Polska nierządem stoi

Polska nierządem stoi

Z górą 230 lat upłynęło od powstania “Uwag” Jana Jakuba Rousseau o rządzie polskim i jego projektowanej naprawie (Considérations sur le gouvernement de Pologne et sur sa réformation projetée). Wybitny myśliciel Oświecenia uznał za główną przyczynę panującej w ówczesnej Polsce anarchii wyniesienie się władzy wykonawczej nad osłabioną władzę ustawodawczą. Zdaniem wspomnianego apologety umowy społecznej, słabość władzy ustawodawczej jest przyczyną nieuchronnej degeneracji każdego ciała politycznego.
Dzieje polskiego parlamentaryzmu po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości w 1918 r. okazały się bardziej skomplikowane od powyższej diagnozy.
Po pierwszej wojnie światowej wytworzył się stan ciągłego napięcia między ówczesnym Sejmem (“ustawodawczym”) a rządem. Okres ten przeszedł do historii, jako czas “sejmokracji” – wszechwładzy Sejmu (W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia Polski. Okres 1914-1939, Gdańsk 1990). Józef Piłsudski tak oto scharakteryzował tamte lata: “Naród odrodził się w jednej tylko dziedzinie, w dziedzinie walki orężnej, tzn. pod względem odwagi osobistej i ofiarności względem państwa w czasie walki. We wszystkich innych dziedzinach odrodzenia nie znalazłem. Ustawiczne waśnie personalne i partyjne, jakieś dziwne rozpanoszenie się brudu i jakiejś bezczelnej, łajdackiej przewagi sprzedajnego nieraz elementu (…). Rozwielmożniło się znikczemnienie ludzi. Interes partyjny przeważał ponad wszystko. Sejm i Senat są instytucjami najbardziej znienawidzonymi w społeczeństwie. W rozkazie do wojska powiedziałem, że wziąwszy państwo słabe i ledwie dyszące – oddaliśmy obywatelom odrodzone i zdolne do życia. Cóżeście z nim uczynili? Uczyniliście zeń pośmiewisko! (…). Czynię próbę, czy można jeszcze w Polsce rządzić bez bata” (fragmenty przemówienia do przedstawicieli stronnictw sejmowych wygłoszonego w dniu 29 maja 1926 r.).
Z doświadczeń tamtego okresu nie od razu wyciągnięte zostały wnioski. Po 1926 r. rozpoczął się kolejny okres zaciętej walki o władzę między Sejmem a władzą wykonawczą. Warto przypomnieć najbardziej drastyczne fakty historyczne z lat 1929-30, tamte bowiem wydarzenia mogą być przestrogą przed powtórzeniem się czarnych scenariuszy na dzisiejszej scenie politycznej.
Do ostrego sporu między parlamentem a popierającym władzę wykonawczą J. Piłsudskim doszło w dniu 31 października 1929 r., gdy w gmachu Sejmu zjawiła się na polecenie marszałka uzbrojona grupa oficerów. Broniący niezawisłości władzy ustawodawczej I. Daszyński, ówczesny marszałek Izby, oświadczył, że pod bagnetami, rewolwerami i szablami sesji budżetowej Sejmu nie otworzy. Wkrótce potem upadł gabinet K. Świtalskiego.
W dniu 12 marca 1930 r. nowy premier, K. Bartel, ostro zaatakował Sejm z polecenia marsz. Piłsudskiego: “Uderzając pięścią w pulpit, krzyczał raczej, niż mówił, że parlamentaryzm nie jest już zdolny do spełnienia zadań, jakie życie państwa mu nakłada i że od posła nie wymaga się charakteru ani wartości umysłowych, lecz tylko posłuszeństwa wobec swojej władzy partyjnej i oddawania głosu według jej wskazówek” (W. Pobóg-Malinowski, op. cit., s. 712).
Ironia historii sprawiła, że po 70 latach od tamtych dramatycznych wydarzeń lider UW, mniejszościowej partii w koalicji rządzącej, L. Balcerowicz, oskarżył posłów AWS o nieposłuszeństwo władzom partyjnym, którzy “głosują przeciw własnemu rządowi”. W II Rzeczypospolitej premier rządu ganił posłów za ślepe wykonywanie dyrektyw partyjnych, a dziś odwrotnie, wicepremier gromi koalicjanta za brak dyscypliny partyjnej w głosowaniach nad przedłożeniami rządowymi.
W czasach PRL Sejm był maszynką do głosowania, dzięki czemu rząd mógł w nim przeforsować wszystko, co postanowiła “przewodnia siła społeczeństwa w budowie socjalizmu” (PZPR). Podział władz był fikcją popieraną przez teorię prawa konstytucyjnego, która głosiła, że w socjalizmie nie ma uzasadnienia monteskiuszowski trójpodział władzy. Dominacja egzekutywy nad legislatywą zapewniała “sprawne rządzenie” bez autentycznego udziału narodu. Z punktu widzenia założeń demokracji, było to wielkie zło. Większe niż osłabienie władzy ustawodawczej w dawnej Polsce, które piętnował J. J. Rousseau w “Uwagach o rządzie polskim”. Autor “Umowy społecznej” pisał, że Sejm w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej utracił wprawdzie dawną moc, ale nie został do końca ujarzmiony przez władzę wykonawczą.
Historia kołem się toczy. W 74. rocznicę zamachu majowego wybuchł w III Rzeczypospolitej wielki konflikt polityczny, którego przyczyn należy szukać w tej samej strukturalnej sprzeczności podziału władzy na ustawodawczą i wykonawczą w warunkach wielopartyjnego, wiecznie skłóconego układu politycznego. Trudno sobie wyobrazić skuteczne działanie rządu, który nie ma poparcia w Sejmie. Ale nie można też tolerować w prawdziwej demokracji zupełnego pozbawienia posłów prawa głosowania zgodnie z własnym sumieniem i obietnicami uczynionymi wyborcom.
Uderzające analogie między tamtymi i dzisiejszymi czasami zmuszają do postawienia pytania, czy nieuchronnym kosztem przedstawicielskiego modelu demokracji nie jest po prostu ryzyko ciągłych zmian w rządzie, które powodują paraliż władzy w dłuższych lub krótszych przedziałach czasowych. W dzisiejszym świecie żadne parlamenty nie są w stanie pogodzić sprzecznych żądań różnych grup nacisku i oczekiwań wyborców z postulatami rządów, choćby najbardziej racjonalnymi.
Z tej oczywistej prawdy nie zdają sobie sprawy zapalczywi komentatorzy współczesnego życia politycznego, którym się wydaje, że źródłem wszelkiego zła są tylko konkretni ludzie, a nie wadliwe struktury władzy, w jakich działają. Panuje naiwna wiara w cudowną moc ozdrowieńczą wyłącznie zmian kadrowych na szczytach władzy. Podobnie jak niegdyś Józef Piłsudski, ideologowie dawnej “S” wołają patetycznie: Coście z tą posierpniową Polską zrobili? Z tą Polską, którą nasza “Solidarność” z takim trudem wywalczyła. Osobiście, mam już dość tych wszystkich wernyhorów, którzy nudzą nas w kółko tymi samymi lamentami.
Kadry decydują o wszystkim, powiadał Stalin. Teoria ta częściowo się sprawdziła w czasie rządów obecnej koalicji, która pokazała, do czego prowadzi niefachowe kierowanie nawą państwową.
Przyszłym zaś zwycięzcom w wyborach parlamentarnych warto już teraz doradzić, aby z większą starannością dobierali sobie partnerów do wspólnego rządzenia. Polecam mądrą wskazówkę z galicyjskiego Krakowa rodem: man kann singen, man kann tanzen, aber nicht mit den Zasranzen…

Wydanie: 25/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy