Pan od sprzątania

Pan od sprzątania

Jakimi sukcesami chwali się minister Waszczykowski? Otóż sukcesem dla niego jest, że zwalnia ludzi w MSZ. W tej dziedzinie jest wiernym, choć mało szanowanym, uczniem prezesa. Przypomnijmy, prezes upominał ministra, że zmiany w MSZ postępują za wolno, że wciąż są tam „złogi” do wyczyszczenia. Tym go przynaglał.

Poskutkowało. Teraz Waszczykowski mógł zameldować, że od 16 listopada 2015 r. do chwili obecnej nieustannie zachodzą w MSZ przyśpieszone zmiany kadrowe. Jakie? „Na 100 kierowników ambasad i stałych przedstawicieli RP od 16 listopada 2015 r., a więc czasu kiedy rząd Prawa i Sprawiedliwości przejął władzę, zostało zmienionych 65 ambasadorów – poinformował. – W tym czasie objęło placówki 46 nowych kierowników, a kilkunastu kandydatów znajduje się w trakcie procedury mianowania na stanowiska szefów placówek”.

Minister nie omieszkał dodać, że „podobna sytuacja ma miejsce w przypadku konsulatów i Instytutów Polskich”. No i że większość kadry kierowniczej resortu stanowią osoby, które „nie mają nic wspólnego z poprzednim ustrojem”. „Na 111 stanowisk dyrektorskich (w tym zastępców dyrektorów), osoby, które w 1990 r. nie miały więcej niż 18 lat, stanowią niemal dwie trzecie kadry kierowniczej w centrali MSZ”.

Dodajmy do tego jeszcze jeden cytat z Waszczykowskiego: „W ciągu minionych 28 lat wyrosło nowe pokolenie Polaków. Nadeszła pora, aby to oni, nieobciążeni przeszłością, reprezentowali Polskę na świecie”.

Oto więc mamy kredo szefa dyplomacji. Jak wynika z jego słów, głównym zadaniem dyplomatów jest reprezentowanie swojego kraju. Nie negocjowanie, nie ochrona interesów, ale reprezentowanie.

Do tego zadania mają być kierowani nowi ludzie albo tacy, którzy w roku 1990 nie mieli ukończonych 18 lat, albo – o czym minister nie wspomina – protegowani partii rządzącej. Jak ambasador Przyłębski czy kandydatka na szefową placówki w Izraelu Barbara Stanisławczyk-Żyła, którą w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, po jej prezentacji, poparła tylko jedna (tak, tak, jedna) osoba. W komisji, w której PiS ma większość.

To zresztą bardzo ciekawe, że Waszczykowski starannie unika oceny pracy mianowanych przez siebie ambasadorów. Nas to nie dziwi – bo co mógłby na ich temat powiedzieć? Że się uczą?

Innymi słowy – takie sprawy jak skuteczność dyplomacji, kompetencje, umiejętność negocjowania spraw ważnych dla kraju, triada dyplomatycznych obowiązków négocier-observer-protéger w MSZ Waszczykowskiego są na dalekim planie. Na pierwszym jest to, by w instytucji pracowali zaufani ludzie, nieskażeni dawnym ustrojem. I ładnie „reprezentowali” kraj. To może odrzućmy półśrodki i wyślijmy na placówki laureatki konkursu Miss Polonia?

I dodajmy do tego jeszcze jedno zdanie. Otóż na tle dziwnych postaci, które minister skierował na placówki w najważniejszych państwach świata, błyszczy wiedzą i doświadczeniem Joanna Wronecka, ambasador przy ONZ. Jej nalepki, że to protegowana Geremka i Cimoszewicza, nie zaszkodziły. Wniosek nasuwa się sam: Waszczykowski uznał, że możemy mieć byle kogo w jednej czy drugiej stolicy, ale w Radzie Bezpieczeństwa ONZ zasiadać musi fachowiec. Dobre i to.

Attaché

Wydanie: 2/2018

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy