Wszędzie leżały trupy

Wszędzie leżały trupy

Nieznane świadectwo zbrodni na warszawiakach w czasie powstania

Nasza rodzina znalazła się na Ochocie wkrótce po zakończeniu kampanii wrześniowej. Ojciec mój, inż. Tadeusz Chyliński, przedwojenny konstruktor samolotów płatowcowych DWL-RWD, w pierwszych dniach września 1939 r. został awansowany do stopnia podporucznika artylerii i trafił do 8. Dywizji Piechoty. Po ciężkich walkach nad Bzurą jego dywizja, ponosząc duże straty, wycofała się przez Sochaczew i Puszczę Kampinoską do twierdzy Modlin, w obronie której Ojciec walczył aż do jej kapitulacji 28 września 1939 r. Tak jak reszta obrońców dostał się do niewoli niemieckiej. Przewieziony został do jenieckiego obozu przejściowego KL Soldau w Działdowie. Po kilkunastu dniach na podstawie umowy kapitulacyjnej został zwolniony. Wiedząc, że Niemcy poszukują takich jak on, przeniósł się z Ursusa do Warszawy, na ul. Radomską 24 na Ochocie.

W 1940 r. dzięki pomocy przyjaciół Ojciec znalazł zatrudnienie w Elektrycznych Kolejach Dojazdowych (EKD) w Warszawie jako konduktor i motorniczy. Mundur kolejarza, czapka i oryginalne papiery chroniły przed łapankami, groźbą wywiezienia na roboty w głąb Rzeszy i innymi represjami okupanta. Wielu naukowców, artystów, zawodowych oficerów i ludzi zagrożonych aresztowaniem znajdowało w ten sposób w EKD względnie bezpieczne schronienie.

W czasie powstania warszawskiego pracownicy EKD z wielką ofiarnością ratowali osoby transportowane z Zieleniaka – targowiska na rogu ulic Grójeckiej i Opaczewskiej na warszawskiej Ochocie, gdzie spędzono ludność cywilną dzielnicy – do obozu przejściowego w Pruszkowie. Różnymi sposobami ułatwiali ucieczkę z eskortowanych przez hitlerowców kolumn oraz wagonów EKD, przewożąc następnie uwolnionych innymi składami w bezpieczne miejsca wzdłuż linii kolejki.

Zakłamana historia powstania
w naszej księgarni

Wśród cywilów z Ochoty spędzonych przez hitlerowców na Zieleniak znalazły się moja Mama Alina, czteroletnia siostra Lidka i matka Taty. Po zdobyciu powstańczych redut oporu na Ochocie hitlerowcy i podległy im pułk brygady SS RONA (Rossijskaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armija – Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa) pod dowództwem brigadeführera SS Bronisława Kamińskiego rozpoczęli systematyczne niszczenie dzielnicy, paląc ulicę po ulicy, a ludność cywilną zapędzając na Zieleniak, gdzie zgotowano jej prawdziwe piekło. Oto fragment listu z 1945 r., w którym moja Mama opisywała swojej mamie koszmar, jaki przeszła w czasie powstania na Ochocie i potem na Zieleniaku:

Nasza dzielnica przechodziła najokropniejsze chwile, bo była pierwszą zdobytą. Przez około tydzień siedzieliśmy i w sypialni, i w piwnicy. Rano, gdy trochę słabszy był obstrzał, szłam się myć na górę, ale nie można było wytrzymać dłużej niż parę minut i chodziło się po mieszkaniu na czworakach. Nasz dom był trzecim domem, który został zajęty. Widzieliśmy, jak wyprowadzali ludzi spod numeru 14 i ustawiali pod ścianą. Więc i my przygotowaliśmy się, że idziemy na śmierć. Gdy wpadli do nas ci tak zwani ukraińcy (6 sierpnia), nie było czasu, żeby myśleć o braniu czegokolwiek. Lidka była w zimowej sukience bez płaszczyka, ja w płaszczu, bo było zimno. Wpadli z dzikim wyciem i strzelali tak, że kule gwizdały nad głowami, kazali nam podnieść ręce do góry i iść. Nigdy nie zapomnę widoku Lidki, jak szła z podniesionymi rękami. Jedna z pań szła z siostrą i ośmioletnią córeczką, zatrzymała się, żeby wziąć płaszczyk dla małej. Zabili na miejscu jej siostrę, dziecko, a ją ciężko ranili. Jeden chciał ją dobić, a drugi machnął ręką i zostawili. Gnali nas po drodze, strzelając do mężczyzn, zabierając, co kto miał przy sobie z cenniejszych rzeczy. Szliśmy wśród płomieni palących się domów, ryku armat i kul, które świszczały na wszystkie strony, wszędzie leżały trupy. Nie zapomnę mojego okropnego uczucia, gdy weszłam nogą na coś miękkiego, a to była skrzepła krew. Tak zagnali nas na plac otoczony murem – targowisko, tak zwany Zieleniak. Na tym Zieleniaku byłyśmy cztery doby pod gołym niebem na ziemi. Trudno opisać, co tam się działo. Nocami przychodzili wyciągać kobiety i gwałcili je kilku po kolei. Dziewczynki po lat 13, 14 dostawały krwotoków i umierały. Na mnie w nocy leżała mamusia i Lidka, a chodzili tak, że przez całą noc nie mogłam zmienić na chwilę pozycji. Myślałam, że się uduszę. Całą noc krzyki i jęki rodzących kobiet lub tych, co dostawały pomylenia zmysłów. Strzały do tych kobiet, które wzbraniały się iść z nimi. Przez cztery doby nie jadłam nic, a trzeciej nocy pragnęliśmy tylko, żeby któraś z tych kul trafiła nas. To, co piszę, to nie jest jeszcze wszystko, nie dałoby się w liście opisać tego. To było coś, w co nigdy nie uwierzyłabym, gdyby mi kto opowiadał, to trzeba było widzieć i przeżyć, żeby uwierzyć. Dzieci w poduszkach bez wody. Niemyte umierały. Załatwiało się w tym samym miejscu, gdzie się spało. Zaczęła szaleć czerwonka. Potem wzięli nas i poprowadzili na Okęcie, a stamtąd do kolejki i wieźli do obozu w Pruszkowie, ale my szczęśliwie nie dotarliśmy tam.

11 sierpnia Niemcy uformowali kilkusetosobową kolumnę, do której włączono rodzinę Taty. Ludzi tych poprowadzono z Zieleniaka na przystanek kolejki EKD Raków, skąd transport odjechał do Pruszkowa-Tworek, eskortowany już tylko przez żołnierzy Wehrmachtu. Stamtąd pieszo mieli

pokonać trzykilometrową trasę przez miasto do obozu przejściowego Durchgangslager 121 (Dulag 121) w byłych Zakładach Taboru Kolejowego w Pruszkowie. W pewnym momencie jeszcze na stacji Tworki eskortujący kolumnę Niemiec niespodziewanie zwrócił się po polsku do Mamy: „Proszę wziąć dziecka za rękę i iść przed siebie”, po czym odwrócił się tyłem. Nie zastanawiając się, skierowały się w stronę stacji Pruszków, idąc wzdłuż torów kolejki. W ten sposób, dzięki wyjątkowemu zachowaniu Niemca, rodzinę Taty ominęła gehenna obozu pruszkowskiego.

W tym czasie Tata miał służbę na EKD i wyznaczone przez AK zadania w ramach tzw. akcji „Raków”. W czasie powstania kolejka dochodziła jedynie do stacji Raków, stamtąd odjeżdżały składy z ludnością Warszawy do obozu w Pruszkowie. Podczas tej akcji kolejarze z EKD umożliwili ucieczkę z transportów niemal tysiąca warszawiaków. Los chciał, że Tata, prowadząc prawie pusty wagon silnikowy od strony Pruszkowa, dojrzał idące poboczem torów żonę, córkę i matkę. Natychmiast zatrzymał wagon i ruszył w odwrotnym kierunku, zabierając po drodze innych warszawiaków. Tak dojechał do końcowej stacji linii EKD Radońska w Grodzisku Mazowieckim. Tam rodzina została w wozowni EKD, którą pracownicy kolejki przystosowali do przyjęcia uciekinierów z płonącej Warszawy. Po dwóch dniach moi bliscy dostali się do Milanówka i znaleźli schronienie u znajomych, gdzie doczekali zakończenia wojny. Miejscowości znajdujące się na południowy zachód od Warszawy, na trasie linii EKD, w okresie okupacji niemieckiej, a szczególnie po upadku powstania, dawały schronienie tysiącom uciekinierów z Warszawy. Były to przede wszystkim znane przedwojenne letniska – Podkowa Leśna, Brwinów i Milanówek.

Fot. Muzeum Powstania Warszawskiego

Wydanie: 33/2022

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy