Depresja to część życia

Depresja to część życia

Tomasz Jastrun – pisarz, felietonista

Jak na podstawie własnych doświadczeń zdefiniowałby pan depresję?

– Są tylko własne, cudze doświadczenia są tu trudne do pojęcia. Nie ma prostej definicji depresji ani jej łatwego opisu. I jest wiele odmian depresji. To stan szczególny, kiedy pojawia się złe, często skrajnie złe samopoczucie psychiczne i fizyczne, poczucie bezsensu życia, rozpaczy, niemożności i jakaś nieopisana groza.

Każdy czasami ma gorszy nastrój, ale w depresji trzeba to pomnożyć razy sto. Taki nastrój można porównać do rozpaczy po stracie kogoś bardzo bliskiego. To zjazd w dół, który zaczyna się od dołka, a kończy przepaścią. Prawdziwą depresję kliniczną powinno się leczyć. Depresja jest chorobą śmiertelną ze względu na liczbę samobójstw. Nie dziwi mnie to. Dziwi raczej, że w ciężkiej depresji nie wszyscy popełniają samobójstwo. A nie wszyscy, bo kiedy depresja już bierze nas w niewolę, nie ma się siły na to. Odebranie sobie życia nie jest takie proste. Potrzeba na to wiele energii. Dlatego samobójstwa najczęściej zdarzają się na progu depresji lub gdy z niej wychodzimy. Wtedy wracają już siły i świadomość, że to będzie się powtarzać. Depresja prawie zawsze wraca, a kolejne powroty mają zwykle mocniejsze objawy.

Czy depresję można przeoczyć?

– Stopni złego samopoczucia może być bardzo wiele, dlatego łatwo jest „przeoczyć” depresję w łagodniejszych formach. Depresja to również zły stan fizyczny, jakby złapała nas grypa, własne ciało dolega. Jak tak boli dusza, to boli też ciało. I siada układ odpornościowy. Nagle wszystko, co było kiedyś łatwe, staje się piekielnie trudne.
Wielu ludzi, którzy mają lekką depresję, nie wie, co im dolega. Szczególnie że depresja daje też objawy fizyczne, które udają wiele innych chorób – problemy z sercem, żołądkiem, bole głowy. Człowiek przyzwyczaja się do tego, że jest mu gorzej. Po kilku miesiącach wydaje nam się, że to jest stan normalny, dlatego umiarkowane depresje można przeoczyć.
Inne objawy depresji to zupełny brak łaknienia. Wykańczają problemy ze snem, budzenie się z niepokojem o czwartej, piątej rano. Stany lękowe, które bardzo często towarzyszą depresji i mogą być torturą, która jeży włos na głowie.

I nagle przychodzi dzień, kiedy czuje się, że nieistnienie jest wielkim luksusem wobec istnienia.

Czy miewał pan myśli samobójcze?

– Przed depresją nigdy, ale kiedy osuwałem się w dół, zdarzało mi się myśleć o odejściu jako o wybawieniu. Jestem pewien, że niemal wszystkie samobójstwa zostały popełnione w jakiejś formie depresji, gdyż – kiedy indziej – instynkt samozachowawczy okazuje się silniejszy. To nie jest takie proste, żeby odebrać sobie życie. Poza depresją są tylko jakieś skrajne sytuacje, na przykład człowiek jest torturowany i nie chce kogoś wydać, ale wtedy też trzeba wejść w depresyjną magmę, żeby można było odebrać sobie życie. Tylko depresja jest – moim zdaniem – przepustką do przejścia na tamten świat. Cierpienie wtedy jest tak wielkie, a poczucie bezsensu życia i grozy istnienia tak straszne, że osłabia to instynkt samozachowawczy. (…)

Czy zdarzyło się panu poważnie myśleć o popełnieniu samobójstwa?

– Nigdy nie podjąłem konkretnej próby samobójczej, ale myślałem o tym bardzo poważnie, chociaż czasami z autoironią. Moją siłą w walce z depresją, podobnie jak z życiem, jest poczucie humoru. Jak się okazuje, nawet na dnie można bronić się ironią.

Przed laty, kiedy mieszkałem sam, chodziłem po domu i zastanawiałem się, gdzie się powiesić. Co za idiotyczna sytuacja i jakoś tragikomiczna, już wtedy to doceniałem. Uratowało mnie chyba, że usiadłem do komputera, by opisać ten stan.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 46/2015

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy