90 minut z futbolową Ekstraklasą

90 minut z futbolową Ekstraklasą

Musieliśmy czekać aż cztery sezony, by ligowe rozgrywki wróciły do normalności

Można powiedzieć: nareszcie! Musieliśmy czekać aż cztery sezony, by ludzie kierujący polskim futbolem przekonali się, że dzielenie punktów przez dwa – po fazie zasadniczej rozgrywek Ekstraklasy – jest całkowicie bezsensowne. Już w lipcu 2013 r. na łamach PRZEGLĄDU (nr 29/2013), w tekście „Demolka zwana reformą”, apelowaliśmy: „Panowie prezesi – Boniek, Biszof i pozostali. Nie idźcie tą drogą!”. W tym samym artykule przytaczaliśmy opinie znanych trenerów, m.in. Bogusława Kaczmarka: „Nie widziałem jeszcze, aby ktoś zza biurka zrobił w Polsce dobrą reformę. (…) Najgorsze jest to, że nikt nie liczy się z naszym zdaniem”. Bodaj najdosadniej wypowiadał się Andrzej Gowarzewski: „Moja ocena jest jednoznaczna – ten system to kretyństwo. To, co się wprowadza, to bezsens. No bo jeśli dzielimy punkty, to co zrobić z bramkami?” („To wszystko jest chore”, PRZEGLĄD nr 17-18/2014). Przed rozpoczęciem 84. edycji najwyższych w hierarchii polskich rozgrywek ligowych postanowiono wrócić do normalności – koniec z dzieleniem! W rundzie zasadniczej zostanie rozegranych 30 kolejek spotkań, po których przeprowadzona będzie runda finałowa w dwóch grupach (siedem kolejek). 296 meczów – każdy to 90 najważniejszych dla kibica minut. A co warto zapamiętać z trzech pierwszych kolejek?

Wejście Angula razem z drzwiami

1. minuta – zaczęło się poniekąd symbolicznie, bo pierwszy mecz nowego sezonu 2017/2018 piłkarskiej Ekstraklasy rozegrano 14 lipca na stadionie im. Kazimierza Górskiego w Płocku. Trwająca od godz. 18 rywalizacja tamtejszej Wisły z Lechią Gdańsk przyniosła wygraną 2:0 gościom.
5. minuta – to był ligowy mecz z rodzaju tych, na które czekamy. Zaczęło się w 5. minucie, a zakończyło w 80. W piątkowy wieczór 28 lipca we Wrocławiu starcie Śląska z Lechią Gdańsk dało wynik 3:2 (1:0, 2:0, 2:1, 2:2, 3:2). Zdaniem większości obserwatorów gospodarze prowadzeni przez Jana Urbana momentami zaprezentowali najlepszą grę od lat.
24. minuta – pierwszego gola nowego sezonu zdobył snajper gdańszczan Marco Paixão (Wisła Płock-Lechia Gdańsk).
24 minuty – sześć goli w 24 meczowe minuty (pierwszy w 24. – ostatni w 48.), zwroty akcji, dwa rzuty karne i w efekcie pierwsze w sezonie zwycięstwo Korony nad Cracovią (4:2). Szalony poniedziałek 31 lipca na stadionie Kolporter Arena w Kielcach.
31 – tyle lat, miesiąc i 18 dni miał w ekstraklasowym debiucie Dawid Szufryn – obrońca Sandecji Nowy Sącz (w spotkaniu z Lechem w Poznaniu 16 lipca). Obywatel Szufryn może się pochwalić okazałym dorobkiem, jeśli chodzi o pierwszoligowe występy w Kolejarzu Stróże i Sandecji – w 151 meczach pokazano mu 52 żółte kartki i osiem czerwonych! Ciekawe, czym zaimponuje w najwyższej klasie.
39. minuta – pierwsza żółta kartka sezonu dla Daniela Łukasika – pomocnika Lechii w rywalizacji z płocką Wisłą.
43. i 65. minuta – w tych momentach meczu z Legią Warszawa debiutanckie bramki w Ekstraklasie zdobył zawodnik Górnika Igor Angulo (3:1, Zabrze, 15 lipca). W sumie ma ich już sześć. Hiszpański napastnik zmieniał kluby jak rękawiczki, a Górnik jest 12.! Walnie przyczynił się do awansu zabrzan z pierwszej ligi. Został królem strzelców z 17 golami. Co ciekawe, występuje właśnie z takim numerem na koszulce. Już widać, że będzie jednym z najbardziej wyróżniających się w naszej najwyższej lidze zagranicznych futbolistów. Jeszcze na początku tego roku zapowiedział, że chce wypełnić swój kontrakt z Górnikiem, który obowiązuje do czerwca 2018 r. Tym samym uciął wszelkie spekulacje o jego odejściu, m.in. przebąkiwano coś o Chinach. Goleador potwierdził znakomitą dyspozycję na początku sezonu, strzelając trzy gole w spotkaniu zabrzan z krakowską Wisłą (3:2, 29 lipca). „On był lepszy od Wisły”, skwitował szkoleniowiec Białej Gwiazdy Kiko Ramírez. Ktoś inny trafnie zauważył, że gra w Ekstraklasie nie robi Baskowi różnicy, można powiedzieć, że wszedł do niej razem z drzwiami.

VAR – nowy sufler arbitrów

48. i 85. minuta – wtedy podczas meczu Lechii z Cracovią 0:1 (Gdańsk, 22 lipca) po raz pierwszy w historii naszej ligi użyto systemu VAR. Piłkarze z Krakowa dwukrotnie musieli obejść się smakiem – ich napastnik Krzysztof Piątek trafiał do siatki, ale arbiter Szymon Marciniak na podstawie powtórek wideo nie uznawał bramek. Nowy sufler arbitrów – VAR, czyli video assistant referee – to absolutna nowość na naszych stadionach, warto więc mu poświęcić nieco więcej uwagi. System ten może być używany jedynie w czterech przypadkach: przy golu, rzucie karnym, bezpośredniej czerwonej kartce i przy pomyleniu zawodników przez sędziego – w innych sytuacjach już nie. Na razie z VAR korzysta się podczas jednego spotkania w kolejce, ale planuje się, że będzie funkcjonował we wszystkich meczach w rundzie wiosennej. „Pod względem technicznym jesteśmy na to gotowi. Sukcesywnie będzie się to zmieniało, ponieważ coraz więcej naszych sędziów będzie zdobywało uprawnienia do korzystania z systemu VAR w wersji online”, wyjaśnił rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski.

System w wersji online (sędzia na boisku jest w kontakcie z arbitrem VAR i może zweryfikować swoją decyzję) w ogóle po raz pierwszy został zastosowany w Polsce podczas meczu o Superpuchar Legia-Arka (1:1, 3:4 w karnych). Na początku drugiej połowy warszawianie domagali się wykorzystania VAR, po tym jak Guilherme dośrodkował w pole karne, a jeden z graczy Arki miał dotknąć piłki ręką.

VAR offline można nazwać poligonem dla sędziów. Obserwują oni mecz na podglądzie z kilkunastu kamer, w protokole opisują konkretne zdarzenia, np. w 21. minucie faul na czerwoną kartkę. Spostrzeżeń tych nie przekazują jednak ani sędziemu głównemu, ani technicznemu. Wypełniają protokół i wysyłają do weryfikacji. Żeby uzyskać certyfikat obsługi VAR, każdy sędzia musi przejść pięć prób offline i trzy online. Koszt obsługi wszystkich meczów szacuje się na ok. 4 mln zł. Przy wieloletnich umowach można liczyć na spore upusty.

57. minuta – na otwarcie sezonu czerwona kartka (druga żółta) na koncie Dominika Furmana, pomocnika Wisły Płock w konfrontacji z gdańską Lechią.
60. minuta – oczywisty błąd toruńskiego arbitra Bartosza Frankowskiego (Sandecja-Arka, 0:0, 21 lipca), czyli klasyczna futbolowa kontrowersja. Pomocnik Sandecji Bartłomiej Dudzic zagrywał piłkę ręką, a sędzia podyktował rzut wolny dla gości, chociaż gdynianom należał się rzut karny, bo nieprzepisowe zagranie miało miejsce w polu karnym.
63. minuta – sędzia Szymon Marciniak musiał przerwać spotkanie Górnika z Wisłą. Na boisku wylądowały race rzucane przez skandalicznie zachowujących się kibiców z Krakowa. Na szczęście po kilkudziesięciu sekundach mecz został wznowiony.
71. minuta – uf, jak gorąco! W meczu Arka Gdynia-Wisła Płock (1:1, 30 lipca) sędzia Paweł Raczkowski ogłosił dodatkową, minutową przerwę na uzupełnienie płynów przez zawodników.
76. minuta – rzut karny zmarnowany przez zawodnika Piasta Konstantina Vassiljeva (z Cracovią na wyjeździe, 15 lipca). W dwóch minionych sezonach Estończyk był filarem białostockiej Jagiellonii, teraz wrócił do Gliwic, gdzie rozpoczynał karierę w naszej Ekstraklasie.
90. minuta – ta ostatnia, jakże często najważniejsza, minuta. Zwycięski gol Cilliana Sheridana w wyjazdowym spotkaniu Jagiellonii z Pogonią (1:0) 30 lipca w Szczecinie. Goście byli po trzech kolejkach liderem i jedyną drużyną z kompletem punktów. Bramka padła po fatalnym błędzie Jarosława Fojuta, bezlitośnie wykorzystanym przez Irlandczyka. Ten brodaty, mierzący 196 cm, potężny mężczyzna cieszy się sympatią kibiców od pierwszych chwil pobytu w Białymstoku. Zanim trafił do Jagi, od 2010 r. zwiedził kilka klubów. Były to: CSKA Sofia, St. Johnstone, Kilmarnock, Apoel i Omonia Nikozja. Podpisał kontrakt od 27 lutego 2017 r. do 30 czerwca 2019 r. Pierwszą bramkę strzelił w wygranym 1:0 meczu z Bruk-Betem Termalicą, a w sumie miał ich na koncie w poprzednim sezonie osiem. Popularność zyskało jego wyznanie: „Czasem, gdy Michał Probierz się rozpędzi, to mówię sobie: całe szczęście, że jeszcze nie znam polskiego. I że to nie na mnie krzyczy”.

W doliczonym czasie gry

  • Jednym z najważniejszych „towarzyskich” wydarzeń inauguracji było pojawienie się na ławce trenerskiej Cracovii Michała Probierza. W poprzednim sezonie był o krok (a dokładniej o jedną bramkę) od zdobycia tytułu mistrza Polski z Jagiellonią. Jak wiadomo, skończyło się zajęciem drugiego miejsca, lecz szkoleniowiec nie zaprzeczał wieściom, że wybiera się do roboty za granicę. A jednak wylądował w Krakowie i tym posunięciem zaskoczył chyba nawet siebie. Może chce się przekonać, jak potoczą się rozgrywki już bez podziału punktów, którego niezmiennie był gorącym przeciwnikiem. „To temat, który wielokrotnie poruszałem. (…) Większość trenerów woli milczeć, żeby nie podpaść władzom Ekstraklasy SA. Jedynie w kuluarach mówią otwarcie o tym, że reforma jest zła, na forum jednak milczą. Taka jest prawda!” („Od zawsze wiedział, że będzie trenerem”, PRZEGLĄD nr 12/2016).
  • W dzisiejszym coraz bardziej zwariowanym piłkarskim świecie coś ma wartość, jeżeli jest przeliczane na pieniądze. Taka hierarchia ważności obowiązuje w europejskich ligach (według Transfermarktu). Na czele angielska Premier League – 5,45 mld euro, druga hiszpańska La Liga – 3,58 mld euro, trzecia włoska Serie A – 3,12 mld euro. Nasza LOTTO Ekstraklasa na 18. pozycji – 144,65 mln euro. Wciąż nie ma specjalnie czym się chwalić.
  • Wartość rynkowa klubów (w milionach euro): 1. Legia – 28,88; 2. Lech – 15.08; 3. Jagiellonia – 12,80.
  • Wartość zawodników (w milionach euro): na pierwszych siedmiu miejscach legioniści: Michał Pazdan – 3,50; Artur Jędrzejczyk – 3; Guilherme – 2,50; Thibault Moulin – 2; Cristian Pasquato – 1,80; Krzysztof Mączyński i Michał Kucharczyk – po 1,50.
  • Jak oceniamy start Ekstraklasy? Mieliśmy kilka żywszych spotkań, np. Śląska z Lechią czy Korony z Cracovią, ale znacznie więcej tych z rodzaju: ja do ciebie, ty do mnie, jak mawiał Kazimierz Górski. Bezproduktywne, nudne podawanie sobie piłki, z którego nic nie wynika. Zdaniem Adama Godlewskiego z „Piłki Nożnej” w nowym sezonie Ekstraklasa rozpędza się wyjątkowo powoli. Pięknych zagrań i niezapomnianych akcji jest mniej niż spektakularnych klopsów. Wreszcie sprawa punktów. Zwolennicy argumentowali, że nie ma niczego złego w podziale przez dwa, co więcej – dzięki temu w lidze walka trwała do samego końca. Rzecz w tym, że teraz – abstrahując od poziomu – liczba zdobytych punktów ma znaczenie od początku. Niektórzy, jak Termalica czy Piast, najwyraźniej się zdrzemnęli. Na koncie po punkcie i aż osiem straty do lidera. Jeszcze kilka tygodni temu można było to lekceważyć, bo mając w perspektywie podział punktów, cztery oczka spokojnie się odrabiało. Dzisiaj osiem to nie cztery, ale osiem – żeby dorównać najlepszym, trzeba wygrać trzy kolejne mecze, ale przecież rywale wszystkiego nie przegrają. Jeszcze na dobre się nie rozkręciło, a już niektórzy mają całkiem poważny problem. Powinno być coraz ciekawiej.

System VAR może być używany w czterech przypadkach:
– przy golu
– rzucie karnym
– bezpośredniej czerwonej kartce
– przy pomyleniu zawodników przez sędziego

Wydanie: 32/2017

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy