Antyszczepionkowa Dolina Krzemowa

Antyszczepionkowa Dolina Krzemowa

Przymus szczepień będzie logiczną decyzją


Dawid Ciemięga – lekarz pediatra i aktywista ekologiczny, od lat prowadzący w mediach społecznościowych walkę z antyszczepionkowymi oraz pseudonaukowymi mitami i fake newsami.


Dlaczego tyle osób w Polsce wciąż nie chce się szczepić?
– Teraz nie jest już tak źle. Gdy wchodziły do Polski pierwsze szczepionki, czyli produkt Pfizera, rzeczywiście nie chcieli. Nawet część personelu medycznego była sceptyczna, choć akurat w moim otoczeniu medycy od razu deklarowali, że się zaszczepią. Niestety, argument, że nawet lekarze nie chcą się szczepić, podchwycili antyszczepionkowcy. Na szczęście w kolejnych tygodniach sytuacja się poprawiała i dziś ogromna większość środowiska medycznego jest już zaszczepiona.

Czym spowodowane było to wahanie środowiska medycznego?
– Myślę, że część medyków nie była przekonana co do dużej skuteczności szczepionek, ale praktyka szybko pokazała, że one rzeczywiście działają. Co więcej, część środowiska medycznego przeszła już covid, a kwestie korzyści płynących ze szczepienia ozdrowieńców były dość niejasne. Nie trzeba było jednak dużo czasu, by zauważyć, że to podejście się zmienia. Dużo zamieszania zrobiły poza tym doniesienia o przypadkach zakrzepicy wśród osób szczepionych preparatem firmy AstraZeneca. Było ich bardzo niewiele, ale jeśli każdy zgon na świecie został podciągnięty przez antyszczepionkowców pod skutki szczepień, spowodowało to ogromną dezinformację. Straszenie ludzi to zaś główny element ich działania. Do swojej propagandy wykorzystują każdy przypadek – choćby ostatni zawał serca duńskiego piłkarza Christiana Eriksena, który według nich również był spowodowany szczepieniem. Efektem są tysiące komentarzy w sieci, że za chwilę zaszczepione osoby zaczną masowo padać na ulicach. Antyszczepionkowcy piszą też, że po szczepieniach mRNA spotkają nas tajemnicze „długofalowe powikłania”, choć nie ma żadnych naukowych podstaw, by twierdzić, że tak będzie. Tego typu spekulacje zalewają internet, co ma zniechęcić ludzi nie tylko do szczepień, ale w ogóle do środowiska medycznego. Antyszczepionkowcy od początku obrali taki kierunek działania, by wykreować „niezależnych ekspertów” typu Jerzy Zięba, głoszących jedyną słuszną prawdę.

Robią to dla pieniędzy? Napisał pan na swoim profilu: „Dzięki foliarstwu ten kraj już stał się prawdziwą Doliną Krzemową pseudodobrodziejów. Przepis na sukces jest prosty – mówisz ludziom w internecie dokładnie to, co chcą słyszeć, i szybciutko zostajesz bohaterem, a droga do ich portfeli stoi otworem, na wieki wieków, amen”.
– Wszystko na świecie jest związane z pieniędzmi – i nie ma nic złego w tym, że wszyscy chcemy zarabiać. Pytanie jednak, czy zarabiamy w uczciwy sposób, czy na fake newsach, chorych teoriach, propagandzie itd.

Jak można zarabiać na tego rodzaju treściach?
– Świat antyszczepionkowców ma pewną hierarchię. Na samej górze rzeczywiście są osoby, które prowadzą rozmaite biznesy. Wykorzystują do tego osoby na dole piramidy, czyli zwykłych ludzi, którzy często zupełnie nieświadomie robią to, czego chcą od nich ci na górze – udostępniają ich informacje, zwiększają zasięgi. Biznesmeni na górze hierarchii zarabiają na różne sposoby. Za wstęp na wykłady bądź konferencje np. Jerzego Zięby i jemu podobnych – czy nawet lekarzy antyszczepionkowców, bo tacy też są – trzeba często płacić, i to o wiele więcej niż za udział w zwykłej konferencji naukowej. O zarobkach Jerzego Zięby media już się rozpisywały (w 2018 r. inwestor Michał Jaskólski w mediach społecznościowych pokazał zdjęcie sprawozdania finansowego spółki sprzedającej polecane przez Jerzego Ziębę produkty i jego książki – wynika z niego, że spółka zarobiła w 2017 r. niemal 23 mln zł – przyp. red.) i coraz więcej osób idzie w jego ślady. Mamy więc już kilka innych osobowości z YouTube’a i Facebooka, które próbują sprzedawać swoją witaminę C, swoje suplementy, książki czy poradniki, miesięcznie zarabiając po kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Ale nie wszyscy mają przecież sklepy.
– Innym sposobem jest prowadzenie stron internetowych z treściami antyszczepionkowymi. Każda ma zakładkę „wesprzyj nas finansowo”, zachęca do wpłat i obiecuje „walkę o prawdę”, mamiąc hasłami o wolności i patriotyzmie. Niektóre mają po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy wpływów.

I nic nie można im zrobić?
– Tak, ci ludzie są zupełnie bezkarni. Chciałbym to zmienić, bo uważam, że tak nie może być, że portale siejące fake newsy świetnie sobie radzą, obrażając medyków i naukowców. Na razie w Polsce nikt nie pociąga ich do odpowiedzialności, bo nasze prawo nie nadąża za tym, co się dzieje.

Mam jednak wrażenie, że najbardziej absurdalne treści zostały już tak obśmiane, że nikt w nie nie wierzy i popularne są raczej te mające pozory naukowości.
– Nie, te najbardziej absurdalne teorie wciąż mają się świetnie. Proszę zauważyć, że np. Justyna Socha początkowo wykazywała się pewną powściągliwością w swojej działalności, funkcjonowała w antyszczepionkowym świecie w choćby minimalnie przyzwoity sposób. Ale gdy zaczęła się pandemia, też powtarzała rewelacje o Billu Gatesie, technologii 5G itp. Myślę, że to dlatego, iż wielu antyszczepionkowców i przede wszystkim tzw. foliarzy – ludzi wierzących już kompletnie we wszystko – okazało się dla niej polem do wzięcia, czymś opłacalnym. Czy ona sama w to wierzy, to inna sprawa, ale na pewno zdobycie większego kapitału w tej grupie było jej na rękę.

Dopatrzył się pan w tym środowisku jakichś politycznych powiązań?
– Wiem, że we Francji niedawno zdemaskowano kilku blogerów opłacanych przez Rosję, których zadaniem było zdyskredytować szczepionkę AstryZeneki i promować Sputnika. Zresztą w innych krajach także odkrywano, że antyszczepionkowa propaganda prowadziła do źródeł rosyjskich. W Polsce bardzo wiele osób, które obrażają mnie w internecie, ma w profilach emblemat Konfederacji, nawiązuje do walki patriotycznej, często udostępnia antysemickie i rasistowskie treści. Myślę, że nie bez powodu jej politycy uchodzą za ludzi, którzy z faktami naukowymi i logicznym myśleniem mają duży problem. Książka wydana przez fundację Grzegorza Brauna „Fałszywa pandemia” to stek bzdur. Jest bardzo tendencyjna, oparta na metodzie cherry-picking, czyli wybieraniu sobie opinii różnych dziwnych osób, również ze świata naukowego, które pasują do głoszonych tez. Wśród lekarzy i naukowców też bowiem zdarzają się ludzie, którzy głoszą kompletne brednie. Antyszczepionkowcom udaje się więc zwykle znaleźć kilka osób wypowiadających się w sposób dla nich korzystny.

A ludzie im wierzą, bo to naukowcy.
– Zwykli ludzie nie zdają sobie sprawy, że wszystkie informacje czy publikacje naukowe muszą być weryfikowalne przez inne osoby mające odpowiednie kompetencje. Nie może być tak, że ktoś, nawet będąc naukowcem, głosi jakieś tezy wedle własnego widzimisię i one zostają uznane za fakt – muszą je najpierw móc zweryfikować inni naukowcy za pomocą kolejnych badań. Na tym polega nauka. I już w szkole powinniśmy się uczyć, jak wyglądają rzetelne argumenty, jak czytać i sprawdzać informacje. To u nas kuleje i dlatego niewielu jest w stanie odróżnić rzetelne źródła od fake newsów i niepotwierdzonych opinii. Co więcej, socjologowie udowodnili, że wiele osób czyta tylko nagłówki. Przykładem tego typu manipulacji są teorie spiskowe o Billu Gatesie, który kilka lat temu na pewnej konferencji mówił o nadchodzących pandemiach. Nie było to nic nadzwyczajnego, pandemie czasem wybuchają i o tym mówił miliarder. Ale fani teorii spiskowych cytują jego słowa jako rzekomy dowód, że zaplanował sobie to wszystko, co teraz się dzieje, by umieszczać w szczepionkach chipy i nami sterować.

Groźne miały być też szczepionki mRNA.
– Zaczęto rozpowszechniać fake newsy, że nie zostały przetestowane, że nigdy ich nie używano. Tyle że to nieprawda, bo ta technologia jest rozwijana już od lat 80. Pandemia jedynie spowodowała, że znalazły się na nią duże środki, by w miarę szybko wprowadzić szczepionki na rynek. Nie jest więc tak, że poddaje się nas jakiemuś eksperymentowi medycznemu i nie wiadomo, co nam wstrzykują. Jednak ludzi bardzo łatwo wystraszyć, wmówić, że ta szczepionka zmieni nam kod genetyczny. Mówił o tym np. prof. Roman Zieliński, genetyk roślin, od którego poglądów odciął się już rektor jego uczelni, Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu, stwierdzając, że „nie mają solidnego poparcia w badaniach naukowych”.

Ten prof. Zieliński założył chyba jakąś własną uczelnię. Może w ten sposób próbuje ją promować? Dzięki swoim tezom stał się w Polsce całkiem znany.
– Tak, widziałem na jakiejś stronie odnośniki do tej szkoły. Efektem jego działań jest jednak to, że któregoś razu zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że właśnie znajomi wysłali jej wywiad z profesorem genetyki, który opowiada, że szczepionki robią z nas mutantów, wysterylizują nas itd., a rząd się cieszy, bo wymorduje emerytów i podreperuje budżet ZUS. I takie rzeczy mówi profesor genetyki, stając się autorytetem dla tysięcy ludzi. Przygotowałem więc materiał, w którym wypunktowałem te bzdury. Zresztą tydzień później Komitet Genetyki PAN wydał oświadczenie, w którym stwierdzono, że twierdzenia prof. Zielińskiego nie bardzo mają cokolwiek wspólnego z faktami naukowymi, podkreślając, że ów naukowiec nigdy nie zajmował się w pracy naukowej genetyką człowieka. Ale ludzi to już nie interesuje.

Ma pan jakieś inne ciekawe przykłady?
– Takim przykładem jest próba dowiedzenia, że testy PCR są niewiarygodne, czego podjął się niejaki Grzegorz Płaczek, do niedawna m.in. fotograf. Ma dużą wiedzę o promocji w internecie, z wykształcenia jest ekonomistą, bardzo sprawnie zatem wprowadza ludzi w błąd, pokazując tylko to, co pasuje do jego narracji, i pomijając całą resztę. Jako dowód na rzekomą bezużyteczność testów PCR zaprezentował negatywną opinię o nich opublikowaną przez Bułgarskie Stowarzyszenie Patologów. Tego, że przeczy jej cały naukowy świat, już nie pokazał. Co więcej, organizacja, na którą się powołuje, publikuje na swojej stronie pseudonaukowe artykuły, w których można znaleźć takie choćby stwierdzenia: „Powodem, dla którego Bill Gates chce, abyś wierzył, że COVID-19 zabije 450 mln ludzi, jest to, że nienawidzi przyrody, Boga i ciebie”. Ponieważ Grzegorz Płaczek uchodzi za medycznego eksperta w oczach coraz większego grona internautów, poprosiłem go o spotkanie, aby wyjaśnił moim i jego czytelnikom kilka podstawowych aspektów testów PCR, epidemiologii i szczepień. Odpowiedzi nie otrzymałem. Człowiek ten nie ma żadnych kompetencji, aby prowadzić publiczną edukację w zakresie nauk medycznych, niestety bez problemu przekonuje ludzi, że jest inaczej. A co gorsza, tacy ludzie mnie oskarżają o kłamstwa, spiski i manipulacje.

Na stronie pana Płaczka również widzę zakładkę z prośbą o wsparcie jego „nieustających działań na rzecz Polski”. Otwarcie przyznaje, że zbiera na opłacanie składek ZUS – swoich, a nawet żony.
– Tak, to wymarzona praca! Pisać głupoty, których potem nikt nie weryfikuje i nikt nie kwestionuje, i zarabiać na tym dobrą kasę. Płaczek zamieszcza też na swoim profilu populistyczne posty o umierających na AIDS i z głodu ludziach w Afryce i pyta, dlaczego nie wprowadzono tam… lockdownu. Tymczasem to przecież z fundacji Billa Gatesa pochodzi połowa źródeł finansowania walki z AIDS. Miliony osób z wirusem HIV żyją więc dziś normalnie m.in. dzięki Billowi Gatesowi i koncernom farmaceutycznym.

Czy w związku z dużą popularnością ruchu antyszczepionkowego szczepienia powinny być przymusowe lub powinny warunkować np. wstęp do kin albo na koncerty? To dość kontrowersyjna decyzja, niektórzy już porównują to do apartheidu, segregacji.
– Antyszczepionkowcy często wskazują jako wzór do naśladowania kraje skandynawskie, gdzie szczepienia są dobrowolne. Tyle że „zapominają” o innej istotnej rzeczy: w tych państwach, mimo braku przymusu, większość ludzi i tak się szczepi. To jest po prostu mądre społeczeństwo, nie bazuje na głupotach, słucha ludzi, którzy się na tym znają. Polacy zaś coraz częściej wolą czerpać wiedzę z internetu, przez to np. wyszczepialność na odrę spada. Ta choroba zaczęła się uaktywniać na świecie, np. w Stanach Zjednoczonych, wraz ze wzrostem aktywności ruchów antyszczepionkowych. W obliczu rosnącego zagrożenia nie pozostaje więc nic innego, niż ten przymus wprowadzić, bo konsekwencje ich głupoty poniesie reszta społeczeństwa. Wciąż wierzę, że za mamienie, wciskanie kitu, rozpowszechnianie fake newsów w końcu spotkają tych ludzi konsekwencje. Przyznam jednak, że tej wiary mam już coraz mniej. Jeśli wróci jeszcze polio, nie będzie już czasu na to, by się zastanawiać nad jakąś „wolnością”. Skoro ludzie nie potrafią rozsądnie myśleć, wprowadzenie przymusu wydaje mi się logicznym następstwem.

a.brzeska@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Tomasz Urbanek/DDTVN/East News

Wydanie: 26/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy