AIDS – zemsta natury

AIDS nie ma nawet 20 lat! Upiór zarazy wyłonił się z dżungli i zastąpił poczciwy syfilis. Ale syfilis poczciwy nie był i trwało stulecia, zanim na tę “francuską chorobę” znaleziono skuteczne lekarstwa. Nawiasem mówiąc, w przedrewolucyjnej Moskwie funkcjonowała tabliczka “warszawskij doktor”, oznaczająca wenerologa leczącego kiłę w sposób bezbolesny. Ja, oczywiście, tam wtedy być nie mogłem, opowiadał mi ojciec. Nie wiem, czy syfilis był nazywany w swoim czasie “karą bożą”, pewnie tak. Chrześcijaństwo, które na wszystko, co dotyczy seksu, jest uczulone, najłagodniej mówiąc, nie przepuściłoby takiej okazji. Teraz też się nie popisało i dopiero sam papież przeciął te ekscesy.
Co prawda i ja sam widziałem rzecz w kategoriach podobnych, sądząc, że to ocknęła się Gaja, która, dążąc do utrzymania homeostazy, niszczy nasz gatunek. Kilkanaście lat temu wyglądało wszystko groźniej niż dzisiaj. Obliczałem wtedy sobie, że nie zdołamy się oprzeć i bardzo szybko będzie po nas. Prawda, że zmarło dotąd kilkadziesiąt milionów ludzi, ale przyrost naturalny ciągle jest większy niż zagłada. Notabene ciągle podejrzewamy jakąś transcendencję, że jest przeciwko nam. Jak nie bogowie z Olimpu, to Jahwe, jak nie Jahwe, to Gaja i tak dookoła. We wszystkich mitologiach zasłużyliśmy na karę, potop powraca wszędzie, jest też wojna, ogień, głód i w końcu “powietrze”. Ale na przykład najstraszniejsza zaraza, która nawiedziła Europę, tzw. “czarna śmierć” roku 1348, przypisana została Żydom zatruwającym studnie… Żyd był drzewiej naturalnym pomocnikiem szatana, podobnie jak współcześnie mason.
Ale właściwie to nie o tym chciałem pisać. Natomiast zdumiewa mnie przemyślność i bohaterstwo naszego własnego gatunku, który przeciwstawił się temu jadowicie perfidnemu wyzwaniu. Uderzenie skojarzyło się przecież z najgłębszym instynktem i pokusą, której prawie nie sposób się oprzeć. A pozaseksualny sposób zarażenia też się dziwnie kojarzy, bo z dziełem miłosierdzia, darem krwi. Przyjęcie go może się równać zarażeniu.
Spodziewałem się, że ta wersja zagłady spustoszy całe społeczeństwo i zniszczy je ostatecznie, bo ratunku właściwie nie ma. Ale okazało się, że nawet zarażeni rodzice przy pewnych środkach ostrożności mogą mieć zdrowe dzieci. Że inne znów środki ostrożności prawie zapobiegają zakażeniu, a w końcu wynaleziono i leki, które wprawdzie nie mogą wyleczyć, ale mogą przedłużyć życie. AIDS jest w dalszym ciągu straszliwy i nieuleczalny, ale jak dotąd, większość ludzi zdołała uniknąć zakażenia.
Człowiek walczący z bezkształtem, przemocą, potworem to wielki i patetyczny temat. Niekoniecznie nawet człowiek, po prostu wszelka istota. Noe, Herkules, Geser-chan, Beowulf czy jak tam inaczej ci nasi herosi się nazywali. Jest taki obraz Mikołaja Rericha przedstawiający Geser-chana walczącego z burzą – samotny, drobny jeździec przeciw krwawemu, rozpłomienionemu niebu. Nawet śmierć w walce z przemocą nabiera sensu. A zmagania z AIDS mają właśnie taki charakter i naprawdę nie wiadomo, jak i czym się zakończą. Do niedawna myślałem, że zakończą się dla nas fatalnie. Dzisiaj zresztą też nie możemy być pewni sukcesu. Mimo ogromu starań nie ma ani lekarstwa, ani szczepionki. Tak naprawdę ludzkość wynalazła, jak dotąd, jedynie półśrodki. Wszystko wskazuje na to, że będzie to problem na kształt raka – sto lat już trwają zmagania wszystkich instytutów medycznych świata, a sukcesu jak nie było, tak nie ma.
Od czasu do czasu pojawiają się jakieś straszne choroby w rodzaju wirusa Ebola, wobec których też jesteśmy bezradni, ale tylko HIV dzięki swojej intymności zagroził po prostu całemu światu. W krajach bogatszych i bardziej oświeconych jego rozprzestrzenianie się zostało zahamowane. A całkiem zatrzymane chyba nie będzie nigdy, bo człowiek nie jest istotą monogamiczną i wierną jednemu partnerowi. Jeśli więc nie wymyślimy szczepionki, przyjdzie nam może przegrać. Na razie zyskujemy czas. Czy go wystarczy w pojedynku z naturą?

Wydanie: 3/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy