Wpisy od Attaché
Mistrzowie świata – tylko w czym?
Zacznijmy od informacji, która przeszła przez media. To opinia Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE. Czytamy w niej, że „wybory prezydenckie w Polsce w obecnej formie nie spełniają wymogów OBWE, by zostać uznane za demokratyczne”. „W naszej ocenie projekt ustawy (o wyborach pocztowych – przyp. A) wymaga znaczących poprawek, by być w zgodzie ze zobowiązaniami wynikającymi z członkostwa w OBWE i innych międzynarodowych standardów dotyczących demokratycznych wyborów”, piszą autorzy opinii. I nie jest to opinia dyletantów – obserwowanie i ocena wyborów pod kątem
MSZ na dyżurach
W MSZ panuje przekonanie, że po przejściu na pracę w domach i wprowadzeniu w departamentach dyżurów tak naprawdę niewiele się zmieniło. To znaczy jakość materiałów mniej więcej równa się tej sprzed epidemii. Co to oznacza? Odpowiedzi jest kilka. Po pierwsze, można zakładać, że do tej pory MSZ produkowało zbyt wiele trzeciorzędnych dokumentów, zapychało się nimi, a teraz może się skupiać na sprawach najistotniejszych. Po drugie, można przypuszczać, że urzędnicy w centrali zbytnio zajmowali się sprawami swoich kolegów, ploteczkami itd., co wybijało
Oko i ucho dyplomaty
Dyplomacja to nie tylko żelazne argumenty, którymi można rozmówcę przekonywać. To także umiejętności miękkie, rozładowywania złej atmosfery, skracania dystansu. Ale także umiejętność patrzenia i słuchania, żeby osobę z drugiej strony biurka lepiej rozumieć. Właśnie o tym opowiada Jakub T. Wolski, wiceminister spraw zagranicznych w czasach premiera Marka Belki, w książeczce „Dyplomatyczny cicer cum caule”. Warto przypomnieć z niej dwie anegdoty. Pierwsza to opowieść gen. Edwarda Rowny’ego, uczestnika, a potem szefa amerykańskich delegacji w rokowaniach rozbrojeniowych
Jak trwoga, to Angela Merkel
To, że z powodu koronawirusa zamknięte są ambasady, a tzw. życie dyplomatyczne zamarło, nie oznacza, że polityka zagraniczna przeszła w stan uśpienia. Przeciwnie, znalazła się w okresie bardzo intensywnym, bo pół świata zastanawia się, jak będzie wyglądał nasz glob po ustąpieniu pandemii. Kto pójdzie do góry, kto w dół itd. Najtęższe głowy nad tym debatują, analizując różne dane. Dziś zatem polityka zagraniczna wymaga w stopniu szczególnym profesjonalnego podejścia, bo nie wystarczy reagować na to, co już było, trzeba
Co komu w duszy gra
Mamy w Europie koronawirusowy wstrząs, każdy ratuje się, jak może, i wychodzi szydło z worka. Dla Viktora Orbána ratunek polega na tym, że premier Węgier najpierw ogłosił stan wyjątkowy, a potem przyznał sobie nadzwyczajne uprawnienia. 30 marca węgierski parlament uchwalił ustawę dającą Orbánowi nowe prerogatywy. Może on wydawać dekrety z mocą ustawy, więc parlament nie jest mu już do niczego potrzebny. Ma też pełnię władzy nad mediami. Oto w myśl nowych uregulowań na Węgrzech każdemu, kto
Dyplomacja w cieniu koronawirusa
Jak powinna funkcjonować dyplomacja w czasach kryzysu? Spójrzmy na Włochy. W zeszłym tygodniu media poinformowały, że nasi celnicy zatrzymali transport 23 tys. kupionych w Polsce maseczek ochronnych, które miały trafić do szpitali w Rzymie i regionie Lacjum. Owszem, obowiązujący w Polsce stan epidemii pozwalał na zatrzymanie wywozu niektórych artykułów. Ale czy taki gest miał sens? Po pierwsze, jak wiemy, sytuacja we Włoszech jest dramatyczna, nieporównywalna do sytuacji w Polsce. Po drugie, wydarzenie natychmiast zostało nagłośnione we włoskich mediach,
Sort lepszy i gorszy
No to mamy w MSZ powrót do czasów pierwszego Skubiszewskiego, kiedy młodego towarzysza wspierał towarzysz doświadczony, ale z podejrzanym życiorysem. Ten model oczywiście jest chory, bo na górze powinni być ludzie doświadczeni, z kwalifikacjami, i co najwyżej wspierać ich mogą ci młodsi stażem, ale jakie czasy, takie modele. W MSZ widać to jak na dłoni na przykładzie podsekretarza stanu ds. polityki azjatyckiej Marcina Przydacza i jedynego podległego mu departamentu – Azji i Pacyfiku, którego dyrektorem został Witold Sobków. Śmiesznie to wygląda – wiceminister
Żywot dyplomaty szczęśliwego
W grupie nowych ambasadorów, których minister Czaputowicz wysyła za granicę, warto zwrócić uwagę na Krzysztofa Olendzkiego, który jedzie do Słowenii. Nie czarujmy się, nie jest to wymagająca placówka, raczej jedna z tych miłych i przyjemnych, bo i Alpy w zasięgu ręki, i Adriatyk. A i spraw wymagających interwencji ambasadora za dużo tam nie ma. Żyć nie umierać. Ma więc szczęście Olendzki. Nie pierwszy raz. Rzadko bowiem się zdarza taka kariera – samych miłych placówek i stanowisk. Zanim Olendzki trafił do MSZ, zajmował się w Instytucie Historii
Jeden o genitaliach, drugi o żonie
Zwolenników tezy, że gdy cała władza znajdzie się w jednych rękach, to już nie będzie kłótni, tylko owocna praca dla ojczyzny, zapraszamy do MSZ, do akt sprawy byłego ambasadora RP w Japonii Jacka Izydorczyka. Izydorczyk, prawnik, wykładowca akademicki z Łodzi, został wysłany na ambasadora do Tokio w roku 2017 z poręki ówczesnego szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego. Był jego wynalazkiem. Już na placówce skłócił się z resztą personelu i z tokijską Polonią. Ponieważ jej przedstawiciele protestowali przeciw pisowskim „reformom” w sądownictwie,
Misja w Bagdadzie
Ambasada RP w Iraku to placówka specyficzna. Często wszystko się tam zmienia. Były czasy, po I wojnie w Zatoce, kiedy ambasada została wzbogacona o niecodzienny element – Sekcję Interesów Amerykańskich, której szefem był polski dyplomata Jan Wojciech Piekarski. Nie podlegał on ambasadorowi RP, choć łączność z Departamentem Stanu utrzymywał poprzez centralę MSZ w Warszawie. Po wybuchu II wojny w Zatoce ambasada RP w Bagdadzie została ewakuowana do Jordanii. Wznowiła pracę w czerwcu 2003 r. Po raz kolejny jej działalność została zawieszona







