Antyrosyjski patriotyzm

Antyrosyjski patriotyzm

Prof. Andrzej Nowak, widząc całe zło w Moskwie, przemilcza ludobójcze działania UPA wobec ludności polskiej na Ukrainie

W dotychczasowych swoich pracach naukowych i publicystycznych Andrzej Nowak, profesor UJ i redaktor „Arcanów”, dał się poznać jako wybitny animator permanentnego konfliktu polsko-rosyjskiego. W ostatnich 15 latach nie przepuścił żadnej okazji, żeby nie upomnieć się o pamięć o naszych rzeczywistych i urojonych krzywdach w kilkuwiekowych zmaganiach z Moskwą o panowanie na Wschodzie. Prezentowana książka poświęcona jest sporom o kształt polskiego patriotyzmu po „końcu historii” i rozważaniom, w jaki sposób możemy dziś, w dobie wdzierającego się zewsząd globalizmu, ożywić poczucie narodowej wspólnoty, sprawiając, że nawet ci, którzy tylko z urodzenia są Polakami, staną się nimi także z wyboru. Ale czy rzeczywiście tylko o to chodzi krakowskiemu autorowi?
Redaktor „Arcanów” wielokrotnie powtarza, że treścią polskiego patriotyzmu była, jest i nadal być powinna

walka o uetycznienie polityki.

Postulując oparcie polskiej polityki na etycznym fundamencie, Nowak nie tylko wyznacza jej niezwykle wysoki, niebotyczny wręcz standard, lecz także unieważnia weberowskie rozróżnienie na etykę przekonań i etykę odpowiedzialności. Słowem, nie mielibyśmy już prawa pytać polskich polityków o skuteczność ich działań – jeśli tylko kierowałby nimi imperatyw sprostania absolutnym wymogom moralnym, bo jakikolwiek relatywizm jest tu nie do przyjęcia. Poza tym wystarczy wierzyć, że „przyszłość wypełni ostatecznie Opatrzność, w której zawsze położyć możemy nadzieję naszych tutaj starań” (s. 167).
O co rzeczywiście chodzi Nowakowi? Stwierdza on: „Jeśli polska „polityka historyczna” nie upora się ze sprawą Katynia, nie „przebije się” z jej wymową – symbolu jednej z dwóch największych zbrodni minionego stulecia: zbrodni komunizmu – to zdradzimy nie tylko pamięć o zamordowanych na wschodzie, ale zmarnujemy szanse na ustalenie godnego i stabilnego miejsca Polski w Europie, obok Rosji” (s. 245).
Pozostańmy na chwilę przy sztandarowym dla autora Katyniu. Zginęło tam i w innych ówczesnych miejscach kaźni ponad 20 tys. naszych rodaków. Funkcjonariusze NKWD zabijali ich strzałem z pistoletu w tył głowy. W imię uetycznienia polityki Nowak domaga się, aby uznać to za „symbol zbrodni systemu komunistycznego wobec ludzkości” (tamże). Zadziwiające jest jednak, iż przy ciągłym wzywaniu do oparcia polskiej polityki na etycznym fundamencie profesor UJ nie zająknął się ani jednym słowem

na temat rzezi,

jaka została dokonana kilka lat później na Wołyniu i we wschodniej Galicji. Z rąk UPA zginęło wtedy około 200 tys. Polaków. Mordowani modlili się o strzał w tył głowy, nie wiedząc o tym, że w ten sposób ginął wcześniej kwiat inteligencji polskiej. Na południowo-wschodnich kresach ówczesnej Rzeczypospolitej ludzie oddawali życie w strasznych męczarniach. Jedyną ich winą ich było to, że się urodzili Polakami. To było prawdziwe ludobójstwo, a może nawet jego kwalifikowany przypadek ze względu na iście hajdamackie okrucieństwo ukraińskich zbrodniarzy.
Co jest powodem, że pamięć o tych wydarzeniach nie istnieje u Nowaka – i to mimo że wielokrotnie pisze on o konieczności przywrócenia etycznego fundamentu polskiej polityki, czemu mają służyć liczne odwołania do nauczania zarówno prymasa Stefana Wyszyńskiego, jak i Jana Pawła II? Odpowiedź na to pytanie jest prosta – przemilczenie ludobójczych działań UPA wobec ludności polskiej na Wołyniu i we wschodniej Galicji wynika z antyrosyjskiego patriotyzmu autora. Jeśli patriotyczny imperatyw sprowadza się jedynie do podtrzymania boju z Moskwą, to każdy sojusznik jest tu dobry, kimkolwiek by był. Tylko raz jeszcze zapytam: co to ma wspólnego z postulatem uetycznienia polskiej polityki? Przecież nie chodzi tu o żadną służbę absolutnym zasadom moralnym, a jedynie o próbę utrzymania stanu społecznej mobilizacji w walce ze wschodnim mocarstwem i uniknięcia odpowiedzialności za kolejne porażki w starciu z nim.
Zdaniem krakowskiego autora, historyczne znaczenie Romana Dmowskiego polega „na świadomym dążeniu do połączenia idei narodu z zasadą nowoczesnej demokracji” (s. 112). I tu po raz kolejny nie mogę się zgodzić z Nowakiem. Główną zasługą Pana Romana nie było nawet odwrócenie geopolitycznych sojuszy i uczulenie Polaków na zagrożenia wynikające z potęgi Prus/Niemiec, ale przede wszystkim wprowadzenie do polskiej polityki zasad charakterystycznych dla etyki odpowiedzialności. Moralność w polityce oznaczała dlań przede wszystkim skuteczność w działaniu. Endecki przywódca odżegnywał się w konsekwencji od moralnych krucjat, od ujmowania polityki jako manichejskich zmagań Dobra ze Złem. Dla niego polityka była polem walki racjonalnie zdefiniowanych interesów, w której

zwycięża nie słuszność,

lecz siła. Ale dlatego właśnie mógł głosić również potrzebę zrozumienia politycznych interesów wroga i prowadzenia walki bez zaślepienia moralnym oburzeniem i nienawiścią, co tak dominuje w myśleniu redaktora „Arcanów”.
Wojciech Wasiutyński wspominał, że w zimie 1929 r. płk Bolesław Wieniawa-Długoszowski, będący nieco na rauszu, powiedział mu: „Ja mam w d… Polskę, ja chcę bić Moskali (…). Polska to wytrzyma”. Czyżby i profesorowi UJ tylko o to szło? A cały program uetycznienia polskiej polityki miałby być jedynie swoistą przykrywką, rodzajem nowego opakowania dla mocno sfatygowanego towaru, jakim bez wątpienia jest antyrosyjski patriotyzm? Wiele wskazuje, że o to właśnie idzie gra. Ale czy obecna Polska to wytrzyma?

Andrzej Nowak, Powrót do Polski. Szkice o patriotyzmie po „końcu historii” 1989-2005, Arcana, Kraków 2005

 

Wydanie: 31/2005

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy