Wpisy od Krzysztof Teodor Toeplitz
Długi weekend
Długi weekend pozwala na zdarzenia nie całkiem przewidziane. Podczas długiego weekendu więc kupiłem przypadkowo na straganie antykwarycznym w Kazimierzu Dolnym niewielką, bo nie dokończoną, książeczkę Leopolda Tyrmanda “Wędrówki i myśli porucznika Stukułki”, którą przeczytałem ze wzruszeniem. Nie dlatego, że co trafniejsze myśli z tego utworu znałem już z opowiadań autora, przypominając sobie teraz nasze rozmowy, ani też nie dlatego, że w świetle “Stukułki” Tyrmand prezentuje się jednak całkowicie inaczej niż przedstawiają go jego dzisiejsi hagiografowie. Prostowanie ich
Autor, autor!
Ludwik Starski – ojciec Allana, oscarowca, i jeden z najrozsądniejszych ludzi, jakich spotkałem w życiu – twierdził już dawno, że w naszych czasach następuje “zanik pierwszych autorów”. Miał, oczywiście, rację. Nie ma już „Pana Tadeusza” Mickiewicza, lecz jest „Pan Tadeusz” Wajdy, „Ogniem i mieczem” Hoffmana, niedługo będzie „Quo vadis” Kawalerowicza. To samo dzieje się w teatrze, gdzie co chwila ktoś adaptuje czyjąś powieść i podpisuje ją swoim nazwiskiem. Pierwsi autorzy, a więc ci, którzy to wszystko wymyślili i stworzyli,
Husaria
Już w swoim pierwszym przemówieniu, rozpoczynającym kampanię prezydencką Marian Krzaklewski, wódz AWS-u, okazał się bez wątpienia najbardziej przebiegłym, wyrafinowanym i po mistrzowsku posługującym się subtelną aluzją historyczną politykiem współczesnym. Nie jestem tylko pewien, czy nasza prostoduszna i wychowana na telewizyjnej “Randce w ciemno” publika zdołała to uchwycić. Oto bowiem zapowiadając ofensywę AWS, porównał ją do bitwy pod Kircholmem (koło Rygi), które to wydarzenie prof. Tazbir nazywa “wspaniałym zwycięstwem, które odniósł hetman wielki litewski Karol Chodkiewicz nad Szwedami”,
Książeczka
Pan minister Handke bardzo uroczyście ogłosił wreszcie swoją “niebieską książeczkę”, która tym razem nie jest książeczką do nabożeństwa, lecz planem dalszej reformy szkół ponadgimnazjalnych. O reformie tej sami urzędnicy MEN-u mówią, że przygotowana jest w 80 procentach, co, znając reformatorskie talenty naszego rządu, oznacza, że nie jest przygotowana w ogóle. Jest to jednak o tyle niegroźne, że rozpocząć się ma ona w 2002 roku, a więc w czasie, kiedy, według wszelkiego prawdopodobieństwa, już nie p. Handke i jego ekipa zarządzać będą naszym
Eksces?
Do licznych patologii, na jakie cierpi obecnie nasze państwo, dołącza się nam nowa. Jest nią dominacja służb specjalnych nad resztą organów władzy państwowej i polityką państwa jako całości. Patologia ta odżywała raz po raz w czasach komunizmu i demaskowana była podczas kolejnych „odwilży” jako „jeżowszczyzna”, „beriowszczyzna” i inne „yzny”, które zawsze polegały na tym, że organa bezpieczeństwa osiągały przewagę nie tylko nad innymi, formalnie wyższymi od nich organami państwa, ale także nad faktycznie rządzącymi organami partii. Nawet
Niedźwiedź się budzi
Wybory prezydenckie zawsze mają w sobie coś z małżeństwa: człowiek wypowiada się za jakąś zachwycającą go dziewczyną, a potem okazuje się ona żoną ze wszystkimi tego konsekwencjami, których nie sposób przewidzieć. Po wyborze, a także już przed wyborem Władimira Putina na prezydenta Rosji zarówno zagraniczni, jak i krajowi komentatorzy zastanawiają się uporczywie, kim jest właściwie – nieznany nikomu jeszcze do niedawna – Władimir Putin i co zrobi jako prezydent Rosji, a więc, pamiętajmy, kraju nie tylko przeogromnego, ale trzymającego palce
50 procent?
Jeden z moich przyjaciół już bardzo dawno temu żartował, że ”Polska jest krajem na 50 procent; jeśli jest tu dobrze – to na 50 procent, jeśli źle to też na 50 procent”. Jeśli byłoby to prawda, świadczyłoby w sumie całkiem nieźle o naszej stabilności. bo któż w końcu oczekiwać może pełni szczęścia? Czasami jednak sądzę, że warto by przekroczyć granicę owego połowicznego zadowolenia. Od kilku dni nie tylko krajowe, ale i światowe media z wielką uwagą śledzą podróż papieża Jana Pawła II do Ziemi
Nie kradnij?
Niemal odruchowo zamierzałem poświęcić ten felieton nominacji nowego ministra kultury, p. Ujazdowskiego – ale po co? Utarło się bowiem zwyczajowo, że z każdą taką nominacją łączyło się nadzieje na jakąś nową koncepcję sterowania kulturą, a postać ministra kultury uważało się za indywidualność zdolną coś w tym względzie zaproponować. Z p. Ujazdowskim nic takiego się jednak nie kojarzy. Niektóre osoby wobec nominacji p. Ujazdowskiego przypominają, że ministrem kultury był już przecież p. Zdzisław Podkański, więc nic nie powinno
Humanista
Ten felieton jest na tyle osobisty, że właściwie nie powinno się go publikować. Czasami jednak ma się serdecznie dosyć tego codziennego jazgotu, tych Buzków, Nizieńskich, Dębskich itd., a także jęków nad naszą Ojczyzną, gubiącą – jak zwykle – dzień po dniu swoje szanse. I przychodzi ochota, aby pomyśleć o czymś bardziej serio. Otóż ukazała się książka Jerzego Adamskiego, krytyka, profesora i eseisty, zatytułowana „Świat jako niespełnienie i, jak mawiał ponoć Jerzy
Operetka
W powietrzu pachnie już kampanią wyborczą na urząd prezydencki. Jest to pomieszanie zapachu wazeliny z zapachem biota. Pierwszą z tych woni odczuli uczestnicy kolosalnego spotkania ludzi kultury w Pałacu Namiestnikowskim, gdzie, ku swemu osłupieniu, dowiedzieli się, że w minionym 1999 roku kultura rozkwitła nam jak nigdy dotąd, a jeśli przy tym popadła w nędzę to i tak jest na tyle silna, że ją przeżyje. Przez paręset lat w podobny sposób liczono na siłę i wytrzymałość pańszczyźnianych chłopów. I rzeczywiście przeżyli. Zabawne zresztą,






