50 robót Greya

50 robót Greya

Jeżeli mielibyśmy wskazać naszego ulubieńca w MSZ, na pewno w czołówce znalazłby się wiceminister Jan Dziedziczak. Nie, nie ze względu na rozległe doświadczenie dyplomatyczne czy też szeroką znajomość języków obcych (ha, ha, ha), ale z powodu pewnej cechy, która szybko poprawia nastroje w gmachu przy al. Szucha. Otóż nawet w przypadku wielkiej chandry urzędnik zawsze może do niego się porównać i… humor mu wraca.
Jan Dziedziczak, człowiek pasujący do MSZ jak traktor do autostrady, regularnie daje próbki swoich możliwości. Jakie? Na pewno zanotowano w notesach dyplomatów, że podczas głosowania w Sejmie nad odrzuceniem ustawy o całkowitym zakazie przerywania ciąży Dziedziczak był po stronie religijnych fundamentalistów, a nie po stronie szefa PiS. Innymi słowy, jest za wariantem salwadorskim, za karaniem kobiet, zmuszeniem do urodzenia dzieci z trwałymi wadami, skazanych na śmierć lub poczętych z gwałtu. Jak na dyplomatę to nietypowe podejście.
Wiceminister ma w sobie również rozbrajającą naiwność, jeśli chodzi o Polskę Ludową i ludzi, którzy w tamtych czasach byli aktywni. Nie tak dawno sejmowej Komisji do spraw Łączności z Polakami za Granicą prezentowany był kandydat na konsula generalnego w Łucku Wiesław Mazur. MSZ rozpływało się nad jego umiejętnościami organizacyjnymi, przypominano, że zorganizował konsulat w Odessie, że prowadził i ewakuował konsulat w Sewastopolu, że zrewolucjonizował pracę konsulatu we Lwowie, zwiększając – przy niezmienionej obsadzie kadrowej – liczbę wydawanych wiz z 250 tys. do 340 tys. rocznie, co jest rekordem świata. Taki człowiek jedzie teraz budować placówkę w Łucku. A wiceminister Dziedziczak nad tym ubolewa. Bo Mazur przed rokiem 1989 należał do PZPR.
– Dla nas szczególnie istotny jest nieskazitelny charakter danego kandydata, PZPR jest czymś rzeczywiście bardzo mocno obciążającym – mówił posłom. I natychmiast się usprawiedliwiał: – Jeśli chodzi o naszą politykę kadrową, to tego typu rzeczy będą daleko idącym wyjątkiem. Zwrócę uwagę pań i panów posłów, że pan konsul właśnie kończy swoją pracę we Lwowie, przenosi się do mniejszej placówki do Łucka, a we Lwowie nowa osoba, która będzie kierować konsulatem, na pewno nie będzie z PZPR.
PZPR jest dla niego najważniejszym wrogiem, niczym trąd. A dla nas, panie ministrze, najważniejszy jest poziom IQ.
Przy okazji chcielibyśmy pogratulować panu Dziedziczakowi nowego kolegi. Wiceministrem spraw zagranicznych został właśnie Robert Grey, absolwent University of Massachusetts oraz New School University w Nowym Jorku. Nie, to nie jest Amerykanin, urodził się w Rawie Mazowieckiej, pewnie pod innym nazwiskiem. W roku 2010 wrócił do Polski i krąży od firmy do firmy, był m.in. we władzach Forum Ekonomicznego w Krynicy, w Bumarze, na Uniwersytecie Warszawskim… A teraz trafił do MSZ. I odpowiada za dyplomację ekonomiczną oraz politykę amerykańską i azjatycką. Za pół świata.
No cóż… Panie Waszczykowski, za granicą studiuje 48 tys. Polaków. Im wszystkim zaoferujesz pan stanowiska wiceministrów?

Wydanie: 2016 41/2016

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy