(Bez)siła ministra

(Bez)siła ministra

Minister Zbigniew Rau przekonał się o braku wpływu na swoich wiceministrów w bolesny sposób. Tym razem zawiódł go nadzorca z Nowogrodzkiej Szymon Szynkowski vel Sęk. Zaprosił on do MSZ RP ambasador Wielkiej Brytanii, panią Annę Clunes, by zapytać ją, czy wolność słowa nadal należy do podstawowych wartości brytyjskich. I oczywiście natychmiast umieścił informację o tym na Twitterze.

Otóż informujemy pana vel Sęka, że takt nadal należy do niezbywalnych wartości brytyjskich. Obok niechęci do rasizmu i do homofobii. Do tych wartości należy także brak uprzedzeń wobec wszelkich mniejszości, również etnicznych czy kulturowych.

Dlatego Brytyjczycy pilnują się, by nie wpuszczać na swoje terytorium mizoginów czy osoby nieszanujące niepełnosprawnych. Po prostu uważają, że wolność głoszenia poglądów to jedno, a odpowiedzialność za słowo – drugie. Tego ani Ziemkiewicz, ani jego koledzy nie rozumieją. I dlatego nie są pożądani w Zjednoczonym Królestwie. Cóż, „lewactwo” szerzy się też w tak szanowanej przez polską prawicę, rządzonej przez konserwatystów Wielkiej Brytanii.

Na marginesie – nie wiemy, czy brak zgody na wjazd Ziemkiewicza do Wielkiej Brytanii jest wynikiem wniosku w tej sprawie posłanki opozycyjnej Partii Pracy Rupy Huq. Faktem jest, że apelowała ona o taki ruch do władz brytyjskich już w 2018 r.

Reakcja vel Sęka potwierdza nasze, wielokrotnie tu wypowiadane obawy, że Zbigniew Rau nie panuje nad swoimi nadzorcami z KPRP, KPRM czy największego pałacu. Vel Sęk natomiast najwyraźniej nie panuje nad powierzonymi mu sprawami europejskimi. Gdyby wiedział, że jego szef kilka dni wcześniej rozmawiał z brytyjską minister spraw zagranicznych Liz Truss, że za kilka dni pani Truss przyjeżdża do Warszawy na spotkanie ministrów spraw zagranicznych Grupy Wyszehradzkiej, a dwa tygodnie temu na zaproszenie Kancelarii Prezydenta był w Warszawie dyrektor generalny ds. UE w gabinecie premiera, Julian Braithwaite, to może by się zastanowił nad sensem i treścią swojej dyplomacji twitterowej.

Za czasów mocnego ministra, czyli Cimoszewicza lub Sikorskiego, taki wiceminister byłby elegancko i nieoficjalnie odsunięty od obowiązków, a po kilku miesiącach zaproponowano by mu wyjazd na placówkę do San Escobar. Szczególnie że Zbigniew Rau określił inicjatywę swojego zastępcy jako „prywatną”.

I jeszcze sprawa z czystej praktyki dyplomatycznej. Vel Sęk użył w swoim tweecie sformułowania, że zaprasza panią ambasador do ministerstwa. Takie zaproszenie i sposób jego wyjaśnienia, panie ministrze, jest niczym innym jak wezwaniem do ministerstwa. I tak zostało odebrane w Foreign and Commonwealth Office oraz przez brytyjskie media.

Panie ministrze Rau! Jeden pana zastępca (vel Sęk) rujnuje stosunki z Wielką Brytanią, bo broni swojego kolegi dziennikarza. Drugi rujnuje negocjacje z Czechami, bo obraża i dezinformuje partnerów i dziennikarzy, co wytyka mu pana czeski kolega. Trzeci nie nadaje się nawet do misji dyplomatycznych! Nie ze względu na brak umiejętności, bo tych po prostu nie ma. Otóż wiceminister Wawrzyk nie lata samolotami. Pana, panie ministrze Rau, słaba pozycja polityczna rujnuje polską politykę zagraniczną. I to wróży panu długie ministrowanie.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy