Alaska pod Rabką

Alaska pod Rabką

Pierwsze Mistrzostwa Polski Psich Zaprzęgów na średnim dystansie wyłoniły krajową czołówkę maszerów

Startowi psich zaprzęgów towarzyszy zbiorowa histeria zawodników. Czworonogi dają wyraz zdenerwowaniu głośnym ujadaniem, wyciem albo skomleniem. Hałas wzmaga się, gdy sędzia główny, Andrzej Zamojski, zaczyna odliczanie. Zaprzęg wreszcie gwałtownie rusza, psy pędzą jak huragan, ale… za pierwszym zakrętem sanie się zatrzymują, a czworonożni zawodnicy załatwiają tzw. dużą potrzebę. – To z nerwów – tłumaczą poganiacze psów, w żargonie hodowców zwani maszerami.
Jedynie mistrzowie, tacy jak Kazimierz Kukułka z Krakowa czy Piotr Darecki z Radomia, starają się, aby wyścig nie powodował silnego stresu u zwierząt i otaczają pieski matczyną czułością. Kazik całuje całą czwórkę husky i gładzi po futrze. Piotr wręcz czaruje swoje alaskany, więc jego psy zamiast skowyczeć, skakać bezładnie i szarpać uprząż rozkosznie rozkładają się na śniegu, a ich pan gładzi je po futrze na brzuchu i przemawia do nich łagodnie.

Kiszki marsza grają

Zasadą psich wyścigów jest pusty żołądek. Poganiacze pilnują, aby zwierzęta z nadmiaru wysiłku nie dostały skrętu kiszek albo innych powikłań gastrycznych i dlatego przez cztery dni mistrzostw wypuszczają psy w 45-kilometrową trasę na głodnego. Co najwyżej dają się im napić. Niekiedy zwierzęta wyraźnie słabną, a zdarza się, że nawet mdleją, choć tego nie należy tłumaczyć pustym żołądkiem, lecz ogólnym brakiem kondycji, którą buduje się przez długie treningi przed zawodami. Regulamin zawodów pozwala osłabłe czy np. okulałe zwierzę zapakować do worka i położyć na sanki, aby sobie odpoczęło. Jego towarzysze muszą wtedy włożyć w bieg jeszcze więcej wysiłku.
Właściciele psich zaprzęgów trenują praktycznie przez cały rok. W porach bezśnieżnych zwierzęta ciągną trójkołowe wózki, tylko w zimie można sobie pozwolić na prawdziwe eskimoskie sanki. Pojazd będący skrzyżowaniem nart z sankami pozwala jechać w pozycji stojącej z nogami na szerokich i długich płozach. Gdy psy wciągają sanki na wzniesienie, maszer zeskakuje z płóz i pomaga zwierzętom, pchając sanki od tyłu. Gdy trakt prowadzi w dół, może odpocząć i daje się wieźć, ale musi dbać, by rozpędzone sanie nie rozjechały psów w zaprzęgu, więc niekiedy używa hamulca. Typowe sanie zaprzęgowe mają aż trzy rodzaje hamulców: dwa nożne i kotwicę na sznurze, którą wyrzuca się w sytuacjach szczególnie niebezpiecznych.

Lider ze znajomością angielskiego

Powodzenie zaprzęgu zależy nie tyle od liczby psów, ale od ich wytrzymałości i wyszkolenia. Maszer nie ma niczego, co pozwalałoby mu kierować zaprzęg w żądaną stronę. Może jedynie poganiać psy głosem, ale jego komendy powinny być zrozumiałe, przynajmniej dla lidera, który biegnie na przedzie i nadaje kierunek całemu zaprzęgowi. Psi lider musi mieć nie tylko dominującą pozycję w tym małym stadzie i nie dać się zdominować przez pozostałych, ale bezbłędnie rozumieć rzucane przez człowieka komendy.
Pierwsze Mistrzostwa Polski Psich Zaprzęgów pokazały, że psy rasy siberian husky oraz alaskan malamut najlepiej rozumieją komendy wydawane po angielsku: go, left, right, stop, fast itd, ale niekiedy używa się też słów eskimoskich, a więc niejako pierwotnych dla miejsca pochodzenia tych zwierząt. Mistrz Polski w klasie alaskan malamut, Piotr Darecki, uważa jednak, że psy można nauczyć rozumienia komend w dowolnym języku, nawet w takim, w którym słowo „kiełbasa” trzeba rozumieć jako „skręcaj w lewo”, a „szynka” oznacza „dawaj w prawo”.
Jedno jest pewne – zaprzęg bez dobrego psiego lidera daleko nie zajedzie. Kazimierz Kukułka w ostatnim 45-kilometrowym biegu wyłączył z zaprzęgu psa, który okulał. Kiedy wyjechał kilkadziesiąt metrów za linię startu, pozostałe psy stanęły i zaczęły rozglądać się za swym przywódcą. Maszer musiał więc wrócić po okulałego husky pozostawionego w samochodzie i włączyć go do zaprzęgu. Otrzymał punkty karne, ale i tak zdobył Mistrzostwo Polski w swojej klasie. Dwa inne zaprzęgi musiały w ogóle wycofać się z wyścigu, bo ich psy ciągle plątały się, zbaczały z trasy, nie rozumiały komend i „strajkowały”, kiedy poganiacz zmieniał im miejsce w zaprzęgu.

Sport ekstremalny

Wyścigi psich zaprzęgów są w Polsce młodą dyscypliną. Uprawia ją w sumie nie więcej niż 25 hodowców. Zawody najczęściej odbywają się na krótkich, kilkukilometrowych dystansach. Trwający cztery dni i odbywający się na łącznym dystansie 180 km wyścig w Rabce zaliczyć trzeba już do sportów ekstremalnych z uwagi na długość trasy, ukształtowanie terenu oraz etap odbywający się w nocy. Zawodnicy przed mistrzostwami podpisywali oświadczenie, iż biorą udział w imprezie na własne ryzyko. Najbardziej niebezpieczną dyscyplinę wybrał sobie 18-letni uczeń technikum mechanicznego, Paweł Biedroń z Rabki, startujący w kategorii pulka – jechał na nartach przywiązany do psów i w trudnych sytuacjach, np. w nocy, przy stromych zjazdach, był całkowicie zdany na kaprysy zwierząt, które mogły go np. rzucić na jakieś drzewo lub skałę. Paweł Biedroń również zdobył Mistrzostwo Polski, tak samo jak Adam Ludwik z Białegostoku startujący w klasie open z zaprzęgiem złożonym z ośmiu psów. Najlepszy czas (poniżej 12 godzin) i tytuł Mistrza Polski w klasie dla sześciu psów husky zdobył Andrzej Górowski, ratownik GOPR z Rabki, który odnosił już sukcesy nawet w ojczyźnie psich zaprzęgów – na Alasce. Sportowa wyprawa do tego stanu USA to największe marzenie wszystkich pozostałych uczestników mistrzostw.


Wyścig Psich Zaprzęgów Gorce 2002 o Mistrzostwo Polski na Średnim Dystansie zaliczony został do punktacji Pucharu Polski. Był to najtrudniejszy i najbardziej wymagający dla maszerów i psów wyścig w Polsce. Jego trasa prowadziła po Gorcach na dystansie 180 km. Imprezę zorganizowano we współpracy z Gorczańskim Parkiem Narodowym i Grupą Hodowców Psów Zaprzęgowych „NUNATAKI” z Rabki, w skład której wchodzą w większości ratownicy z Grupy Podhalańskiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, będącego zarazem głównym organizatorem przedsięwzięcia.

 

Wydanie: 6/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy