Deforma ma uśmiech pani Z.

Deforma ma uśmiech pani Z.

Minister Zalewska spowodowała, że nasze dzieci nie dostały się do szkół, siedzą i płaczą – i mają pretensje głównie do siebie

11 i 16 lipca – zależnie od województwa – absolwenci podstawówek i gimnazjów poznali wyniki rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych i ponadpodstawowych. W tym roku emocje związane z tym stresującym procesem były zdecydowanie większe niż w poprzednich latach. Wszystko dlatego, że mieliśmy do czynienia z tzw. podwójnym rocznikiem, ponieważ o miejsca w liceach, technikach i szkołach branżowych I stopnia walczyli zarówno absolwenci podstawówek, jak i wygaszanych gimnazjów.

Rekrutacyjną katastrofę przepowiadali już od dawna nauczyciele, dyrektorzy szkół oraz samorządowcy. „Szkoły nie są z gumy”, alarmowali w mediach.

Tysiące uczniów z niczym

I rzeczywiście. W Warszawie, jak poinformowała wiceprezydent miasta Renata Kaznowska, do żadnej szkoły nie dostało się aż 3173 uczniów. Jeszcze gorzej było w Poznaniu, gdzie poza listami znalazło się ponad 3,4 tys. uczniów. Nieco lepiej w Łodzi, gdzie na lodzie zostało 460 absolwentów. W Szczecinie – 871 uczniów, w Gdańsku – 1265, w Krakowie – 2569, we Wrocławiu – 1618. W Białymstoku nie przyjęto nigdzie 956 uczniów. Należy jednak zaznaczyć, że są to dane z dni ogłoszenia list przyjętych do danej szkoły.

Aplikujący mogli bowiem wskazać po kilka placówek, porządkując je od najbardziej wymarzonych do tych „na wszelki wypadek”. Bez względu na to, ile można było wybrać szkół (zależnie od województwa od trzech do bez limitu), system zapobiegał przyporządkowaniu jednego ucznia do kilku klas/szkół naraz. Jednak obecnie, po ogłoszeniu wyników, uczniowie muszą ostatecznie zdecydować, czy rzeczywiście chcą chodzić do tych szkół, które wskazali jako pierwsze. Samorządy przygotowały już dodatkowe miejsca dla tych, którzy zostali z niczym. Uczniów czeka więc jeszcze rekrutacja uzupełniająca.

Emocje wśród uczniów i rodziców sięgają zenitu. Ci drudzy w mediach społecznościowych skarżą się, że dzieci nie dostały się do żadnej szkoły, szukają formularzy odwołań i wymieniają się informacjami. Niektórzy zwyczajnie chcą się wygadać.

– Czuję się bezsilna i otępiała po porannych emocjach – mówi po ogłoszeniu wyników Danuta Kurasz, której córka Zuzanna aplikowała do sześciu poznańskich szkół średnich i nie dostała się do żadnej. – Ostatnie tygodnie trzymały nas w potwornym napięciu. W dzień ogłoszenia listy przyjętych Zuzia zerwała się z łóżka i pobiegła do komputera. Trudno było uwierzyć w to, co zobaczyłyśmy. Płakała, co jest u niej rzadkością. Na egzaminie uzyskała 130 pkt, miała średnią 4,5.

Mama Zuzi dodaje, że córka celowała w szkoły o średnim poziomie i w zeszłym roku bez problemu by się do nich dostała.

Wyższe progi i dziwne profile

Mimo że rząd od września zapewniał, że w tym roku do szkół średnich idą roczniki z niżu demograficznego i nie będzie wcale gorzej z miejscami niż przed rokiem, uczniowie i rodzice skarżą się, że teraz zdecydowanie trudniej dostać się do wybranej szkoły. W niektórych klasach progi punktowe w stosunku do ubiegłego roku wzrosły nawet o 60 pkt (na 200 pkt możliwych do uzyskania na egzaminie).

Rekrutacyjny dramat dotknął jednak nie tylko absolwentów, którzy nie dostali się nigdzie. Samorządy zapewniają zresztą, że ogólnie miejsc w szkołach jest więcej niż chętnych, więc prędzej czy później każdy gdzieś się dostanie w ramach rekrutacji uzupełniającej. Wielu uczniów narzeka, że mimo dobrych lub bardzo dobrych wyników w nauce wylądowali w placówkach, które wskazali jako ostateczność. Ten sam problem dotyczy tych, którzy będą musieli szybko chwytać to, co zostało.

– Córka zaznaczyła siedem szkół zamiast dziewięciu, nie chciała już na siłę wybierać więcej – mówi Anna Galczak, mama absolwentki gimnazjum. – Dostała się do szkoły ostatniego wyboru, technikum elektronicznego, do klasy informatycznej z rozszerzoną biologią. Aplikowała do tych szkół, gdzie w zeszłym roku wystarczyło 90 pkt, by się dostać. Na egzaminie uzyskała 149,7 pkt i nie dostała się do żadnego liceum. W gimnazjum czerwony pasek miała już od pierwszej klasy, na świadectwie średnią 5,5 – podkreśla mama. – Liczyliśmy się z tym, że do najlepszych szkół się nie dostanie, ale nie spodziewaliśmy się, że przyjdzie taki moment, że będzie musiała iść do technikum. W zeszłym roku starsza córka dostała się z 112 pkt do liceum pierwszego wyboru i jeszcze miała zapas.

Anna Galczak jest bardzo rozżalona, bo córkę dosięgły wszystkie ostatnie reformy edukacji. – Poszła jako sześciolatka do szkoły, bo zostaliśmy do tego namówieni – wylicza. – Potem przeszliśmy likwidację gimnazjum. Mam serdecznie dość polityki edukacyjnej!

Jak się okazuje, w dużej mierze polityka ta była oparta na założeniu, że wielu uczniów będzie chciało postawić na klasy profilowane, technika lub szkoły branżowe I stopnia (czyli dawne zawodowe). – Podobno są jeszcze miejsca w liceach, ale głównie w klasach humanistycznych, jakichś klasach policyjnych, sportowych, innych profilowanych – dodaje Anna Galczak. – Ale jestem ciekawa, który z panów polityków nie jest po ogólniaku, tylko wybrał sobie zawód w wieku 15 lat.

Rodzice narzekają więc także na niedopasowanie oferty do potrzeb uczniów. Zdecydowana większość tegorocznych absolwentów (w Warszawie 82%) chce się uczyć w liceach. Tymczasem w Poznaniu 3,4 tys. uczniów, którzy nigdzie się nie dostali, ma teraz do wyboru jedynie 102 miejsca w liceach, przy 516 miejscach w technikach i aż 1106 w szkołach branżowych (dane na 17 lipca, dzień po ogłoszeniu list).

„Sprawdziłam wolne miejsca – zostały głównie branżówki i technika z dziwnymi klasami oraz szkoły niepubliczne”, pisze na Facebooku jedna ze szczecińskich mam. Inna potwierdza: „Tak, miejsca głównie w branżówkach i w szkołach niezgodnych z zainteresowaniami”.

Przykładem niechcianej klasy jest ta z liceum (!) w Zespole Szkół nr 3 w Wiskitkach pod Żyrardowem, której profil oznaczono jako kelner-barista. Nie było do niej żadnych chętnych z pierwszego wyboru i tylko 18, którzy zaznaczyli tę opcję jako którąś z kolejnych (na 30 miejsc w klasie). Trudno się dziwić, aplikujący do liceum nie planują raczej kariery kelnerów. Inna sprawa, że 15-latki zwykle nie mają jeszcze pojęcia, co chcą robić w życiu, więc boją się postawić na tak konkretny profil zawodowy.

Danuta Kurasz, mama Zuzi: – Córka właśnie doniosła mi, że jej koleżanka z paskiem na świadectwie również została na lodzie. Ona i jej pasek. Zuzia uważa, że jej rocznik został wybitnie źle potraktowany. Zna twarz pani Zalewskiej. Powiedziała mi, że deforma ma uśmiech pani Z. Czuje, że dała z siebie tyle, ile była w stanie dać w natłoku materiału. Szczerze wierzyła, że system o nią zadba i ostatecznie dostanie to, na co zasłużyła. A na to, co się dzieje, nie zasłużyła. I mówię to jako surowa rodzicielka.

Rozczarowani systemem

Anna Galczak: – Jak się czuje córka? Płacze. Dziś zadzwoniła z obozu, rozszlochana, że się nie przyłożyła, że może za mało się uczyła. Powiedziała: „Mamo, wiem, że zawaliłam”. Pani Zalewska spowodowała, że nasze dzieci siedzą i płaczą – i mają pretensje głównie do siebie. Zapisałam córkę do psychoterapeuty. Przy okazji dowiedziałam się, że zgłosiło się już mnóstwo dzieciaków, które obwiniają się o tę sytuację. Nie chcę, by moje dziecko czuło się winne tego, co wymyśliła sobie pani Zalewska. Nie chcę, by odechciało mu się uczyć, by zrezygnowało ze swoich marzeń.

Nie tylko rodzice wyrażają emocje na Facebooku. Maciek, który nie dostał się do wymarzonego liceum w jednym z miast w województwie dolnośląskim, informuje w jednej z grup, że właśnie pisze pismo do Biura Rzecznika Praw Dziecka. – Pójście do szkoły jest dla mnie bardzo ważne i zrobię wszystko, by się dostać do tej wymarzonej – wyjaśnia. – Uważam, że złamane zostały Konwencja o prawach dziecka oraz konstytucja RP. I nie mówię tylko o sobie. Mam na myśli wszystkich tych, którzy teraz muszą dochodzić swoich praw, które są przecież jednocześnie obowiązkiem.

Maciek aplikował tylko do jednego liceum. Dlaczego? – W naszym mieście jest kilka liceów, w tym jedno dość dobre, elitarne – tłumaczy. – Mój wybór padł na jedno z tych średnich. Uważałem, że to będzie dobry kompromis, bo do najlepszego i tak bym się nie dostał. Nie widziałem swojej przyszłości w żadnej innej szkole. Taki wybór to ważna decyzja życiowa, bo przecież w szkole powinniśmy się czuć dobrze i pewnie. A mój wybór wcale nie był na wyrost – podkreśla.

Na profilu Maćka widnieje jego selfie z prezydentem Andrzejem Dudą. – Jeśli miałbym okazję z nim dłużej porozmawiać, zapytałbym go, czy wiedział, do czego doprowadzi reforma. Jestem osobą, która słucha wszystkich, bez względu na opcję polityczną. Uważam, że największym problemem jest nie sam fakt przeprowadzenia reformy, ale to, w jaki sposób ją zrealizowano – mówi uczeń.

Fot. Robert Górecki/Agencja Gazeta

Wydanie: 30/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy