Okrągły Stół – wielka gra Jaruzelskiego

Okrągły Stół – wielka gra Jaruzelskiego

Generał wiedział, że wszystko będzie musiał wziąć na siebie

Gdy patrzymy dziś na Okrągły Stół, wielkie, przełomowe wydarzenie, to tak, jakbyśmy widzieli wierzchołek góry lodowej. Pamiętamy pierwszy dzień, kiedy gen. Kiszczak witał się z przybyłymi, pamiętamy migawki z obrad, może i dzień ostatni, wraz z przedłużającą się przerwą. Niektórzy dodają do tego Magdalenkę… I na tym koniec. Tymczasem historia Okrągłego Stołu, sam proces dochodzenia do niego, to temat na polityczny thriller.

Czas mrozu

W polityce, żeby dana sprawa mogła zaistnieć, muszą być odpowiednie okoliczności. Europa Środkowa, przynajmniej do marca 1985 r., czyli do śmierci Konstantina Czernienki i przejęcia władzy na Kremlu przez Michaiła Gorbaczowa, była w epoce mrozu. Obowiązywały twarde zasady socjalistycznej jedności, przystemplowane doktryną Breżniewa.

Została ona przyjęta w roku 1968, po interwencji w Czechosłowacji, i głosiła, że w krajach Układu Warszawskiego obowiązuje ograniczenie suwerenności państw członkowskich na rzecz interesów wspólnoty socjalistycznej (w praktyce ZSRR). Pisała o tym „Prawda”, mówił Andriej Gromyko, wieloletni szef radzieckiej dyplomacji. Mówił też o tym na V Zjeździe PZPR, w listopadzie 1968 r., Leonid Breżniew: „Wspólnota socjalistyczna jako całość ma prawo do interwencji na terytorium każdego państwa członkowskiego bloku socjalistycznego w sytuacji, gdy wewnętrzne lub zewnętrzne siły, wrogie wobec socjalizmu, usiłują zakłócić rozwój tego kraju i przywrócić ustrój kapitalistyczny”. Te słowa organizowały życie polityczne w państwach regionu.

Aż do momentu, kiedy przyszedł Gorbaczow. Opowiadał mi o tym Józef Czyrek, który chyba jako pierwszy z Biura Politycznego PZPR poznał Gorbaczowa. Było to w Portugalii, w roku 1984, podczas zjazdu tamtejszej partii komunistycznej. Gorbaczow był przewodniczącym delegacji KPZR. – Spotkaliśmy się wieczorem, w nieformalnej atmosferze, zaskoczył mnie, że jest tak otwarty i tak krytyczny wobec sytuacji wewnętrznej w ZSRR – wspominał Czyrek. – Mówił otwarcie, że gospodarka stoi, że to długo nie pociągnie. Po powrocie opowiedziałem o nim generałowi. Pomyślał trochę i powiedział: „To zaproś go do Warszawy”. Zacząłem więc zapraszać. Ale zanim procedury ruszyły, umarł Czernienko.

Pierestrojka

Gorbaczow nie pojawił się znikąd, w gronie przywódców ZSRR był liderem grupy, która uważała, że imperium musi się odnowić, że trzeba dokonać zmian. Odnowić, czyli zamknąć te sprawy, które są balastem, i otworzyć się na świat. Nowe myślenie zakładało rezygnację z wyścigu zbrojeń, wycofanie się z Afganistanu i z Europy Środkowej, wraz ze zgodą na zjednoczenie Niemiec. Ekipa Gorbaczowa traktowała te działania nie jako porażkę radzieckiej polityki, tylko jako przystosowanie się do nowej rzeczywistości.

Wyścig zbrojeń? Po co wydawać na kolejne rakiety, skoro już te, którymi Moskwa dysponuje, wystarczą do kilkukrotnego zniszczenia Ziemi? Wojciech Jaruzelski mówił mi, jak wspomagał Michaiła Gorbaczowa radą w jego dyskusjach z radzieckimi marszałkami (było to już później, gdy się zaprzyjaźnili). Gorbaczow pytał go jako wojskowego o siłę arsenałów. – Odpowiadałem mu, że to wystarczy na kilka wojen. A wojskowym to zawsze mało.

Zwrotem była decyzja o wycofaniu się z Europy Środkowej i zgoda na zjednoczenie Niemiec. Zamysł był prosty – Gorbaczow widział, że ze strony Europy nic ZSRR nie zagraża, a w razie czego Moskwa ma wystarczającą liczbę rakiet, by czuć się bezpiecznie. Europa Środkowa? Jedynie ciąży. Utrzymanie wojska, pomoc dla tamtejszych władz – to wszystko kosztuje, a pożytku z tego niewiele. Zjednoczenie Niemiec? Otworzyłoby możliwości rozwoju wielkiej rosyjsko-niemieckiej współpracy. Bo jedni mają technologie, a drudzy surowce. Te plany nie do końca się powiodły, choć ich odpryskiem jest m.in. Nord Stream 2, ale istnieje w obu społeczeństwach silny mit niemiecko-rosyjskiej współpracy i wielkich korzyści z niej wynikających.

Takie były zamiary Gorbaczowa, trzeba jeszcze było je przeprowadzić. A to wymagało, zwłaszcza jeśli chodzi o zjednoczenie Niemiec, współpracy z Amerykanami. Należało również złamać opór rosyjskich marszałków, którzy nie rozumieli, dlaczego wojsko miałoby ewakuować się na wschód. O ich mentalności znakomicie opowiadał Wojciech Jaruzelski na spotkaniu w hotelu Hyatt z okazji swoich 90. urodzin: – Miałem bardzo ciekawą rozmowę z ówczesnym ministrem obrony Związku Radzieckiego, marsz. Dmitrijem Ustinowem. Powiedział ciekawą rzecz: „My mamy trzy fronty. Dzisiaj jest front polski, jest front afgański, który właściwie jest dla nas jak pryszcz na nosie, my to załatwiamy zupełnie marginalnie, i zarysowuje się coraz bardziej front chiński”. A to był taki czas, kiedy wiceprezydent Bush złożył wizytę w Chinach, padły tam wzajemne deklaracje dostaw uzbrojenia itd. I Ustinow mówił: „Jaki front w pierwszej kolejności trzeba zlikwidować? Który najbardziej zagraża? Wasz! To jest racja bytu Układu Warszawskiego! Bez Polski nie ma Układu Warszawskiego, nie ma NRD. Kluczowe rzeczy!”. Doskonale to rozumiałem. Nie dlatego, że oni byli tacy źli, drapieżni, chcieli do tej Polski wkraczać. Ale to była nieubłagana logika tamtego czasu, myśmy musieli ją rozumieć.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 17-18/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Wojtek Łaski/East News

Wydanie: 17-18/2019

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 11 maja, 2019, 19:21

    A co ci wszyscy styropianowcy dali narodowi? Tysiące samobójstw z przyczyn bytowych. Setki zamarzniętych bezdomnych każdej zimy. Prawie cała młodzież parobkami całego świata. Niespotykana w historii narodu skala bezpowrotnej emigracji zarobkowej. Bezdenna pauperyzacja środowisk robotniczych. Dziedziczna bieda. Większość pracowników fizycznych wdeptana w socjalne bagno, bez szans na lepsze jutro. Kult śmietnika i żebraka. Powrót takich plag jak grużlica czy wszawica. Bezprzykładne skłócenie narodu. Sprowadzenie polityki do rynsztoka. Unicestwienie praworządności. Taką cenę płaci naród za skok na kasę styropianowych bohaterów. Ich „atutem” były dwie lewe ręce i gęby pełne frazesów. Podobno mieli walczyć o poprawę losu robotnika a dzisiaj jedynie coś bełkocą o wolności. Za ten sabotaż dokonany na narodzie należy pozbawić ich wysługi emerytalnej za lata PRLu gdyż wówczas nie pracowali a jedynie za judaszowe dolary, na zasadzie „im gorzej tym lepiej” rozwalali gospodarkę i państwo. Pod trybunał z nimi!

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 11 maja, 2019, 19:25

    Gen. Jaruzelski od pewnego momentu zaczął traktować swych przeciwników politycznych jak partnerów. Z kim to było gadać i o czym okazało się później w sposobie jego traktowania przez tych pożal się Boże partnerów.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy