A teraz reparacje

A teraz reparacje

Władza ma nową zabawkę, którą będzie kusić obywateli. To niemieckie reparacje. Jak powiedział poseł Mularczyk, sprawa domagania się reparacji to pomysł samego Jarosława Kaczyńskiego. A to znaczy, że jest inicjatywą najwyższej wagi. Mularczyk w Polskim Radiu mówił: „Nie jest to sprawa na rok, półtora czy dwa lata, to jest sprawa, która będzie wymagała olbrzymiego wysiłku ze strony państwa. To zebranie wszystkich informacji, ponowna wycena [strat] i podjęcie działań dyplomatycznych, a później prawnych, jeżeli to konieczne”.

Innymi słowy, przez najbliższe lata PiS będzie zajmowało się sprawami reparacji. A to będzie opracowywało ekspertyzy prawne, a to szacowało straty (ciekawe, czy za zniszczony Wrocław też wystawimy rachunek), a przede wszystkim będzie opowiadało, że ono walczy o odszkodowania od Niemców, a inni – nie.

To wygodny wehikuł działań. Partia będzie opowiadać o bilionach, które nam się należą, parę osób przy tym zarobi spore pieniądze (ekspertyzy, wyceny, programy…), wszyscy będą zadowoleni.

PiS więc gada (i gadać zamierza), choć ma puste ręce. I nie mówi, jak w realu zamierza tę sprawę przeprowadzić. Bo jeżeli taką sprawę się podnosi, to trzeba być do niej przygotowanym – mieć dokumenty, wyznaczoną ścieżkę postępowania. Trzeba wiedzieć, jakie instancje będą przyznawać Polsce reparacje, jak będziemy je egzekwować, kto nas będzie popierał. Na razie ani widu, ani słychu.

W MSZ sprawy niemieckie są gdzieś pogrzebane. Nie podjęto żadnej dyplomatycznej inicjatywy, by budować w tej sprawie poparcie. Ba! Prezydent Czech Miloš Zeman już powiedział w dzienniku „Lidove Noviny”, że „należy wziąć pod uwagę, że ta sprawa [domagania się reparacji] nie jest żadnym tematem w relacjach niemiecko-czeskich”. Jednocześnie Zeman wyraził gotowość wysłuchania argumentacji rządu w Warszawie. Trudno ocenić, czy z ciekawości, czy ze złośliwości, bo tych argumentów, jak przyznał poseł Mularczyk, jeszcze nie ma.

Zemana poparł szef czeskiej dyplomacji Lubomír Zaorálek. W jego opinii przeszłość należy powierzyć historykom, aby móc się zająć przyszłością: „To się w pełni opłaciło i nie ma powodu, by coś tu zmieniać”.

Jeżeli Czesi jako sojusznik w walce o reparacje odpadają, to może Francuzi? Najpierw musielibyśmy z nimi się przeprosić. A do tego jest chyba daleka droga. Prezydent Macron deklaruje bowiem potrzebę wzmocnienia osi Paryż-Berlin, a teraz wybiera się do państw Europy Środkowej – do Austrii, Czech, Słowacji, Rumunii i Bułgarii. Polskę i Węgry omija szerokim łukiem.

Może więc Węgry, nasz główny sojusznik, w sprawie reparacji za II wojnę światową by nam pomogły? Chyba nie byłby to najlepszy pomysł.

Odłóżmy na bok sprawę sojuszników. Wyobraźmy sobie, że dokołaczemy się jakichś praw dotyczących reparacji. A Niemcy powiedzą: nie. I co wtedy? Ruszymy na Berlin swoimi czołgami Leopard? A może, bardziej nowocześnie, ogłosimy wobec Niemiec sankcje gospodarcze?

Brutalnie mówiąc, nic tu nie da się ruszyć. Chyba że, tradycyjnie, pomoże Rosja.

Wydanie: 34/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy