Podobno w Polsce każdy powód jest dobry, by świętować. Najchętniej wtedy, gdy trafi się sponsor. Z tym prezydent Nawrocki nie ma problemu. Stoi za nim najbardziej rozbudowana i najdroższa w historii kancelaria. I armia urzędników skrojonych na jego podobieństwo. Poświętował więc, choć świętowanie roku prezydentury to żenada. A pochwały wygłaszane pod adresem jednorocznego jubilata były jak z filmu Barei. Modelowe zakłamywanie rzeczywistości.
Nawrocki wyciągnięty z kapelusza Kaczyńskiego wygrał wybory o włos. Poparło go tylko trochę więcej wyborców niż Trzaskowskiego. A prawdziwego wyniku wyborów prawica nie chciała sprawdzać. Przegrany kandydat, który nie liczył się z porażką, i popierający go obóz polityczny nie mieli wystarczającej determinacji, by żądać powtórnego przeliczenia głosów. Trzeba było to zrobić – mimo jazgotu i presji ze strony tych polityków, którzy poparli Nawrockiego.
Powtórne liczenie głosów w wyborach amerykańskich staje się już rutyną. Największy wielbiciel Trumpa na świecie nie powinien więc mieć z tym problemu. Chyba że zna ludzi, którzy mają zakulisową wiedzę o wyborach.
Prezydent Nawrocki szczyci








