Wpisy od Agnieszka Wolny-Hamkało

Powrót na stronę główną
Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Właściwości różowej świnki

Mam to szczęście, że mieszkam nad parą cudownych fizjoterapeutów. Często w chwilach kryzysu wysyłam im SMS-y z wierszykami o moim kręgosłupie lub ślę uśmiechy w formie emotikonów. Wtedy oni piszą proste i piękne: „Zejdź”. Na początek zawsze dostaję kieliszek pysznego, ziołowego, 40-procentowego likieru prosto z pól Prowansji. Już dawno ustaliliśmy, że działa to zbawiennie na mięśnie, które – po ekstatycznym skurczu – wspaniale się rozluźniają. Wszyscy lubimy te spotkania – powoli stają się rytuałem w ponurej tkance

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Dywan nad deptakiem

Nie ma niczego smutniejszego niż wyprzedaż podwórkowa. Dziś pod moim blokiem 10-letni chłopiec z kręconymi włosami sprzedaje niebieską klatkę po śwince morskiej. Obok niego dwie kobiety w kolorowych opaskach na włosach wyprzedają trylogię Larssona i mocno zużyte powieści Sapkowskiego. Obok duży pan z dwoma rzędami rękodzielnych miseczek, a dalej mamy i córki, które na kocach ustawiły koniki Pony z różową grzywką, metalowe nakręcane bączki pokryte emalią, plastikowe minikuchenki pełne maleńkich garnków i patelni. Gry

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Ostatni dzień lata

W Sopocie reportażystka Magda Grzebałkowska zaplotła mi warkocz, był to warkocz nocny, zrobiony po białym żurze. Także takie rzeczy potrafią robić reportażystki, ot co! Chciałam go długo mieć, więc zrobiłam wokół warkocza płotek i go podlewałam, ale mi włos rozszarpały wiatry warszawskie (żartowałam). Okazało się, że autorka „Beksińskich” zrobiła mi tzw. kłos! O niebo lepszy niż zwykły warkocz – bardzo zręczny i ciasny, o jakim marzą wszystkie dziewczynki. Ponieważ reportażystki potrafią być czułe.W Warszawie się rozpadało, poszliśmy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Usługi

Niby dzień niby zwykłego życia i trafiam do optyka. Przyjmuje mnie Beata Tyszkiewicz, tylko z krótszymi włosami. W zakładzie pięknie pachnie. Wybrałam oprawki i pozostało standardowe badanie wzroku. Pani doktor z lśniącym warkoczem uśmiecha się ciepło i zaprasza mnie do gabinetu. Wkłada mi na głowę te fantastyczne okulary i natychmiast gasi światło. Przez chwilę słabo mi się oddycha, ale skupiam się na światełkach przed sobą. Literki dwoją się i troją, przechylają się i zostawiają powidoki: literki widma, literki cienie. Pani

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Jak zwierzęta

Zawsze się bałam, że spotkam na basenie znajomego poetę. Co za klęska towarzyska! Tydzień temu stoję w tej zupie, w stroju kąpielowym z początku lat 90. i – jako jedyna na całym basenie miejskim – w czepku na głowie. Jest to czepek w kolorze przemysłowym, niebieski, jaki wyobrażamy sobie myśląc „przedmieścia”, „wysypisko”, „zanieczyszczenie planety”. Och, za późno! Durny czepek, chlor w czerwonych oczach. Spotykam poetę w wodzie, woda nam sięga do klaty. Trzymamy fason, podajemy sobie ręce i ściskamy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Między Barańskim a Żuławskim

Przenosząc książki do wymarzonej biblioteczki, spędziłam dwie noce, siedząc na podłodze pośrodku kartek, wydruków, biletów z metra pokrytych zapiskami, sentymentalnych pocztówek itd. W książkach znalazłam bardzo dużo gumek do włosów i ołówków, którymi zaznaczałam strony, dwie zagubione dawno recepty, zaproszenie do teatru i wykres EKG. Oraz dwa zniszczone telefony komórkowe. I 25 pocztówek z wizerunkiem Franza Kafki (musiałam je kupować za każdym razem, kiedy byłam w Pradze). Jestem jedną z tych osób, które podkreślają zdania

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Thriller

Ekipa telewizyjna wchodzi do domu Mistrza jak do kościoła. Operatorzy światła ściągają butki, redaktorka rozgląda się z nabożeństwem. Wszyscy zniżają głos. Trzeba ostrożnie stąpać: w pracowni Mistrza stoją rzeźby i sztalugi, jakieś prace niedokończone – czyjaś drewniana rączka i autonomiczna nóżka. Ekipa dyskretnie rozstawia statywy. Mistrz jest w dziwnym stanie: widać, że czuje się niezręcznie. Próbował ubrać się odświętnie, ale się nie ubrał. Próbował posprzątać, ale mu nie wyszło. Nie umie pozować. Uśmiecha się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Do krwi ostatniej

Znają Państwo to uczucie, kiedy dentystka nagle mówi coś w rodzaju „och!” i zaczyna gwałtownie pocierać was gazikiem i wydłubywać coś kłującym narzędziem z okolic szczęko-żuchwy? Ogarnia nas wtedy ciekawość i trwoga: co takiego wydarzyło się właśnie w okolicach szczęko-żuchwy, że zasługiwało na podejrzane „och”? Przypuszczamy, że nie było to nic dobrego! Dentystka opanowuje się i obdarza nas telewizyjnym uśmiechem: „Wszystko w porządku”. Na co z wacikami i płynami w paszczy odpowiadamy (umownie rzecz biorąc) jakieś mniej lub bardziej znaczące

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Kryminał

Ciepły, pogodny wieczór. Na osiedlu jest cicho, ludzie kładą dzieci spać. Skończyłam drugi raz czytać „Mistrza i Małgorzatę” i zrobiło mi się bardzo smutno. „Nawet czarne czarodziejskie konie, czując zmęczenie, niosły swych jeźdźców tak wolno, że nieuchronna noc zaczęła je doganiać. I nawet niespożyty Behemot, czując ją za plecami, ucichł i rozpuściwszy na wietrze ogon, leciał w poważnym milczeniu, wczepiony pazurami w siodło”. Pamiętałam, jak to się kończy. Otworzyłam piwo i zjadłam kolację na balkonie, na parapecie. Chwilę

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Agnieszka Wolny-Hamkało Felietony

Zwierzęta miejskie i ich baśniowe maszyny

Założę się, że robią to specjalnie: wstają późno, jak najpóźniej, żeby klienci bistro zdążyli zamówić kawę i croissanty. Stają w parterowych oknach przy samej ulicy – każda w jednym, jak w dzielnicy czerwonych latarni – i przeciągają się leniwie w piżamach. Piżamy są białe i mają dziecinne wzory: małe konewki, jakieś skakanki, rysunkowe myszki. Potem jak na rozkaz podchodzą do swoich luster ustawionych na parapetach, rozplatają warkocze i czeszą się, patrząc w oczy klientom bistro. Dlatego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.