Akcja „Wisła” była konieczna

Akcja „Wisła” była konieczna

Choć przesiedlenia były dla Ukraińców tragedią, to…

Mimo że od akcji „Wisła” upływa już 65 lat, wcale nie wywołuje ona mniej kontrowersji i dyskusji niż dawniej. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że obecnie jest ich więcej niż wtedy, gdy ją przeprowadzano. Mówi o tym na następnych stronach prof. Andrzej Leon Sowa (którego książki polecam), my przypomnijmy wydarzenia, które doprowadziły do akcji, jej przyczyny i przebieg.
Na terenach obecnej Polski południowo-wschodniej od połowy 1944 r. sotnie Ukraińskiej Powstańczej Armii zaczęły zabijać Polaków, stosując wzorce wołyńskie. UPA realizowała polityczne dyrektywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów „wyczyszczenia” zachodniej Ukrainy z Polaków w imię idei wolnej Ukrainy. OUN i UPA nie zaakceptowały postanowień Wielkiej Trójki, podjętych na konferencjach w Teheranie i Jałcie oraz w Poczdamie, określających powojenny układ granic. Ukraińscy nacjonaliści chcieli na ziemiach Galicji Wschodniej, a więc i na terenach należących do powojennej Polski, utworzyć własną strukturę państwowo-terytorialną – Zakierzoński Kraj. W tym czasie nasiliły się walki między UPA a żołnierzami 1. Armii Wojska Polskiego oraz oddziałami Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. Gdy front wschodni zbliżał się do terenów II Rzeczypospolitej i gdy PKWN podpisał (9 września 1944 r.) porozumienie z władzami Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej o wymianie ludności (rozpoczęła się ona 15 października 1944 r.), oddziały upowskie, działające na terenach Galicji Wschodniej, zwanych przez nie Zakierzonią, zmieniły cel swojej akcji.

Plan Mossora

Oddziały UPA chciały zapobiec wysiedleniu ludności ukraińskiej do ZSRR. Obiektami ataków sotni upowskich, obok wiosek i miast zamieszkanych przez ludność polską, stały się stacje kolejowe, mosty, linie kolejowe i telefoniczne. Nie brakowało ataków na posterunki wojskowe i milicyjne oraz na siedziby komisji przesiedleńczych. UPA stosowała metodę spalonej ziemi. Wioski, z których wysiedlano Ukraińców, a także w mniejszej liczbie Łemków, Bojków i Dolnian, puszczała z dymem, by nie zamieszkali tam Polacy, choćby repatrianci zza Buga.
Oczywiście polskie władze nie mogły sobie pozwolić na istnienie partyzanckich oddziałów ukraińskich. Decyzję o akcji „Wisła” podjęło Biuro Polityczne Polskiej Partii Robotniczej. Jej bezpośrednim powodem była śmierć gen. Karola Świerczewskiego pod Baligrodem 28 marca 1947 r. Choć akcja rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 r., jej zręby organizacyjne opracowano już wcześniej, za radą i pod kierownictwem gen. Stefana Mossora, żołnierza legionów, twórcy jednego z planów wojny obronnej Polski z Niemcami, a po wojnie zastępcy szefa Sztabu Generalnego WP (1946-1949). On też stanął na czele jednostek, które przeprowadziły akcję. Ta zaś miała dwa oblicza: przesiedlenia i likwidację oddziałów UPA. Oba działania były ze sobą powiązane, UPA cieszyła się bowiem poparciem niemałej części Ukraińców, którzy stanowili jej naturalne zaplecze.
Akcja „Wisła” musiała też mieć uwarunkowania międzynarodowe. Po pierwsze, zwycięska Wielka Trójka uznała przesiedlenia ludności za pożądane, a nawet konieczne. Po drugie, polskie władze nie mogły sobie pozwolić na istnienie niechętnej jej zbrojnej partyzantki i niemałej grupy obywateli, którzy nie uznawali Polski za swoje państwo i chcieli na zamieszkanych przez nich terenach powołać osobny twór państwowy.
Oczywiście akcja „Wisła” nie należała do łagodnych, nieraz była wręcz okrutna i brutalna. Spowodowała wiele tragedii, do dziś nie do końca rozpoznanych, ale była konieczna. Tak ją postrzegali rządzący. I nie tylko oni. Powojenna władza nie miała innego wyjścia – musiała zareagować na krwawy konflikt narodowościowy i przewidywać, co się stanie, jeśli nie podejmie tej akcji. I co może się wydarzyć za ileś lat. O tym, że nawet w III RP konflikt polsko-ukraiński ma swoje odbicie, choć już w okrojonym wymiarze, mogliśmy się przekonać pięć lat temu w Przemyślu. Nie wolno też zapominać o wzmagającym się nacjonalizmie na zachodniej Ukrainie.
Akcja „Wisła” wzbudza ogromne kontrowersje, wypowiadali się w jej sprawie politycy. W 1990 r. potępił ją Senat, w 2002 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski wyraził ubolewanie z powodu jej przeprowadzenia, a pięć lat temu prezydent Lech Kaczyński i prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko we wspólnym oświadczeniu potępili akcję „Wisła” i stwierdzili, że była sprzeczna z podstawowymi prawami człowieka. Juszczenko oświadczył ponadto 27 kwietnia 2007 r., że „winowajcą tej operacji był totalitarny reżim komunistyczny”.

Czas leczy rany?

Podobne opinie nie znajdują poparcia u wielu Polaków, w tym historyków. Ewa Siemaszko, współautorka monumentalnej pracy o zbrodniach wołyńskich, zauważa, że jako jedynego winnego poczucia krzywdy związanej z akcją „Wisła” postrzega się komunistyczne władze, natomiast pomija się antypolski program i działalność OUN-UPA.
Głos Ewy Siemaszko pokazuje, że nie można odrywać akcji „Wisła” od całości stosunków polsko-ukraińskich, że decyzja władz (bez względu na to, jak je nazwiemy) o rozpoczęciu deportacji ludności ukraińskiej z pogranicza miała szerokie poparcie społeczne. Niewątpliwie jeszcze długo „Wisła” będzie wywoływać emocje, będą toczyć się spory wokół odpowiedzi na pytanie, czy ważniejsza jest wartość państwa czy kwestia praw jednostki. Te dyskusje będą się odbywać nie tylko w gronie historyków. Akcja „Wisła” będzie pewnie też wpływać na politykę i polityków. A czy na zbliżenie polsko-ukraińskie? To już pytanie, na które odpowie czas, a ten podobno leczy rany.

 

Akcja „Wisła” rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 r. i trwała trzy miesiące, chociaż ostatnie wysiedlenia miały miejsce w roku 1950. Objęła Bieszczady, Roztocze, Polesie, Pogórze Przemyskie, Beskid Niski i Beskid Sądecki oraz tzw. Ruś Szlachtowską. Przesiedleniami, przeprowadzonymi na mocy planów opracowanych przez Ministerstwo Ziem Odzyskanych, objęto ponad 140 tys. osób. Uczestniczyło w tym 20 tys. żołnierzy: cztery dywizje piechoty, jedna KBW oraz oddziały WOP, MO, UB i ORMO. W wyniku akcji wojskowej rozbito siły UPA w liczbie 1,5 tys. ludzi (17 sotni). Część oddziałów UPA przedarła się do Niemiec, a część przeszła na Ukrainę. Ocenia się, że w latach 1945-1947 poniosło śmierć ze strony polskiej co najmniej 2 tys. osób (w tym 1,6 tys. wojskowych), po ukraińskiej zaś zostało zabitych 543 członków UPA i uwięzionych 2,9 tys. aktywnych lub domniemanych członków OUN, z czego w obozie w Jaworznie zmarło ponad 150 osób.

Wydanie: 17-18/2012

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. Kot Jarka
    Kot Jarka 23 kwietnia, 2012, 17:23

    Potępienie akcji Wisła to jeden z wielu idiotyzmów „geniuszy” z KOR i S.
    Żeby przerwać wielowiekowe wzajemne mordowanie się wywieziono ludzi z kurnych chat bez podłogu, wodociągu, sracza i prądu na tereny poniemieckie z pełną infrastruktura. Nie byli dyskryminowani w PRLu, mieli takie same prawa jak reszta obywateli.
    Jakoś nie słychać by w III RP oni i ich potomkowie wracali na Bieszczady.
    Tak samo jak Polacy płaczących za Lwowem nie maja ochoty tam zamieszkać.

    Następne idiotyczne jest skomlenie KOR, S i „patriotów polskich” na temat Jałty.
    Gdyby zrobić im przyjemność należałoby oddać Niemcom Ziemie Odzyskane. Ukraina byłaby Ukraińców (ostro glosowali za swoją niepodległością na Wołyniu).

    „Patriotyzm polski” środowisk KOR, S i krk, charakteryzuje się włażeniem bez mydła w cztery litery Pomarańczowym pogrobowcom UPA

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy