiała z Amerykanami się dogadać.

Prezydentce na pewno nie można odmówić kreatywności, werwy legislacyjnej ani odwagi. Jednym z bardziej brawurowych kroków na całym kontynencie była niedawna zapowiedź wypuszczenia na rynek w 2027 r. Olinii, kosztującego docelowo zaledwie 10 tys. dol. i wyprodukowanego całkowicie w Meksyku miejskiego samochodu elektrycznego. Olinia ma powstawać od pierwszej do ostatniej części w kraju i być przeznaczona przede wszystkim dla kierowców z dużych miast, z klasy średniej i niższych części społeczeństwa – słowem tych, którzy najbardziej tracą na gigantycznych korkach w meksykańskich metropoliach. Czy linię produkcyjną uda się uruchomić na tyle szybko, by auto pojawiło się na drogach już za rok, czas pokaże, portale gospodarcze, z Bloombergiem na czele,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 25/2026

Kategorie: Świat