Aborcja pigułki

Aborcja pigułki

– Nie rozumiem, jak to jest, że minister ulega presji ideologicznej i w ten sposób propaguje aborcję. Bo przecież efektem ograniczenia dostępu do tabletki „dzień po” będzie wzrost liczby niechcianych ciąż – komentuje dr Południewski i dzieli się wiedzą na temat statystyk dotyczących ciąż, które kończą się aborcją. Okazuje się, że ciąża u nieletnich w 80-90% kończy się aborcją. W USA zrobiono badania, z których wynika, że liczba ciąż zakończonych aborcją i zakończonych urodzeniem dziecka zrównuje się dopiero u dziewcząt w wieku 18-19 lat. – By uchronić nastolatki przed niechcianą ciążą i aborcją, w Europie wprowadzono pigułkę „dzień po” bez recepty – mówi dr Południewski. Inne badania, przeprowadzone w latach 2001-2002 na Węgrzech, po wprowadzeniu pigułki antykoncepcji awaryjnej bez recepty, wykazały, że w grupie nastolatek do 19. roku życia liczba aborcji spadła o połowę, a u kobiet do trzydziestu paru lat – o 35%.

Nierówne prawo

Prawicowi politycy twierdzą, że aborcja w Polsce to zjawisko marginalne. Oficjalne dane rządowe mówią o kilkuset legalnych aborcjach rocznie, w 2013 r. było ich 750. Badania CBOS z 2013 r. pokazują inną statystykę – do niechcianych ciąż dochodzi u 25-35% Polek, bo przerwało je w swoim życiu od 4,1 do 5,8 mln kobiet. To tylko obrazuje, jak wielka jest szara strefa. A przecież będzie jeszcze większa, gdy rząd ulegnie naciskom środowisk kościelnych i całkowicie zakaże legalnej aborcji, a także utrudni lub w ogóle uniemożliwi dostęp do antykoncepcji awaryjnej. Trzeba bowiem pamiętać, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy dostępności tabletki „dzień po” bez recepty sprzedano 36 tys. opakowań.

Prof. Monika Płatek zwraca uwagę, że brak dostępu do antykoncepcji awaryjnej bez recepty jest łamaniem prawa, a konkretnie Ustawy o planowaniu rodziny z 1993 r., która gwarantuje każdej osobie dostęp do wiedzy i informacji oraz środków antykoncepcyjnych, tak aby każdy z nas w sposób odpowiedzialny mógł decydować o swoim zdrowiu i życiu reprodukcyjnym. W dalszej kolejności zostanie złamane prawo unijne, które wprowadziło tabletkę „dzień po” bez recepty w całej Unii Europejskiej. Prof. Monika Płatek widzi też w nowych postanowieniach przejaw nierówności płci wobec prawa: – Z jednej strony, jest powszechność dostępu mężczyzn do prezerwatyw, a z drugiej, próba reglamentowania środków, które zabezpieczają kobiety. Dlaczego ci sami lekarze i pan minister nie żądają, aby na receptę była prezerwatywa?

Zamach na tabletkę to kolejny etap ideologizacji prawa w Polsce, które ma doprowadzić do ubezwłasnowolnienia kobiety, odebrania jej prawa do decyzji, czy i kiedy chce zostać matką. Prof. Monikę Płatek oburza przedmiotowe traktowanie kobiet w Polsce i postawa niektórych katolickich lekarzy, chcących zmieniać prawo wedle własnego światopoglądu. – Co mnie jako pacjentkę obchodzi wyznanie lekarzy? Czy oni w związku z wyznaniem pobierają pieniądze za swoje usługi? Wiara nikogo nie zwalnia od konieczności posiadania wiedzy medycznej i specjalistycznej, a ta wyraźnie mówi, że po tabletkę sięga się wtedy, gdy zachodzi obawa, że może dojść do zapłodnienia, i po to, aby mu przeciwdziałać. Jeśli dla kogoś jest to niezgodne z jego wiarą, niech nie łyka tej tabletki, ale niech innym nie odbiera do tego prawa.


Tabletka to nie cukierek

Tabletka „dzień po” jest środkiem zapobiegającym zapłodnieniu komórki jajowej. – Nie jest to tabletka poronna, która usuwa zarodek. Jest to środek antykoncepcyjny służący do zabezpieczenia przed niechcianą ciążą – przypomina ginekolog dr Grzegorz Południewski.

Pigułka jest w miarę bezpieczna, jeśli korzysta się z niej rzadko. – Szczególnie młode osoby, które nie osiągnęły jeszcze dojrzałości hormonalnej, a w przypadku dziewcząt następuje to w wieku 22 lat, powinny mieć świadomość, że tabletka zaburza naturalny rytm hormonalny w organizmie. Ale kiedy stosują ją raz czy drugi, a nie jak cukierki, organizm ma szansę wrócić do normy – mówi dr Beata Wróbel, ginekolog i seksuolog z Centrum Medycyny Seksualnej w Dąbrowie Górniczej.

Lekarze jak dotąd nie mają danych na temat powikłań u kobiet stosujących tę pigułkę. – Ta sama substancja znajduje się w lekach, które, w większej dawce i codziennie, przyjmują kobiety mające mięśniaki macicy – wyjaśnia dr Południewski. Podkreśla, że nie miał żadnych informacji od pacjentek o ewentualnych powikłaniach, a gdyby tak było, toby je zgłosił. – Lekarze mają obowiązek zgłaszania powikłań do urzędu nadzoru farmaceutycznego przy Ministerstwie Zdrowia. Nie słyszałem, a mam wiadomości sprzed półtora miesiąca, aby zgłoszono tam jakieś powikłania – mówi dr Południewski.

Foto: Fotolia

Strony: 1 2

Wydanie: 14/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy