Na wschodnim kursie

Na wschodnim kursie

Jeśli popatrzymy na kalendarz zagranicznych peregrynacji prezydenta, pani premier i szefa MSZ, rzuca się w oczy pewna zasadnicza zmiana. Oni zdecydowanie rzadziej niż ich poprzednicy jeżdżą na Zachód, za to częściej na Wschód. Mijający rok polskiej dyplomacji to otwarcie na Chiny i na Białoruś. A Zachód? To odwołanie wizyty w Warszawie prezydenta Francji François Hollande’a. Mocnym akcentem przyjazdu na szczyt NATO prezydenta USA było zaś napomnienie polskich władz za brak poszanowania demokratycznych reguł.

Jeżeli już mamy wizytę na Zachodzie, to taką, że Beata Szydło jedzie do Parlamentu Europejskiego tłumaczyć się w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Innym kierunkiem są Węgry – tam nasi oficjele jeżdżą. Na Zachodzie nie są mile widziani.
Polska zeszła z kursu zachodniego, wstępując na kurs wschodni.

Pytanie tylko, czy jest to celowy i świadomy manewr, naprawiający jednotorową politykę zagraniczną czasów PO, czy też efekt polityki wewnętrznej ekipy PiS?

Mieliśmy więc ostatnimi czasy huczne otwarcia na Chiny i na Białoruś. Czyli państwa, które ekipa PO cenzurowała, oskarżając o brak demokracji i nieprzestrzeganie praw człowieka. Czy po odejściu PO, czyli w ostatnich 12 miesiącach, coś się zmieniło w Chinach i na Białorusi? KPCh ogłosiła liberalną demokrację albo odszedł Aleksander Łukaszenka? Nic takiego się nie stało.

Można więc optymistycznie ocenić, że minister Waszczykowski zmienił politykę wobec Chin i Białorusi, uznając, że dotychczasowa linia, prezentowana przez PO, poniosła klęskę, trzeba zatem inaczej. Albo przyjąć założenie pesymistyczne – że po prostu pisowcy dobrze się czują w państwach niedemokratycznych, a źle w takich „lewackich” jak Francja, Włochy czy Holandia. Który z tych poglądów jest zgodny z rzeczywistością? Może oba?

W efekcie mamy spotkania na najwyższym szczeblu i deklaracje jak najściślejszej współpracy. Wicepremiera Morawieckiego, który pojechał do Mińska, przyjął prezydent Łukaszenka. I przedstawił mu kilkanaście firm, w prywatyzacji których Polska mogłaby wziąć udział. A niejako przy okazji zarządził objęcie Grodna i Kanału Augustowskiego ruchem bezwizowym.

Morawiecki nie szczędził Łukaszence miłych słów, mówił wiele o tym, jak sprawy gospodarcze mogą łączyć, o tym, że granica polsko-białoruska może być bramą łączącą Wschód z Zachodem itd. O mieszkających na Białorusi Polakach ani o opozycjonistach – te sprawy przez lata całe były dla naszej dyplomacji najważniejsze – nawet się nie zająknął.

Może uznał, że sprawy rozwiążą się same? Zwłaszcza że dziś na Białorusi jednym z najwartościowszych dokumentów jest Karta Polaka.
Polska wchodzi więc w relacjach z Białorusią w nowy etap, co zresztą w obu krajach zostało bardzo dobrze przyjęte.

Tak oto, chyba trochę niespodziewanie dla samego siebie, PiS udało się przełamać dwie bariery w polskiej polityce zagranicznej – antychińską i antybiałoruską. Teraz została już tylko wizyta w Moskwie…

Wydanie: 44/2016

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy